Mae West - seksualna gangsterka

Miała zaledwie 152 centymetry wzrostu. Ale energii i pewności siebie tyle co pułk wojska. Mae West żyła, jak chciała, łamała wszelkie zasady. Dzisiaj, czterdzieści lat po śmierci, znowu zaczyna być o niej głośno.

W biografiach idoli filmowych często powraca motyw nieszczęśliwego dzieciństwa. Młoda dziewczyna (m.in. Marilyn Monroe) albo chłopak (m.in. Marlon Brando) jadą do Hollywood, by udowodnić sobie i światu, że są coś warci. Wcześniej dom rodzinny okazał się dla nich miejscem nieprzyjaznym albo wręcz wrogim. Rodzice i bliscy byli prymitywni, oziębli, nierzadko dochodziło do patologii. Być może dlatego w historiach gwiazd ekranu można znaleźć tak wiele smutku i wiecznego niespełnienia. Z Mae West od początku było inaczej. Los wyposażył ją w jeden z najlepszych możliwych prezentów – kochającą i wspierającą matkę, święcie przekonaną, że wszystko, co robi jej latorośl, jest fantastyczne. Dzięki temu Mae – urodzona w 1893 roku w Nowym Jorku – zawsze wkraczała na scenę z poczuciem, że świat należy do niej. A świat nie miał innego wyjścia, tylko po prostu to akceptował.

seks i szok

 

Pierwsze występy przed publicznością Mae West zaliczyła w wieku pięciu lat, a jako siedmiolatka regularnie występowała w amatorskich show. Bystra, nieprzeciętnie inteligentna, błyskawicznie uczyła się reguł scenicznych. Szybko zorientowała się, że kluczem do sukcesu są „seks i szok”. A tak się składało, że była świetna i w jednym, i w drugim. Już jako nastolatka eksperymentowała z różnymi, także męskimi, osobowościami scenicznymi – dzisiaj określilibyśmy ją mianem „drag”.

Równocześnie jednak miała świadomość, że jako kobieta (w dodatku obdarzona mikrym wzrostem) nie może swojej kariery powierzyć nikomu z zewnątrz, a zwłaszcza nie powinna polegać na mężczyznach. Niezależność – artystyczna, finansowa czy też po prostu życiowa – stała się jej głównym celem i ambicją. Przełomowy w karierze okazał się 1926 rok. Mae West po raz pierwszy w życiu wystąpiła na Broadwayu. W sztuce, którą sama napisała, wyreżyserowała oraz wyprodukowała. Zatytułowała ją po prostu „Seks”, a na scenie wcieliła się w postać prostytutki.

Wybuchł gigantyczny skandal. Krytycy zmieszali ją z błotem, członkowie wspólnot religijnych słali skargi do władz, a publiczność waliła drzwiami i oknami. Ostatecznie West wraz z całą ekipą teatralną trafiła przed sąd. 19 kwietnia 1927 roku została skazana na 10 dni więzienia za „demoralizowanie nieletnich”. W dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na sto wyrok skazujący oznaczał wówczas dla kobiety koniec kariery. Ale Mae była jedna na milion. W tamtym czasie już na tyle niezależna finansowo, że bez problemu mogłaby opłacić kaucję i wyjść na wolność. Zamiast tego obwieściła dziennikarzom, że wybiera się za kratki w jedwabnej bieliźnie. Po czym do tego stopnia zakolegowała się ze strażnikiem, że wraz z nim i jego żoną jadała posiłki. Po ośmiu dniach odsiadki została zwolniona za dobre sprawowanie. A gdy wyszła na wolność – prasa po prostu oszalała na jej punkcie.

I staruszka wystartowała

 

Naturalną konsekwencją tak ogromnej popularności była kariera w Hollywood. Rzecz w tym, że Mae West miała już 39 lat, więc jak na ówczesne warunki była niemal staruszką. Jak nietrudno się domyślić, kompletnie nic sobie z tego nie robiła. Na wielkim ekranie zadebiutowała w 1932 roku w filmie „Night After Night” u boku George’a Rafta, który zresztą polecił ją do roli.

Jak głosi anegdota, pierwsze, co zrobiła po wejściu na plan, to… na nowo napisała swoje dialogi. W efekcie publiczność otrzymała jeden z najbardziej efektownych debiutów w historii kina. Otoczona męskim gronem Mae West pewnym krokiem wkracza do nocnego klubu, rozstawia po kątach ochronę, seksownym ruchem zdejmuje z siebie imponujące białe futro. A na pełen zachwytu okrzyk szatniarki: „Mój Boże, cóż za piękne brylanty!”, odpala: „Bóg nie ma z tym nic wspólnego, moja droga!”. George Raft, wspominając jej występ w „Night After Night”, mówił wprost: „Kradła każdą scenę, w jakiej się pojawiła. Właściwie to ukradła wszystko, oprócz kamer”.

Kolejne dwa tytuły w jej karierze: „Lady Lou” („She Done Him Wrong”) i „Nie jestem aniołem” („I’m No Angel”) z 1933 roku to już megahity. A sama Mae West ze skandalizującej, nowojorskiej aktorki teatralnej przekształciła się w ikonę kultury i popkultury. Jej znakiem rozpoznawczym, oprócz blond włosów i kocich ruchów, były błyskotliwe riposty, pełne seksualnych aluzji i gierek słownych, jak w słynnym dialogu z młodym mężczyzną: „Ile masz wzrostu?” „Sześć stóp i siedem cali!” „Dajmy spokój sześciu stopom. Bardziej interesuje mnie te siedem cali”. Albo: „Kiedy jestem dobra, jestem bardzo dobra. Kiedy jestem zła, jestem jeszcze lepsza”.

O Mae West z zachwytem pisał F. Scott Fitzgerald, jeden z najwybitniejszych pisarzy amerykańskich XX wieku. Meksykańska malarka i ikona sztuki, Frida Kahlo, umieściła jej wizerunek na swoim obrazie „Moja suknia tam wisi” (1933). Jednak najbardziej niezwykły hołd złożył jej genialny Salvador Dalí. W latach 1934-1935 stworzył dzieło zatytułowane tak, jak na króla surrealistów przystało: „Twarz Mae West, która może służyć jako mieszkanie”. Obraz przedstawiał wnętrze buduaru bądź – według innych interpretacji – kameralnej sceny teatralnej, jednak poszczególne elementy wystroju tworzyły złudzenie optyczne twarzy aktorki: zasłony to włosy, oczy – obrazy na ścianie, a czerwona kanapa to namiętne, uszminkowane usta. Dzieło zrobiło furorę i szybko zaczęło żyć własnym życiem. Najpierw powstała „Mae West Lips Sofa”, czyli kopia ust z obrazu w formie surrealistycznej rzeźby-kanapy, na której nie da się siedzieć. Potem w paru muzeach zostało wiernie odtworzone całe wnętrze z dzieła Dalego. I wreszcie ekskluzywna hiszpańska firma BD Barcelona Design zaczęła produkować siedzisko będące wariacją „Mae West Lips Sofa”. Mebel odniósł na tyle duży sukces, że pod nazwą „Dalilips” można go kupić do dziś.

Walcząca z cenzurą

 

W 1935 roku West osiągnęła status najlepiej opłacanej kobiety w Stanach Zjednoczonych. Także drugiej, najlepiej opłacanej osoby w tym kraju – po magnacie prasowym Williamie Randolphie Hearście. W przeciwieństwie do wielu hollywoodzkich aktorów nie trwoniła jednak majątku na zbytki, tylko mądrze inwestowała w ziemię i nieruchomości. Dzięki temu ominął ją potem los rozgoryczonej, starzejącej się gwiazdy, zadłużonej po uszy i zmuszonej do wyprzedawania majątku.

Na razie jednak Mae West i tak miała sporo zgryzot – każdy jej film był batalią z cenzurą. Z kolejnych tytułów wycinano całe sceny, przezabawne potyczki słowne lądowały w koszu w montażowni, a aktorka miała coraz bardziej dosyć. Nie przywykła do sytuacji, w której nie miała żadnego wpływu na swoją karierę i działalność artystyczną. W 1943 roku nastąpił przełom. Studio Columbia, produkujące film „The Heat’s On”, podjęło decyzję o tym, że Mae West nie będzie więcej pisać swoich dialogów. To był koniec przygody z Hollywood. Miarka się przebrała. W następnym filmie West zagrała dopiero ćwierć wieku później. Aktorka nie załamała jednak rąk – i tak zaczął się kolejny etap w jej życiu. Najpierw w wielkim stylu powróciła na Broadway („The New York Times” w entuzjastycznej recenzji nazwał ją „Amerykańską Instytucją – równie ukochaną i niezniszczalną, co Kaczor Donald”). Po czym, już w latach 50., w świeżo otwartym Sahara Hotel w Las Vegas wystawiła swój autorski show, w którym występowała otoczona przez atrakcyjnych, umięśnionych kulturystów. Jak zwykle w jej przypadku publiczność waliła drzwiami i oknami. „Mężczyźni przychodzą, żeby mnie zobaczyć, ale kobiety też mają na co popatrzeć” – tymi słowami skwitowała kolejny sukces w życiu.

A po co mi mąż

 

„Małżeństwo to wspaniała instytucja, ale ja nie jestem gotowa na żadną instytucję” – to kolejny, słynny bon mot przypisywany aktorce, dość trafnie oddający jej stosunek do kwestii osobistych. Choć przez całą karierę Mae West dbała o dobrostan rodzeństwa i rodziców, a śmierć ukochanej matki była dla niej wielkim ciosem, do mężczyzn w swoim życiu nie przywiązywała szczególnej wagi. Pierwszy i ostatni raz wyszła za mąż w wieku 17 lat za kolegę ze sceny Franka Wallace’a, ale małżeństwo w zasadzie trudno uznać za w pełni skonsumowane. Para nigdy ze sobą nawet nie zamieszkała. Potem był romans z następnym kolegą ze sceny Guidem Deiro oraz związek z prawnikiem Jamesem Timonym. Gdy miłosne uczucie się wypaliło, przekształciło się w głęboką i zażyłą przyjaźń, która przetrwała aż do śmierci mężczyzny.

Bez wątpienia najciekawszym spośród jej „chłopaków” wydaje się jednak czarnoskóry mistrz boksu William „Gorilla” Jones. Mae West związała się z nim, gdy panowała jeszcze segregacja rasowa, a administratorzy Ravenswood Building, w którym miała luksusowy apartament, zabraniali Afroamerykanom wchodzić na teren posesji. Mae West zaradziła sytuacji w swoim niepowtarzalnym stylu – kupiła cały budynek i zniosła zakaz.

W wieku 61 lat zakochała się po raz ostatni w życiu. Jej wybrankiem został Chester Rybinski, występujący w jej show trzydzieści lat młodszy kulturysta i były Mister California. I choć trudno uwierzyć, ta miłość okazała się najtrwalsza w jej życiu. Chester zamieszkał z Mae i pozostał z nią aż do śmierci. Swój związek z legendą miał podsumować skromnie: „Myślę, że pojawiłem się na świecie po to, by się opiekować Mae West”. Razem spędzili ze sobą 16 lat. Nawet ze śmiercią Mae West się poszczęściło. W świetnej formie psychicznej i intelektualnej, aktywna do samego końca, zmarła na udar w 1980 roku w wieku 87 lat.

Dziś wraca w wielkim stylu

 

Teraz, w dobie #metoo i kobiet coraz śmielej walczących o sukces na własnych zasadach, Mae West powraca w wielkim stylu. 16 czerwca 2020, w USA, na kanale PBC (Public Broadcasting Service) miał premierę film dokumentalny w ramach prestiżowej serii „American Masters” pt. „Mae West: Dirty Blonde”. W filmie wystąpiła plejada znanych osobistości zafascynowanych legendarną aktorką, m.in. Ringo Starr, Dita Von Teese czy Candice Bergen. Film wyprodukowała słynna piosenkarka i aktorka Bette Midler, nawet nie próbująca ukrywać, jak wielką rolę w jej życiu odegrała Mae West: „Zakochałam się w niej od chwili, gdy ją zobaczyłam w filmie ’Night After Night’ Była osobowością, zarówno publicznie, jak i prywatnie. Kobietą, która wierzyła, że jest równa każdemu mężczyźnie. I której humor, klasa i szyk inspirują nas niezmiennie po dziś dzień”.

tekst: Olga Michalska 

foto: Alamy/ bew 

 

reklama
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl