Perła wędrowniczka

Co łączy portret królowej Małgorzaty Austriaczki pędzla Diega Velázqueza z rozbrykanym pieskiem hollywoodzkiej gwiazdy Elizabeth Taylor? Pewien szczegół wart miliony dolarów...

Gdy Diego Velázquez zabierał się do malowania portretu konnego królowej Małgorzaty Austriaczki (1584-1611), ta nie żyła już od 23 lat. Zostawiła po sobie wiele dobrych wspomnień i ośmioro dzieci. Zaczęła je wydawać na świat już w 17. roku życia (królową została, mając 15 lat) i zakończyła żywot, zapadając na gorączkę połogową po narodzinach ostatniego. Miała zaledwie 27 lat. Trójka z tej gromadki zmarła bardzo wcześnie, co w dynastii Habsburgów było normą. Tu często dochodziło do małżeństw pomiędzy osobami blisko ze sobą spokrewnionymi czy wręcz do stosunków kazirodczych. A to owocowało osobnikami słabowitymi albo ciężko chorymi. Na szczęście Małgorzata urodziła zdrowego następcę tronu Filipa IV, zleceniodawcę wspomnianego portretu.

Zanim Velázquez trafił na posadę swego życia, czyli został nadwornym malarzem Filipa, przez sześć lat uczył się fachu u sewilskiego malarza i poety Francisca Pacheco. Ten świetnie wyczuł, jaki talent drzemie w młodziaku. Umożliwił mu wstąpienie do cechu malarzy, a także podsunął własną córkę za żonę. Trzeba przyznać, że dobrze ulokował swoje geny – państwo Velázquez wykonali gwałtowny skok na drabinie społecznej.

Zamieszkali w pałacu królewskim, gdzie małżonek prowadził swoją pracownię z zastępem pomocników. Zmieniła się tematyka jego dzieł. Kucharki gotujące jajka i nosiwody w podartych opończach ustąpili miejsca dostojnikom, królewskiej familii i damom dworu. Pojawiły się też nowe postacie w życiu młodej pary. Szczerzy zawistnicy, którzy nieustannie postponowali twórczość Velázqueza i twierdzili, że „cała jego maestria sprowadza się do umiejętności malowania głów".

Okazji, aby potwierdzić z nawiązką te umiejętności, nie brakowało. Filip IV od początków panowania (a zaczął jako nastolatek) bardziej od rządzenia krajem, a właściwie utrzymywania w ryzach gigantycznej monarchii, wolał oddawać się polowaniom i rozpuście. Ale też – i tu trzeba mu oddać należyty honor – mecenatowi sztuki. W pewnym momencie pochłonęła go całkowicie budowa Buen Retiro, otoczonego ogrodami, przecudnego pałacu w miejscu dawnej ptaszarni księcia Olivaresa. Do dekorowania nowego madryckiego Wersalu zaprzągł najznakomitszych malarzy, z Velázquezem na czele. Artysta właśnie wrócił z podróży do Italii. Dostał od króla zlecenie na portrety do najbardziej reprezentacyjnej Sali Królestw.

reklama


Na ścianie północnej, po bokach tronu, król zażyczył sobie sportretowania nieżyjących rodziców – Filipa III i Małgorzaty. Koniecznie konno – taka była moda. (Do Sali Królestw Velázquez namalował też konny portret Filipa IV i jego żony Elżbiety de Burbon). Koń był wtedy jak tron w ruchu, symbolizował największy zaszczyt i honor. Podkreślał, bardziej niż berło i korona, dostojeństwo jeźdźca.

Wizerunki koni nie były mocną stroną Velázqueza – malował je trochę nieforemne, o nazbyt grubych zadkach w proporcji do głowy. Jednak koń, na którym artysta posadził Małgorzatę, wygląda dostojnie. Zwierzę nie wzbija się przy tym teatralnie w górę i większość szczegółów anatomicznych, na których malarz mógł się wyłożyć, przykrywa szata Jej Królewskiej Mości.

Królowa, z głową osadzoną w sztywnej i obfitej kryzie, patrzy z takim samym wyrazem twarzy jak z portretu namalowanego za jej życia przez Bartolomégo Gonzáleza Serrano. Widocznie to na nim malarz się wzorował. Ale w obrazie królowej Małgorzaty jest pewien niezwykły szczegół. Ogniwo historii, która rozpoczęła się 500 lat temu i trwa do dzisiaj...

To perła, która wisi u szyi władczyni, jeden z najsłynniejszych klejnotów, zwany La Peregrina (Wędrowniczka). Perłę wyłowił czarnoskóry niewolnik w wodach Zatoki Panamskiej, w połowie XVI wieku, otrzymawszy w zamian za nią wolność. Klejnot w kształcie symetrycznej gruszki o wadze aż 55,95 karatów dość szybko trafił z rąk hiszpańskich kolonistów na dwór królewski.

I tu rozpoczął swą wędrówkę po szyjach koronowanych głów, w tym Małgorzaty Austriaczki. Królowa uświetniła nim uroczystość podpisania pokoju między Hiszpanią i Anglią. Po 250 latach perłę wywiózł do Francji Józef Napoleon i podarował swemu bratankowi Napoleonowi III. Ten podczas swego zesłania w Anglii sprzedał ją księciu Jamesowi Hamiltonowi, który, rzecz jasna, podarował ją swojej żonie Louisie. Ciężki klejnot przynajmniej dwa razy zrywał się z szyi księżnej. Raz, kiedy siedziała na sofie w Windsorze, a drugi – na balu w pałacu Buckingham. Na szczęście rozmiar perły zawsze ułatwiał jej odnalezienie.

Po ponad 150 wyspiarskich latach perła trafiła na aukcję Sotheby's w Nowym Jorku, gdzie kupił ją, w telefonicznej licytacji, Richard Burton dla swojej żony Elizabeth Taylor z okazji walentynek. Wędrowniczka zawsze generowała wokół siebie wielkie emocje. Nie inaczej było, kiedy dowieziono ją do luksusowego apartamentu aktorów, na szczycie hotelu Caesars Palace w Las Vegas. Liz Taylor chciała krzyczeć ze szczęścia, kiedy ją ujrzała. Nie rozstawała się z nią ani na chwilę, nieustannie jej dotykała, głaskała, traktowała jak talizman.

Ale talizman lubił wędrować. Któregoś dnia aktorka poczuła zatrważającą lekkość na dekolcie. Sięgnęła ręką i... perły już tam nie znalazła. Osłupiała. W absolutnej rozpaczy uciekła do sypialni, rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać, tłumiąc krzyk poduszką (Burton był za ścianą). Ael po chwili przyszło opamiętanie. Zaczęła metodycznie przeczesywać centymetr po centymetrze całą sypialnię. Przejrzała wszystkie elementy garderoby (trochę tego musiało być), wczołgała się pod łóżko. Ani śladu.

„Perła musiała zostać w salonie", pomyślała. A tam siedział Richard. „Jak to zrobić niepostrzeżenie? Przecież on mnie zabije!", myślała gorączkowo. Wtedy popatrzyła na swoje dwa pekińczyki. Jeden z nich ssał kostkę. Jaką kostkę!? Nikt mu przecież nie rzucał żadnych kości! Taylor natychmiast dopadła psa, otworzyła mu pysk i... oczywiście królewski klejnot w nim połyskiwał. Najwspanialsza perła świata. Na szczęście jeszcze nieporysowana!

Na pośmiertnej aukcji klejnotów Liz Taylor w Sotheby's La Peregrinę sprzedano anonimowemu nabywcy za ponad 11 milionów dolarów.

Beata Majchrowska
fot. wikipedia, EAST NEWS

Galeria zdjęć

W lewo
W prawo
Źródło: Wróżka nr 9/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019