Ekologiczna królowa mody

Rozpuszczona córeczka bogatych rodziców czy twardo chodząca po ziemi bizneswoman? Stella McCartney nie przejmuje się tymi, którzy mówią, że karierę zrobiła na plecach (i pieniądzach) tatusia. Projektuje kolejne ubrania i udowadnia światu, że to, co naturalne, nie musi być niemodne.

Ekologiczna królowa modyLudzie ze świata mody nie mają serca  – oświadczyła niedawno. I wyjaśniła zszokowanej dziennikarce, że dla potrzeb światowego rynku odzieżowego rocznie zabija się około 50 milionów zwierząt. Następnie, zupełnie niezmieszana przerażoną miną swojej rozmówczyni (oraz tym, że tamta nerwowo wkopuje skórzaną torbę pod krzesło), opowiedziała jej ze szczegółami, jak okrutnymi metodami zabija się zwierzęta, by ich skóry i futra były w jak najlepszym stanie.

Dziewczyna od T-shirtów
Już jej narodziny były wydarzeniem brzemiennym w skutki. We wrześniu 1971 roku Paul McCartney, jeden z liderów grupy The Beatles, i jego żona Linda Eastman oczekiwali narodzin swojego kolejnego dziecka (mieli już urodzoną w 1969 roku Mary oraz Heather, adoptowaną przez Paula córkę Lindy z pierwszego małżeństwa). W czasie porodu pojawiły się problemy i Linda musiała mieć cesarskie cięcie. Paul przez cały czas siedział pod salą operacyjną i modlił się, żeby dziecko urodziło się „na skrzydłach anioła”. Na świat przyszła dziewczynka, zodiakalna Panna, która po prababkach ze strony matki otrzymała imię Stella. I to właśnie na cześć tej dziewczynki tata stworzył popową grupę Wings (Skrzydła), z którą przez lata podróżowała po świecie cała rodzina McCartneyów.

Dorosła Stella zamiast (jak wiele córek wielkich gwiazd) uganiać się po luksusowych dyskotekach i romansować z coraz to nowymi milionerami, projektuje coraz to nowe kolekcje strojów i niestrudzenie walczy o to, żeby świat wokół nas był bardziej eko. Na dodatek od kilku lat przykładnie żyje z mężem Alasdhairem Willisem (niegdyś wydawcą, obecnie prezesem firmy produkującej luksusowe meble) i rodzi kolejne dzieci. W grudniu tego roku na świat ma przyjść ich czwarta pociecha. Nie bardzo wiadomo, jak udaje się jej pogodzić karierę z życiem rodzinnym, bo wieść niesie, że dzieciom poświęca sporo czasu. Kiedy wyjeżdża na weekend na wieś – nie zabiera żadnych pomocnic i dziećmi zajmuje się sama.

reklama

Ani mąż, ani opieka nad dziećmi, ani kolejne ciąże nie przeszkadzają jej jednak w pracy. W 2006 roku, kiedy spodziewała się pierwszego dziecka (synka Jamesa Millera), zaprojektowała kolekcję ubrań dla kobiet w ciąży. Jak twierdziła Andre Leon Talley z amerykańskiego „Vogue’a”, Stella, sama oczekując dziecka, znakomicie uchwyciła potrzeby kobiety, której sylwetka zmienia się pod wpływem ciąży („Sądzę, że to jej najlepsza kolekcja!”).

Z kolei latem 2010 na rynku pojawiła się kolekcja ubranek dla dzieci, zaprojektowana przez nią dla marki Gap. Ostatnio została też dyrektor kreatywną, odpowiedzialną za odzież olimpijczyków i paraolimpijczyków w czasie Letnich Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku w Londynie. Jakby tego było mało, jej tegoroczna kolekcja dla dorosłych zrobiła furorę podczas paryskiego tygodnia mody, a na dodatek w dniu pokazu prasa doniosła, że mimo recesji w świecie mody obroty jej firmy wzrosły o 20 procent.

Ciekawe, jak się teraz czuje Karl Lagerfeld, który u początków jej kariery twierdził: – Ta dziewczyna nadaje się co najwyżej do projektowania T-shirtów. I sugerował, że dostała pracę w branży jedynie dzięki znanemu nazwisku.

Paul i jego żona Linda Eastman z malutką Stellą zaraz po jej urodzeniu w 1971 roku.Młoda, zdolna, z nazwiskiem
To ostatnie z pewnością jej nie zaszkodziło. Ale też z pewnością nie było jedynym czynnikiem decydującym o jej sukcesie. Swoją pierwszą kurtkę Stella zaprojektowała, kiedy miała 13 lat. Już wtedy wiedziała, co będzie robić przez resztę życia. Dziś mówi, że zostałaby projektantką, nawet gdyby nie była córką Beatlesa. I choć trudno to sprawdzić, trzeba przyznać, że nawet jeśli Stella na starcie miała łatwiej (a miała z całą pewnością) niż inni projektanci, to udowodniła, że nie znalazła się w branży przez przypadek. Mając 15 lat, trafiła na staż do domu mody Christiana Lacroix. Potem studiowała w londyńskim Central Saint Martins College of Art & Design, a w 1995 roku jej dyplomową kolekcję (za darmo) prezentowały Naomi Campbell, Yasmin Le Bon i Kate Moss.

Muzycznym tłem pokazu była zaś piosenka „Stella May Day”, skomponowana przez tatę. Trudno sobie wyobrazić, aby o pokazie najlepszej nawet anonimowej absolwentki szkoły projektowania na pierwszych stronach informowały niemal wszystkie gazety. Ale dzięki temu rozgłosowi dyplomowa kolekcja Stelli została natychmiast sprzedana do domów mody w Tokio i Londynie. Całkiem nieźle jak na debiutantkę.

Oprócz nazwiska w projektach Stelli musiało być jeszcze coś, bo dwa lata później właściciele paryskiego domu mody Chloe zaproponowali jej stanowisko dyrektora kreatywnego. I choć Karl Lagerfeld, który 30 lat wcześniej dostąpił tego zaszczytu, głośno mówił, że Chloe zasługuje na projektanta z prawdziwego zdarzenia, a nie jakąś tam córkę ex-Beatlesa, czas pokazał, że dzięki Stelli marka Chloe się odrodziła. Mówiło się, że w swoich kolekcjach łączy paryski szyk z londyńską dynamiką. Ubrania z metką Chloe zaczęły nosić kobiety uznawane za ikony mody: Kate Moss, Madonna i Cameron Diaz. A za nimi – reszta świata.

Źródło: Wróżka nr 12/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube