Orgazm na torpedzie

Co wspólnego ma pierwszy orgazm w historii kina z superbronią? To Hedy Lamarr – hollywoodzka gwiazda, bohaterka seksskandalu i współautorka wojskowego patentu.

 

Olśniewająca uroda i nieprzeciętna inteligencja dały jej krótką sławę, życie bez spełnienia, a potem zapomnienie. Niezwykle utalentowana, władała sześcioma językami, malowała. Jest  wiele powodów, by o niej pamiętać. Chociażby telefon komórkowy, którego Hedy Lamarr jest pośrednio twórczynią.

Naprawdę nazywała się Hedwig Kiesler, była Austriaczką. Urodziła się w 1914 r., w zasymilowanej rodzinie bogatych wiedeńskich Żydów. Jako ukochana jedynaczka opływała w luksusy. Miała francuską nianię, guwernantkę, chodziła do prywatnych szkół, pobierała lekcje baletu i gry na fortepianie. Chciała zostać aktorką. Rodzice niechętnie, jednak zgodzili się, by szesnastolatka rzuciła szkołę i wyjechała do Berlina uczyć się aktorstwa. Głośno stało się o niej niemal natychmiast, ale nie tak, jakby sobie życzyli.

Po czterech niewielkich rólkach w mało znanych filmach 18-letnia Hedwig wystąpiła w produkcji, która odcisnęła piętno na całym jej życiu. Austriacko-czechosłowacki obraz „Ekstaza” w reżyserii Gustava Machatego został bowiem zmiażdżony przez obyczajową cenzurę i zakazany w większości krajów europejskich, także w Ameryce, na siedem lat. Po raz pierwszy w dziejach kinematografii pokazano bowiem na ekranie nagie ciało kobiety, a co gorsza, jej orgazm. Gdy dziś oglądamy te sceny, trudno zrozumieć, o co był ten cały krzyk. Słynny „pierwszy orgazm w historii kina” wygląda niewinnie na tle tego, co od tamtej pory pokazali nam reżyserzy. Ale w roku 1933 kobieca nagość na ekranie była niedopuszczalna. Film obwołano „niemoralnym, lubieżnym i obscenicznym”, bo bohaterka, młoda mężatka, w słynnej scenie uprawia seks, ale nie z własnym mężem. Film potępił sam papież.

sprzedawca śmierci z bukietem róż

 

Przerażona taką reakcją Hedwig wraca do domu, ale nie zamierza rezygnować z aktorstwa. Przerzuca się więc na teatr. Chcąc się zrehabilitować po filmowym skandalu, na deskach Theater an der Wien wciela się w rolę zapiętej pod samą szyję cesarzowej Sissi, uwielbianej w Austrii Habsburgów. Odnosi ogromny sukces. Ale jest coś jeszcze: po spektaklu, co wieczór, jej garderobę zapełnia tuzin bukietów róż we wszystkich kolorach. Dziewiętnastoletnia Hedwig nie ma pojęcia, kto jest jej wielbicielem. Gdy się dowiaduje, cierpnie jej skóra. To Friedrich Mandl, 33-letni producent broni i trzeci najbogatszy człowiek w Austrii. Mówią o nim „sprzedawca śmierci”, bo sprzedaje broń, ostatnio głównie rosnącym w siłę Włochom Mussoliniego i Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera. Sam nie jest faszystą, uważa się za austriackiego patriotę, ale liczy się kasa. Friedrich Mandl ma pieniądze, wpływy i koneksje i stanowczo nie jest osobą, której się odmawia.

Hedwig jednak mu odmawia. Przynajmniej potajemnej schadzki, kiedy któregoś wieczora on podstawia pod teatr luksusową limuzynę z kierowcą. Może i zagrała w „Ekstazie”, ale wciąż jest panienką z dobrego domu, która nie umawia się sam na sam z mężczyznami. Zresztą o „Ekstazie” mało kto wie, bo natychmiast została w Austrii zakazana. Friedrich Mandl też nie wie, ani o seksskandalu. Jest oczarowany piękną Hedwig i postanawia ją zdobyć. Zaczyna urabiać jej rodziców. Ojciec, zakochany w jedynaczce, jest prze- rażony. Jako dyrektor jednego z wiedeńskich banków wie wysta- rczająco dużo o prawdziwym obliczu Mandla, ale nie może odmówić mu ręki córki. Ku jego uldze, Hedwig nie czuje się zmuszana do małżeństwa. Starszy od niej, męski, bogaty i hojny Mandl ją zauroczył. Nawet jeśli miała jakieś wątpliwości, czuła, że to małżeństwo może być dla niej i jej rodziny polisą ubezpieczeniową na niepewne czasy. Austria na krótko przed II wojną światową nie była bezpiecznym miejscem. Szczególnie dla nich, Żydów!

w objęciach nazisty

 

Małżeństwo okazuje się złotą klatką. Hedwig nie brakuje niczego. Mąż ją rozpieszcza, ale zamęcza zazdrością. Przed ślubem wymógł, by zrezygnowała z aktorstwa i zapowiedział, że w zamian za luksusowe życie wymaga absolutnego posłuszeństwa.

Hedwig dziękuje Bogu, że „Ekstaza” jest zakazana w Austrii i ościennych krajach. Jej mąż nigdy nie miał okazji zobaczyć tego filmu. W przyszłości wyniknie z tego katastrofa. Gdy Trzecia Rzesza rośnie w siłę i jej zakusy na Austrię stają się widoczne, wiedeńskie elity uznają, że lepiej zgodzić się na anszluz i zachować dotychczasową pozycję oraz wpływy. Fritz też uważa, że zawsze należy być wśród zwycięzców. I tam też się znalazł. Zarówno Hitler, jak i Mussolini docenili jego gest; swój majątek i fabryki broni Fritz oddał do ich dyspozycji. Bywali też w jego rezydencjach na wystawnych kolacjach, a Hedwig odgrywała rolę wzorowej gospodyni. Właśnie podczas jednego z takich wieczorów nastąpiła katastrofa. Fritz niechętnie przyznawał się, że jego piękna żona była aktorką. Aż nagle z Włoch nadeszła wieść, że tamtejsze stowarzyszenie krytyków filmowych przyznało „Ekstazie” nagrodę. Fritz uznał, że będzie w dobrym tonie zorganizować pokaz domowy dla gości. Hedwig w panice próbowała go od tego odwieść. Bała się wspomnieć o paradowaniu po ekranie nago, nie mówiąc już o skandalicznej scenie ekstazy. Fritz jednak nie słuchał. Sprowadził kopię i nie dając się namówić na wcześniejszy seans w samotności, rozsiadł się w salonie, dumnie zapowiadając gościom nagrodzone właśnie arcydzieło z udziałem jego żony. Nie dotrwał do końca. Przy scenie orgazmu wyłączył projektor, wyprosił gości, a żonę pobił. Wykupił i zniszczył wszystkie kopie „Ekstazy”, jakie zdołał wytropić. Odtąd między małżonkami było już tylko gorzej. Fritz zamykał Hedwig w domu na klucz i traktował jak niewolnicę. Wypuszczał jedynie na przyjęcia, by zabawiała gości. Raz próbowała uciec. Dogonił ją na stacji kolejowej i znów pobił. Udało się za drugim razem. Hedwig dosypała służącej do herbaty środek nasenny, włożyła jej mundurek, w podszewkę płaszcza zaszyła trochę biżuterii i wymknęła się wyjściem dla służby. Potem zawsze podkreślała, że porzucając swego bogatego męża, nie okradła go. Zabrała jedynie biżuterię podarowaną jej jeszcze w narzeczeństwie.

Zatrzymała się dopiero w Paryżu. Po sprzedaży kilku brylantów wynajęła prawnika, złożyła pozew rozwodowy i uciekła do Londynu. Tu spotkała mężczyznę, który odmienił jej życie – Louisa B. Mayera, współzałożyciela hollywoodzkiej wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer. Akurat poszukiwał nowych talentów. O pannie Kiesler oczywiście słyszał, ale gdy ją poznał, stwierdził, że takie rzeczy jak „Ekstaza” w Ameryce nie przejdą. Zresztą szukał blondynek, a ona była kruczowłosa.

Lamarr – narodzona na morzu

 

Ale Hedwig marzyła o powrocie do aktorstwa, a gdzie mogłoby być jej lepiej niż w Hollywood, z dala od długich łap Mandla i coraz głośniejszych antysemickich pomruków dobiegających z Europy. We wrześniu 1937 r. kupiła bilet na ten sam statek, co Mayer. Zanim dopłynęli do Ameryki, zdążyła go do siebie przekonać. Przy wielkim udziale jego żony, która pomagała przy angażowaniu młodych aktorek. I to ona wstawiła się za Hedwig. Mayer przyjął ją do „stajni” MGM. Dał też nową tożsamość. Stali na pokładzie, kiedy głowił się, jak powinna się nazywać. To wtedy, z rozbijających się o burtę fal przyszła inspiracja: Hedy Lamarr – Hedy z Morza.

Wytwórnia zaczęła ją reklamować jako „najpiękniejszą kobietę świata”. Publiczność tłumnie waliła na filmy z jej udziałem i już wkrótce Hedy grała u boku największych amantów, jak Clark Gable, Spencer Tracy czy William Powell. Gazety ogłosiły ją ideałem piękna. Nazywały „kobietą marzeń 50 milionów mężczyzn”. Wylansowała modę na fryzurę i makijaż à la Lamarr. Ale chociaż w ciągu sześciu lat wystąpiła w 17 filmach (w ciągu życia w 29), nie została wielką gwiazdą. Już po dwóch latach w MGM zaczęto w nią wątpić. Nauczyła się angielskiego, ale ciągle miała niemiecki akcent. Coraz częściej więc obsadzano ją w rolach, gdzie mało mówiła, a głównie wyglądała. W dodatku na jej drodze stanęła pewna blondynka. Ingrid Bergman, nowe objawienie Hollywood, i jej film „Casablanca”. I to ona dostała rolę w „Gasnącym płomieniu”, obiecaną Lamarr. W 1942 r. Hedy zerwała współpracę z MGM.

To był początek jej równi pochyłej jako aktorki. Nie dostawała już znaczących ról. Pisano o niej jeszcze sporo, ale głównie za sprawą romansów i kolejnych mężów. W sumie było ich sześciu. Z trzecim, aktorem Johnem Loderem, miała dwóch synów: Denisa i Anthony’ego. Ostatniego, prawnika, poznała na sali sądowej, kiedy brała rozwód z piątym. Po ostatnim rozwodzie w 1965 roku nie wyszła już za mąż. Po odejściu z MGM jej życie już na dobre zacznie tonąć w kolejnych skandalach. Głośno stanie się o problemach psychicznych Hedy, uzależnieniu od narkotyków i leków.

co ma pianola do torpedy

 

 

George Antheil pasjonował się muzyką awangardową, synchronizowaniem najróżniejszych maszyn i instrumentów. Stworzył muzykę do kubistycznego filmu „Ballet Mecanique”, gdzie wykorzystał mechanicznie zsynchronizowane trzy ksylofony, cztery perkusje basowe, szesnaście pianoli, dwa fortepiany, tam-tam, siedem elektrycznych dzwonków, pięć syren alarmowych i trzy śmigła samolotów. Kogoś z taką wyobraźnią szukała Hedy Lamarr. Wymyśliła, że sygnał sterujący torpedami można by nadawać nie na jednej, lecz na kilku częstotliwościach, „skacząc” po nich co chwilę, więc nie da się go namierzyć. I Antheil zaprojektował system sterujący, synchronizowany za pomocą kart perforowanych, podobny do stosowanego w pianoli.

Wspólnie z Hedy zgłosili ten pomysł do amerykańskiego urzędu patentowego. Ku ich rozczarowaniu, amerykańska armia nie była zainteresowana. Wynalazek wykorzystano dopiero dużo później, w latach 60. XX w., w urządzeniach marynarki wojennej, ale z innym niż pierwotnie przeznaczeniem. Później patent pokrył się kurzem i nikt już do niego nie wracał. Aż do lat 90. Wtedy okazało się, że wynalazek aktorki i muzyka zawiera elementy systemu, który określamy dziś jako FHSS (Frequency-Hopping Spread Spectrum). Pozwala na – mówiąc obrazowo – „skakanie” sygnału po różnych częstotliwościach, w jednym paśmie. Dzięki temu możliwe jest jednoczesne logowanie się do sieci wielu urządzeń, bez utraty sygnału przez którekolwiek z nich. Po latach ich pomysł znalazł więc znacznie więcej zastosowań niż sterowanie torpedami. W 1941 r. Hedy wraz z odmową wojskowych usłyszała, by zamiast torpedami, zajęła się lepiej sprzedażą obligacji wojennych. Generałowie widzieli w niej tylko piękną twarz, która może pomóc zbierać pieniądze.

niespełniona

Hedy Lamarr kończyła życie jako kobieta rozgoryczona. Niespełniona aktorka, żona i matka, a w dodatku wynalazczyni. To ostatnie bolało ją najbardziej. Pewną satysfakcję dostała w 1997 r., kiedy wraz z George’em Antheilem otrzymała nagrodę stowarzyszenia amerykańskich wynalazców za patent z 1941 roku. Ale wtedy była już cieniem dawnej siebie. Na łamy mediów wracała tylko w atmosferze skandali. Dwukrotnie stawała przed sądem oskarżona o drobne kradzieże w sklepach. Sama też wytaczała procesy. Od Mela Brooksa żądała 10 mln dolarów odszkodowania, bo w „Płonących siodłach” jedną z postaci nazwał Hedley Lamarr. W 1998 r. wystąpiła przeciwko Corel Corporation, ponieważ firma ozdobiła opakowanie oprogramowania jej zdjęciem, nie pytając jej o zgodę. Wycofała pozew w zamian za wysokie odszkodowanie.

W 1966 r. wydała śmiałą autobiografię „Ecstasy and Me”. Zawarte w niej opisy romansów i aktów seksualnych wywołały skandal. Aktorka broniła się, że książkę pisał ghostwriter, a ona nawet jej nie przeczytała, wymyśliła tylko tytuł. Pozwała autora i wydawnictwo, próbowała wyjaśniać sprawę w wywiadach. Jej tłumaczenia pogrążały ją jednak coraz bardziej. Gdy poddała się kilku nieudanym operacjom plastycznym, zdjęcia oszpeconej Lamarr znów stały się pożywką dla prasy brukowej. Patent Hedy Lamarr nie był jedynym, który dotyczył zmiennych częstotliwości. Już przed nią pracowali nad tym inni (patrz ramka). Dlatego twierdzenia, że to głównie jej zawdzięczamy technologię, która umożliwia nam korzystanie z telefonii komórkowej czy GPS, są mocno przesadzone. Ale przecież Hedy i George Antheil nic o tym wszystkim nie wiedzieli. Gdy wymyślali odporny na zakłócenia system sterowania torpedami, zaczynali od zera, w dodatku będąc zupełnymi laikami w tym temacie. Tym większe wrażenie robi to, że ich rozwiązanie otrzymało patent.

Hedy Lamarr zmarła w wieku 85 lat, na Florydzie, w styczniu 2000 roku na chorobę serca. Syn Anthony rozrzucił jej prochy w Austrii, w Lesie Wiedeńskim, zgodnie z jej ostatnim życzeniem. W 2014 roku otrzymała od władz tego miasta honorowy grób na Centralnym Wiedeńskim Cmentarzu.

 

tekst: Ewelina Dera

Korzystałam m.in. z książek: Marie Benedict: „Wszystkie życia Hedy Lamarr”; Richard Rhodes „Hedy's Folly: The Life and Breakthrough Inventions of Hedy Lamarr, the Most Beautiful Woman in the World”.

foto: gettyimages 

 

reklama
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020