Skąd się wziął człowiek ćma?

Mothman (czyli człowiek ćma) to zwiastun zła. Upodobał sobie miejsce, które jest oknem do świata tajemniczych sił. Otworzyła je klątwa indiańskiego wodza... 


Bywa nazywany człowiekiem motylem, aniołem, a nawet człowiekiem molem, choć z wrednym owadem wyżerającym dziury w co lepszych ubraniach ma niewiele wspólnego. Oprócz przezroczystych skrzydeł. 

Dzięki stu świadkom, który go spotkali, dysponujemy dość dokładnym rysopisem dziwa: ma błoniaste skrzydła, przez które można patrzeć na to, co jest za nim, od 1,8 do 2,5 metra wzrostu, ciemną – czarną, brązową lub szarą – skórę i czerwone świecące oczy, porównywane najczęściej do lampek rowerowych. 

Gdyby ktoś przegapił przedziwną uskrzydloną sylwetkę Mothmana , ma on jeszcze w zanadrzu umiejętność wydawania przeraźliwych odgłosów: pisk myszy, wrzask kobiety lub zgrzyt porysowanej płyty winylowej.   

Upodobał sobie miejsce, o którym mówi się, że jest najbardziej nawiedzone w USA. Ten kawałek ziemi przyciąga katastrofy z niespotykaną nigdzie częstotliwością. Witamy w Point Pleasant, niewielkim mieście nad rzeką Ohio w stanie Wirginia Zachodnia.

Skąd się wziął człowiek ćma? 

Amerykanie są przekonani, że człowieka ćmę w te okolice sprowadziła stara indiańska klątwa. Ponad 200 lat temu rzucił ją umierający wódz plemienia Szaunisów.
W miejscu, gdzie dzisiaj jest miasto, stał mały wojskowy fort, z którego amerykańscy osadnicy wyruszali na potyczki z indiańskimi plemionami broniącymi swych ziem.

Najbardziej waleczni byli własnie Szaunisi, zwani Pierwszymi Ludźmi. Ich wódz Cornstalk stanął więc na czele wszystkich okolicznych plemion. Po kilku latach walk zrozumiał, że indiańskie łuki nie pokonają karabinów białych. W towarzystwie kilku wodzów udał się więc do fortu z misją dyplomatyczną.

reklama


Chciał wypertraktować pokój i początkowo wszystko szło dobrze. Nawet pomagał białym opracować mapy terenu i zdradził kilka tajemnic tamtejszych ziół. Ale ci zatrzymali gości, licząc na to, że Indianie będą się trzymać z daleka od fortu, by nie skrzywdzić ważnych wodzów.

Podczas misji odwiedził wodza najmłodszy syn. I właśnie wtedy kurtuazja białych skończyła się jak nożem uciął. Dwóch żołnierzy wybrało się na polowanie na jelenia i z dala od fortu zostali zaatakowani przez Indian. Jeden został trafiony kilkoma strzałami, drugiemu udało się uciec. Koledzy zabitego postanowili zemścić się na Indianach, których mieli w forcie. Zamordowali Cornstalka, jego syna oraz towarzyszących im wodzów. 

Klątwa Wielkiego Ducha 

Cornstalk, umierając, wypowiedział klątwę, która została zanotowana: „Byłem przyjacielem człowieka pogranicza. Nigdy nie prowadziłem z wami wojny, tylko broniłem naszych wigwamów i ziemi. A wy mnie i mojego młodego syna zamordowaliście. Za to niech klątwa Wielkiego Ducha spadnie na tę ziemię. Niech zostanie zniszczona przez naturę. Niech siła ludzi zostanie sparaliżowana przez plamy naszej krwi". 

Szaleństwa natury wezwanej przez wodza Cornstalka od początku towarzyszyły miastu, które wyrosło wokół fortu Point Pleasant. Najpierw wybuchł wielki pożar i doszczętnie strawił cały jego kwartał. Później w kopalni w pobliskim Monongah wydarzyła się katastrofa do dziś uważana za jedną z najtragiczniejszych w historii Stanów Zjednoczonych. Zginęło wtedy 310 górników. Potem trąba powietrzna zabiła tu ponad 150 osób. Kolejne śmiertelne ofiary pochłonął wielki wybuch barki na rzece, dwie katastrofy lotnicze i gigantyczna powódź. 

Najczęściej Point Pleasant kojarzy się z zawaleniem mostu Silver Bridge, który, podobnie jak Titanic, uważany był za cud inżynierii. 15 grudnia 1967 roku runął on do rzeki, wciągając za sobą samochody i pieszych. Zginęło 46 osób, ciał niektórych nigdy nie odnaleziono. 

Cień ogromnych skrzydeł Mothmana, jak ochrzciły go gazety, padł na miasto w drugiej połowie XX wieku. Mimo że to wiek rozumu i technologii, o klątwie indiańskiego wodza wciąż tu pamiętano. A raczej to jego duch nie dawał o sobie zapomnieć. Podczas każdej większej burzy piorun uderzał zawsze w szczyt 26-metrowego pomnika postawionego ku czci poległych w bitwie, w której Indianie pod wodzą Cornstalka ponieśli ostateczną klęskę. Kiedy więc jesienią 1966 roku miasto i okolicę zaczął nawiedzać człowiek ćma, uznano, że sprowadziła go indiańska klątwa. 
  

Źródło: Wróżka nr 5/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019