Wyspa Wielkanocna - wyspa tajemnic

Była Wielkanoc, ale marynarze nie świętowali. Z przerażeniem spoglądali na dziesiątki kamiennych gigantów. Czy mogli poustawiać je ludzie? Dowódca wyprawy na pamiątkę dnia, w którym odkrył nieznaną wyspę, nazwał ją Wielkanocną. I pożeglował dalej...


Dziś można tu dotrzeć samolotem w sześć godzin. W jaki sposób dostali się tu tysiąc lat temu pierwsi osadnicy? Nikt tego nie wie.

Naukowcy zbadali nawet geny mieszkańców. Jedyne, co ustalili, to pokrewieństwo z innymi ludami Pacyfiku. Jednak od sąsiadów z najbliższych wysp dzieli ich odległość większa niż Polskę od Syberii.

Do brzegów Ameryki Południowej mają jeszcze dalej. Trudno byłoby przepłynąć bez map, solidnej łodzi, zapasu żywności. A jednak ktoś to kiedyś zrobił.

Pępek świata

Większość moai – tak nazywają się tajemnicze figury – ma twarze zwrócone w głąb wyspy. Ale siedmiu stojących w równym rzędzie gigantów patrzy w morze. Ustawiono ich w ten sposób, by w czasie wiosennego zrównania dnia z nocą pierwszy promień wschodzącego słońca padał dokładnie na kamienne oblicza. Kto nauczył wyspiarzy astronomii? Dlaczego akurat ta siódemka odwróciła się do nich plecami?

Według miejscowej legendy to siedmiu praojców, którzy dotarli tu jako pierwsi. Prowadził ich legendarny wódz Hotu Matu. Szlak wskazał mu szaman, którego dusza opuściła ciało podczas snu, przemierzyła cały świat i dotarła do jego środka. Wędrowiec nie był chrześcijaninem, więc nie nazwał tego miejsca Wyspą Wielkanocną, lecz Te Pito, czyli Pępkiem Świata, lub po prostu Rapa Nui – Wielką Ziemią. Szaman przekonał wodza, że czeka na nich rajska kraina. Brzmiało to tak zachęcająco, że całe plemię wsiadło do łodzi i wyruszyło w wielki rejs.

Przed śmiercią Hotu Matu podzielił swoje państwo między dwunastu synów, którzy dali początek dwunastu rodom. Kiedy umarł, jego ciało owinięto w liście bananowca i ułożono na kamiennej platformie. Leżało tam, aż wyschło na wiór w tropikalnym słońcu. Wtedy pochowano je pod platformą, na której ustawiono pierwszy posąg. Podobnie uhonorowano sześciu towarzyszy wodza. Ale upamiętniające ich moai to coś znacznie więcej niż pomniki.

Moc zaklęta w kamieniu

Mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej są katolikami i niechętnie opowiadają o dawnych wierzeniach. Oficjalnie wyrzekli się ich już przed wiekami i żadnych tajemnych obrzędów nie odprawiają. A nieoficjalnie...

reklama


Gdy przez wiele tygodni nie pada deszcz, zbierają się w miejscach mocy. Najważniejsze z nich to precyzyjnie wyznaczony „pępek świata", czyli kamienny krąg. W jego centrum od czasów Hotu Matu leżą głazy – jeden duży wygładzony i cztery mniejsze. Prowadzący obrzędy śpiewa przy nim pradawne pieśni, prosząc o pomoc duchy zmarłych. Oczekuje jej zwłaszcza od tych, którzy mieli w sobie najwięcej nadprzyrodzonej, kosmicznej energii. Przenika ona cały wszechświat, lecz nie rozkłada się równomiernie.

Są ludzie, którzy mają jej znacznie więcej niż inni. Silni i mądrzy zostają przywódcami plemienia albo szamanami. Mogą sprowadzać deszcz, uciszać huragany, leczyć współplemieńców. A na tych, którzy zajdą im za skórę, zsyłają choroby i nieszczęścia.

Energia nie umiera wraz z ciałem, jest nieśmiertelna. Może się jednak rozproszyć. Żeby temu zapobiec, nad miejscem pochówku wielkich wodzów stawiano moai. W nich wciąż pozostawała i mogli dalej wspierać żyjących potomków.

Dziś większość posągów to bryły czarnego, wulkanicznego kamienia. W przeszłości miały oczy o białych gałkach i czerwonych tęczówkach. Swoich przodków czcił każdy ród. A ponieważ ich energia stanowiła najpotężniejszą broń w walkach z sąsiadami, stawiano coraz więcej posągów. Przeciętny ma 6-7 metrów wysokości i waży około 20 ton; największy – 10 metrów i 70 ton. W kamieniołomach, gdzie je wykuwano zachował się niedokończony 21-metrowy gigant, który waży 270 ton.

Źródło: Wróżka nr 4/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube