Diabelska tablica

Ouija miała być zabawą w wywoływanie duchów. Coś jednak poszło nie po myśli jej twórców, bo podobno czasem zmarli naprawdę się odzywają… A nawet otwierają się wrota do piekieł!

 

Tablica Ouija, jaką znamy dziś, została stworzona przez kilku pomysłowych biznesmenów pod koniec XIX w. Miała być po prostu nieszkodliwą, pasjonującą grą towarzyską z dreszczykiem. Każdy jednak, kto miał z nią styczność, wie, że za tą zwykłą z pozoru planszą kryje się coś więcej… Zanim pojawiła się na rynku, już w starożytności znane były tak zwane mówiące tabliczki. Miały ułatwić kontakt z duchami przodków. Około 600 lat p.n.e. z tego typu plansz korzystali w Chinach wróżbiarze biegli w sztuce przewidywania przyszłości zwanej fuji. Podobne tablice z wahadełkiem, pokryte znakami i napisami prawdopodobnie stosowali również pitagorejczycy w starożytnej Grecji oraz wieszcze w starożytnym Egipcie. Poprzez nagły ruch wahadełka duch miał wskazywać odpowiedź. W Europie i w Ameryce Północnej moda na takie tablice pojawiła się mniej więcej w połowie XIX w. wraz z fa- scynacją spirytyzmem. Pierwsze planszety (nazwane tak od nazwiska francuskiego medium Planchette’a) składały się z deseczki w kształcie serca, która przemieszczała się po planszy pokrytej napisami na rolkach, kółkach albo filcu. Ostre zakończenie deseczki wskazywało odpowiedzi istot z zaświatów. Miały też wmontowany ołówek, mogły więc służyć do popularnego wtedy pisania automatycznego. Na początku tablicami posługiwali się tylko spirytyści na specjalnych pokazach. Z czasem zafascynowani nowym trendem bogaci mieszczanie zaczęli zabawiać się w domowym zaciszu planszetami wykonanymi samodzielnie. W końcu kto nie chce poznać tajemnic zaświatów?

Biznes kontra duchy

 

Popularność wydawałoby się nieszkodliwej zabawy z dreszczykiem zainspirowała sprytnych biznesmenów do stworzenia produktu masowego. Wynalazca i prawnik Elijah Bond, biznesmen Charles Kennard, wytwórca William Fuld oraz czterech innych wspólników w lutym 1891 r. opatentowali swój projekt mówiącej tablicy. Pierwsze egzemplarze Ouija (Anglicy i Amerykanie wymawiają tą nazwę „łidża”) były z drewna. Na solidnych tabliczkach wyryto abecadło oraz kilka słów – „tak”, „nie” i „do widzenia”. Wskaźnik również był drewniany. Wszystko, co potrzebne do rozmowy z duchami, znalazło się w jednym poręcznym pudełku. I był to sprzedażowy hit!

Skąd się wzięła nazwa tablicy? Charles Kennard utrzymywał, że podpowiedziała mu ją zjawa podczas seansu spirytystycznego. Że słowo „ouija” pochodziło z języka staroegipskiego i miało znaczyć „szczęście”. W rzeczywistości za tą historią krył się cwany marketing, który miał tylko zwiększyć sprzedaż. Współwłaściciel patentu William Fuld wyznał po latach, że znaczenie tajemnego słowa jest prozaiczne. To po prostu połączenie francuskiego „oui” (tak) z niemieckim „ja” (również tak). „Tak” to także jedna z odpowiedzi, którą można wybrać na planszy. Najbardziej ambitny z całej siódemki biznesmenów okazał się właśnie William Fuld, który zaledwie kilka miesięcy po powstaniu nowej firmy przejął ją i sam zajął się produkcją tablic. Moda na spirytyzm wciąż kwitła, więc sprzedaż okazała się żyłą złota. Fuld, teraz już jedyny właściciel Southern Novelty Company, musiał zastrzec nazwę „Ouija”, ponieważ rynek szybko zalały tańsze podróbki gry. A on chciał zarobić na tablicy jak najwięcej. Wpadł więc na pomysł produkcji biżuterii sygnowanej znakiem towarowym Ouija, parę lat później zaczął sprzedawać też olejek zapachowy o tej samej nazwie. Gra sprzedawała się świetnie. Każdy chciał wiedzieć, co dzieje się z nami po śmierci. Na rozmowach z duchami się nie kończyło. Zafascynowani możliwościami tabliczki artyści zaczęli pod jej wpływem tworzyć. Pearl Curran w latach 1913-1937 napisała cykl powieści, które miały być efektem współpracy z duchem o imieniu Patience Worth. Inni pisarze poszli w jej ślady. Jednak żadna z powieści współtworzonych przez zmarłych nie okazała się też bestsellerem.

Klątwa czy wypadek?

 

Szybko się jednak okazało, że mroczna lecz nieszkodliwa w założeniu gra towarzyska, zaczyna… zabijać. Jedną z jej pierwszych ofiar był jej twórca William Fuld. Tak przynajmniej tłumaczyli to spirytyści. W 1927 r. pełen życia i planów Fuld zginął. Miał wtedy 57 lat i mnóstwo pomysłów na rozbudowę firmy. Jego nagła śmierć zaskoczyła wszystkich. Kiedy biznesmen stał na dachu trzypiętrowego budynku, oparł się o balustradę, a ta niespodziewanie pękła. Runął na ziemię, zmarł w drodze do szpitala. A ponieważ był to twórca diabelskiej tablicy, który na domiar złego nieuczciwie wygryzł z interesu wspólników, szybko wokół jego śmierci pojawiło się wiele domysłów. Najpowszechniejszym była klątwa planszy Ouija, która wcześniej czy później dopadnie każdego, kto zadziera ze światem umarłych.

Zaskoczeni spadkobiercy Fulda szybko się otrząsnęli po jego śmierci. Biznes nie upadł. W latach 20. i 30. Ouija wciąż świetnie się sprzedawała. Choć moda na spirytyzm powoli mijała, tablica była nadal popularna. Zwłaszcza w czasach II wojny jej sprzedaż poszybowała. Wiele zrozpaczonych żon i matek chciało skontaktować się ze swoimi bliskimi, którzy zginęli na froncie. Po wojnie tablica Ouija znajdowała się prawie w każdym amerykańskim domu. Dorośli zabawiali się nią podczas spotkań towarzyskich , a nastolatki straszyły podczas Halloween. Rodzina Fulda zajmowała się produkcją planszy do połowy lat 60. W 1966 r. sprzedała firmę przedsiębiorstwu Parker Bro- thers. To wtedy wymyślono chwytliwe hasło reklamowe: „To tylko gra – ale czy tylko?”. W 1991 r., sto lat po uzyskaniu patentu, Ouija została przejęta przez potentata zabawkarskiego Hasbro. To ta sama firma, która produkuje m.in. słodkie kucyki My Little Pony oraz roboty Transformers.

Kto się nie boi, niech sam spróbuje

 

Skąd się wzięła czarna legenda tablicy Ouija? Winny jest przede wszystkim… Hollywood. Po raz pierwszy pojawiła się w kultowym „Egzorcyście”, na początku lat 70. Niewinna z pozoru zabawa stała się przyczyną opętania 12-letniej dziewczynki. Potem nastąpił wysyp filmów grozy z planszą w roli głównej. Wystarczy wymienić tytuły z kilku ostatnich lat – „Diabelska plansza Ouija” czy „Ouija: narodziny zła”. Tabliczka, która miała być nieszkodliwą rozrywką, budzi ogromne emocje. Kościół przestrzega przed zabawą w wywoływanie zmarłych. Według teologów Ouija to prosta droga do okultyzmu. Również niektórzy spirytyści uważają, że gra w rzeczywistości służy nie do przywoływania duchów, ale demonów, otwierając drzwi do tajemniczego, straszliwego wymiaru. Na pewno nie powinny mieć z nią nic wspólnego dzieci, które są bardziej niż dorośli podatne na sugestie. W internecie roi się od przerażających historii osób, które po zabawie z tabliczką Ouija odczuwały stale czyjąś obecność, miały koszmary, słyszały szepty. Gra kończyła się nawet opętaniem. Psychologowie uważają, że tajemnicze głosy czy inne objawy działania duchów i demonów to nic innego, jak wytwory naszej podświadomości. To oczekiwania i lęki użytkowników planszy mają tworzyć takie demoniczne wizje. Nawet jeśli nie są one prawdziwe, mogą być przyczyną psychoz, a to już jest realne zagrożenie.

Ciekawskich jednak nie brakuje. Plansza Ouija nadal dobrze się sprzedaje. Jedni twierdzą, że to tylko fajna gra z dreszczykiem, wypromowana przez specjalistów od marketingu, inni są przekonani, że naprawdę otwiera portal do świata duchów. Każdy może sprawdzić to sam. Oczywiście, jeśli się odważy…

 

Janka Krużyńska

fot. shutterstock

 

 

reklama
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020