Nagły atak nagości

Hitchcock pokazał seks i przemoc w sposób, w jaki nikt się nie odważył. W czerwcu 2020 roku minie 60. rocznica premiery „Psychozy”, filmu, gdzie nawet woda spływająca do kratki prysznicowej budzi grozę.

Nic nie zapowiadało sukcesu. Studio Paramount w ogóle nie miało ochoty, by Alfred Hitchcock kręcił „Psychozę”. Zamiast ekranizacji odrażającej – jak mówiono – książki Roberta Blocha wytwórnia planowała kryminał z Audrey Hepburn. Ciąża aktorki pokrzyżowała te plany. „Hitch” słynący z uporu i tym razem postawił na swoim. Gdy studio przekazało mu jedynie część budżetu, resztę postanowił sfinansować z własnej kieszeni. Ostatecznie udało mu się zgromadzić sumę wystarczającą na film telewizyjny. Co gorsza, znaczną jej część pochłonęła budowa domu głównego bohatera filmu Normana Batesa (granego przez Anthony’ego Perkinsa). Hitchcockowi bardzo zależało, by wyglądał dokładnie jak ten z obrazu „Dom przy torach” („House by the Railroad”) Edwarda Hoppera. Udało się, ale dekoracje kosztowały kilkanaście tysięcy dolarów – a to oznaczało kolejne cięcia w wydatkach.

morderstwo pod prysznicem

 

To oszczędzanie wyszło filmowi na dobre. Po pierwsze, z konieczności, „Psychoza” musiała być czarno-biała. Po drugie, zrezygnowano z gwiazd. Jedyną sławą była ekranowa Marion Crane, czyli Janet Leigh, która mogła spędzić na planie zaledwie trzy tygodnie. Po trzecie, reżyser zadecydował, że najważniejszą sceną w filmie będzie morderstwo głównej bohaterki pod prysznicem. To była rewolucja: nikt w całej historii kinematografii, nie zatrudnił gwiazdy po to, by ją „zabić” w połowie filmu. Po czwarte – ale na to akurat Hitchcock nie miał żadnego wpływu – Anthony Perkins i Janet Leigh bardzo się polubili. Wszystkie sceny kręcone w motelu, w których bohaterowie rozmawiają ze sobą, śmieją się i jedzą późną kolację, nawet dziś ujmują swoją naturalnością. Ta sympatia nie była w udawana – między aktorami naprawdę zaiskrzyło.

Od początku najważniejsza miała być scena prysznicowa. Hitchcock poświęcił masę godzin, by wypadła perfekcyjnie. Po licznych testach zdecydowano, że ekranową krew „zagra”… syrop czekoladowy. Natomiast dźwięk noża wbijanego w ludzkie ciało będzie imitowało dźganie melona kasaba. Wcześniej specjalista od efektów dźwiękowych posiekał i podziabał dziesiątki innych produktów żywnościowych – od mięsa po warzywa. Ale dopiero melon kasaba w odczuciu „Hitcha” okazał się strzałem w dziesiątkę. Stały współpracownik reżysera, genialny twórca czołówek filmowych,Saul Bass, szczegółowo rozpisał całą scenę pod prysznicem – kadr po kadrze. To była druga wielka rewolucja w filmie. Dzisiaj tworzenie tzw. storyboardów jest standardem, ale wówczas precyzyjne „rysowanie” konkretnej sceny, niczym w komiksie, było nowością, a Alfred Hitchcock i w tym okazał się prekursorem.

Kręcenie sceny pod prysznicem okazało się przedsięwzięciem katorżniczym. Kilkadziesiąt ekranowych sekund kręcono przez bity tydzień. W tym czasie ekipa zmieniała ustawienia kamery aż 78 razy, w całej scenie zastosowano – jak w teledysku – aż 52 cięcia montażowe. Co prawda Janet Leigh w najbardziej drastycznych momentach zastępowała dublerka, Marli Renfro, ale i tak przez siedem dni musiała stać pod strugami wody. Choć przyznawała, że cała ekipa wychodziła ze skóry, by jakoś osłodzić jej trudne chwile, doświadczenie to okazało się traumatyczne. Leigh do końca życia kąpała się w wannie.

upiorne smyczki

 

Wstępnie zmontowana „Psychoza” rozczarowała Hitchcocka. Nawet scena pod prysznicem nie przypadła mu do gustu. Chciał zrezygnować z premiery kinowej i zaczął planować emisję w telewizji. Film uratował twórca ścieżki dźwiękowej Bernard Herrmann. To właśnie jego przerażający motyw muzyczny sprawił, że „Hitch” zmienił zdanie. Mało tego, wykorzystał „smyczki” kompozytora w zwiastunach kinowych i uczynił z nich wizytówkę filmu. Po latach szczerze przyznawał, że „trzydzieści trzy procent efektu ‘Psychozy’ to muzyka”.

Promocja i dystrybucja filmu okazały się kolejną rewolucją. Choć dzisiaj trudno w to uwierzyć, aż do jego premiery publiczność w kinach mogła wchodzić na seanse i wychodzić, kiedy chciała. Hitchcock to zmienił. Polecił puszczać w kinach motyw muzyczny „Psychozy”, co jakiś czas przerywany komunikatami: „Dziesięć minut do startu Psychozy!”, „Pięć minut do startu Psychozy!”. Chwyty te doskonale podgrzewały atmosferę sensacji wokół filmu. Od premiery Amerykę, a wkrótce również cały świat, ogarnęło na jego punkcie szaleństwo. Prasa donosiła o omdleniach co bardziej wrażliwych widzów, a Hitchcock liczył dolary, które przynosiła „Psychoza”. Kosztowała 800 tysięcy dolarów, a zarobiła ponad 40 milionów.

seks, perwersja i przemoc

 

„Alfred Hitchcock tak naprawdę nie był zainteresowany tym, co rzeczywiste, czy choćby prawdopodobne. Interesowały go fantazje i przekraczanie granic” – powiedział w jednym z wywiadów reżyser Peter Bogdanovich, wielbiciel twórczości „Hitcha”. To bardzo trafna uwaga. Jeśli przyjrzymy się „Psychozie”, okazuje się, że reżyserowi w genialny sposób udało się pokazać lęki i obsesje ówczesnego społeczeństwa. Historia kobiety, która wikła się w romans z żonatym mężczyzną, defrauduje pieniądze, ucieka z miasta, a następnie zostaje zamordowana przez zazdrosną matkę właściciela przydrożnego motelu, to szokujący miks pieniędzy, seksu, perwersji i bezsensownego przypadku. A na przełomie lat 50. i 60. XX wieku nosił posmak zakazanego owocu. Z jednej strony świat starał się zapomnieć o piekle II wojny światowej i przemocy, jaka się wówczas rozpętała, z drugiej strony – seks był ciągle tematem tabu, a rozwód traktowano jak zbrodnię. Coraz większą popularność zyskiwała też psychoanaliza. Zarówno Alfred Hitchcock, jak i autor scenariusza „Psychozy”, Joseph Stefano, mieli toksyczne relacje ze swoimi matkami, a Stefano przechodził nawet terapię z tego powodu. „Psychoza” była więc dla nich dziełem autobiograficznym.

Co prawda o rewolucji seksualnej nikomu się wówczas nie śniło, ale wiele filmów zwiastowało nadchodzące trzęsienie ziemi. Tylko w 1959 roku, czyli zaledwie rok przed premierą „Psychozy”, wyprodukowano aż trzy filmy (!) łączące seks, perwersję i przemoc. „Anatomia morderstwa” była pierwszym w historii kina, gdzie pokazano widowni damskie majtki (jako dowód rzeczowy na sali sądowej). „Nagle, zeszłego lata”, wielki hit z Katharine Hepburn i Liz Taylor, był z kolei jednym z pierwszych filmów jawnie sugerującym homoseksualizm głównego bohatera i seksualny motyw jego śmierci. A „Pół żartem, pół serio” w komediowej formie pokazywało damsko-męskie przebieranki, których perwersyjny podtekst pozostaje czytelny do dziś (zwłaszcza finałowe „Nikt nie jest doskonały”). Film Hitchcocka nie był więc dziełem odosobnionym, a jedynie wpisywał się we wspomniany nurt. „Hitch” potrafił w dodatku pokazać splot seksu i przemocy w stylu, na jaki nikt dotąd nie miał odwagi. Określenie „Psychozy” jako „pierwszego dreszczowca psychoanalitycznego” jest zatem nie tylko trafne, ale i dość oczywiste.

uroczy psychopata

 

Nawet dzisiaj „Psychoza” robi wrażenie. A w 1960 roku była szokiem. Mnóstwo widzów zaklinało się, że krew spływająca do prysznicowego odpływu miała czerwony kolor (film był czarno-biały!). Bardziej pruderyjni odwracali głowę, widząc spuszczaną wodę w toalecie („Psychoza” była pierwszym filmem w historii, w którym to pokazano!). A wszyscy panicznie bali się Anthony’ego Perkinsa.

Być może to właśnie obsadzenie roli Normana Batesa okazało się najbardziej mistrzowskim posunięciem Hitchcocka. W powieści Roberta Blocha Bates był mało atrakcyjnym, niskim i otyłym mężczyzną. Hitchcock od początku widział tę postać inaczej. Tak, jakby chciał zasugerować, że zło czai się wszędzie i równie dobrze może przyjąć postać wysokiego, przystojnego chłopaka o nienagannych manierach i czarującym sposobie bycia.

Paniczny lęk, jaki w widzach wywoływał film Hitchcocka, czasem prowadził jednak do sytuacji komicznych. Do legendy przeszła anegdota o tym, jak Hitchcock po premierze „Psychozy” otrzymał list od pewnego rozwścieczonego ojca dziewczyny, która po obejrzeniu kryminału „Widmo” („Diabolique”) z 1955 roku przestała się kąpać w wannie (właśnie tam zostaje zamordowany jeden z bohaterów), a teraz odmawia brania prysznica. Hitchcock, który słynął z czarnego poczucia humoru, odpisał mężczyźnie: „Proszę oddać córkę do pralni chemicznej”.

tekst: Olga Michalska 

 

reklama
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2020