Życie bez plastiku

To nie kosmici. Plastikarianie żyją tu, na Ziemi, ale obywają się bez tworzyw sztucznych. Bo szybko rosnące zwały ich odpadów są największym zagrożeniem dla nas i naszej planety!

 

Mówią dość! Nie chcą plastikowych sztućców i talerzyków. Ani jednorazowych butelek i pojemników na żywność. Także ubrań z tworzyw sztucznych i naszpikowanych nimi kosmetyków. Kim są i dlaczego warto pójść w ich ślady? Plastikarianizm (od słów z jęz. angielskiego plastic i care – dbać) to rezygnacja z produktów z tworzyw sztucznych: od foliówek i butelek, przez plastikowe pojemniki, po zabawki, sprzęt elektroniczny i kleje. Bo zatruwają środowisko naturalne i zdrowie człowieka. A liczby mówią same za siebie. Na całym świecie produkuje się 330 milionów ton plastiku rocznie. Do mórz i oceanów trafia każdego roku 12,7 milionów ton jego odpadów. Coca-Cola wypuszcza na rynek 120 miliardów plastikowych butelek rocznie. Każda rozkłada się średnio aż 450 lat. Na niezamieszkanej wyspie Henderson, na południowym Pacyfiku, znaleziono 38 miliardów kawałków plastiku.

plastik jest wszędzie

 

W ludzkim organizmie też. Podczas międzynarodowego kongresu Europejskiej Unii Gastroenterologicznej, w 2018 roku, naukowcy z Austrii zaprezentowali wyniki badań wśród ochotników z Austrii, Finlandii, Holandii, Japonii, Polski, Rosji, Wielkiej Brytanii i Włoch. W próbkach kału znaleźli mikroplastik, czyli drobinki tworzyw sztucznych o średnicy poniżej 5 milimetrów. Najczęściej były to cząsteczki polipropylenu (PP) oraz politereftalanu etylenu (PET).

Plastikarianie nawołują do życia bez plastiku. Zaczynają od siebie, jak Beth Terr – aktywistka, autorka książki „Plastic-Free: How I Kicked the Plastic Habit and How You Can Too”. Do 2007 roku prowadziła uporządkowane i dość monotonne życie księgowej w Oakland, w Kalifornii. Pewnego dnia jej spokój zburzyło zdjęcie w prasie, a na nim pisklę albatrosa z rozerwanymi wnętrznościami, w których tkwiły plastikowe kawałki. Niestety, wiele morskich ptaków, jak petrele, burzyki, albatrosy, łyka takie śmieci, bo ich zapach sugeruje, że to pokarm – wykazali naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. Kusi także ich połyskliwość. Obecnie 90 proc. morskich ptaków ma plastik w swoich wnętrznościach, a do 2050 roku będzie to już 99 proc. I właśnie do tego nie chce dopuścić Beth Terry. W jej domu odpady plastikowe stanowią zaledwie 2 proc., a na swoim blogu My plastic free life (www.myplasticfreelife.com) przekonuje, że życie bez tworzyw sztucznych jest możliwe.

i co z tym zrobić?

 

Początkującym plastikarianom Terry radzi, żeby zaczęli od 100 małych kroków, które zaprowadzą ich do wielkiej zmiany. Najpierw warto całkowicie zrezygnować z napojów butelkowanych. W tym celu zaopatrzyć się w butelkę wielorazową i zawsze mieć pod ręką materiałową torbę na zakupy. Jedzenie na wynos – tak. Ale jeśli lokal nie zapewnia biodegradowalnych opakowań, należy mieć ze sobą własne, podobne jak kubek na kawę lub herbatę. Na zakupach zachować szczególną ostrożność, bo sprzedawcy będą chcieli owinąć kawałek mięsa czy sera w folię. Plastikarianin jest szybszy i podsuwa własny pojemnik, a zamiast paczkowanych wędlin, serów lub kasz w 100-gramowych woreczkach, kupuje produkty na wagę. Terry zachęca również, by zamiast przemysłowych detergentów, stosować domowe środki czystości. Któż z nas nie ma w domu octu i sody? Wzorowy plastikarianin powinien też zaopatrzyć się w boraks, który jest równie uniwersalny jak soda. Można z niego przygotować: płyn do mycia okien, pastę do czyszczenia łazienki i kuchni, wybielacz do prania, płyn do czyszczenia toalet, środek udrażniający rury, a nawet preparat na mrówki, rybiki, karaluchy i inne insekty. W łazience Beth Terry nie ma mydła do rąk w płynie, lecz wyłącznie w kostce. Nie ma kosmetyków w plastikowych opakowaniach, wyłącznie w metalowych i szklanych. Ani antyperspirantu w plastikowej obudowie, za to jest mikstura przygotowana z sody, z dodatkiem kilku kropli olejku herbacianego. Terry używa wielorazowych podpasek, być może przekona się do kubeczka menstruacyjnego.

Blogerka zachęca także do kuchennych rewolucji. Przygotowywać samemu jogurty, mleko sojowe, majonez, musztardy, keczup, kostki rosołowe, a także ciasteczka i batoniki. Terry jest stałą bywalczynią second handów, w których kupuje nie tylko fatałaszki, lecz także akcesoria komputerowe, naczynia kuchenne, AGD. Hołduje złotej zasadzie zwolenników ruchu zero waste dążących do maksymalnego ograniczenia odpadów domowych. Dlatego Terry robi to, co jeszcze 20-30 lat temu było normą – reperuje zepsute przedmioty.

W jej domowym kompostowniku lądują wszystkie organiczne odpadki. W szafie wiszą ubrania z naturalnych włókien: wełny, organicznej bawełny, jedwabiu, lnu, konopi. Jak każdy plastikarianin Terry wie, że w ubraniach z poliestru, nylonu, akrylu, lycry kryją się mikrowłókna, które odrywają się od materiału w trakcie prania. Ze względu na ich mikroskopijną wielkość (są cieńsze od włosa) filtry zamontowane w pralkach nie są w stanie ich wyłapać. Według raportu Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody stanowią one od 15 do 31 proc. plastiku zanieczyszczającego środowisko. Dla zwierząt zooplanktonu, na przykład krylu, wydają się łakomym kąskiem. Ale ta oceaniczna drobnica jest zjadana przez większe skorupiaki, ryby i morskie ssaki. W ten sposób mikrowłókna przechodzą przez kolejne poziomy łańcucha pokarmowego, aż w końcu wracają do nas – na talerz.

ważny jest plan

 

Taką samą rewolucję przeprowadził w swoim życiu Will McCallum pochłonięty walką z plastikiem dyrektor brytyjskiego oddziału Greenpeace, autor książki „Jak zerwać z plastikiem. Zmień świat na lepsze, rezygnując z plastiku krok po kroku”. Początkującym plastikarianom proponuje plan minimum oparty na 5 prostych zasadach. Zwłaszcza pierwsza z nich wydaje się atrakcyjna, bo aktywista zachęca do kupienia zestawu „must have” każdego plastikarianina: butelki na wodę wielorazowego użytku, wielorazowego kubka na kawę, płóciennej torby, kilku pojemników do przechowywania żywności. Druga zasada nie jest już tak przyjemna – czas na wielkie porządki w łazience, sypialni, kuchni. Do kosza idą: jednorazowe naczynia, plastikowe słomki, kosmetyki z mikrogranulkami. McCallum zachęca, by we wszelkich formularzach zamówienia prosić o opakowanie bez tworzyw sztucznych. W życiu trzeba mieć plan, a w życiu bez plastiku ten plan musi być dopracowany w każdym szczególe. W którym sklepie zużywa się najmniej takich opakowań? Czy będę dziś jeść obiad na mieście? Czy w osiedlowym sklepiku są dostępne produkty na wagę? Gdzie kupię owoce luzem? „Pomyśl, jak ułożyć swój plan dnia, żeby jak najbardziej ograniczyć ilość zużywanego plastiku. Zapisz wnioski w terminarzu” – podsuwa McCallum.

czy to ma sens?

 

Naturalnie pojawia się takie pytanie. Jak się mają nasze codzienne wybory do faktu, że Coca-Cola produkuje rocznie 120 miliardów plastikowych butelek i jest w tym bezkarna? Czy decyzje o użyciu plastiku nie powinny zapadać na szczeblu państwowym, by zaszły rzeczywiste zmiany? To skomplikowany problem. Ale „w kupie siła”! Jeśli klienci przestaną kupować produkty zapakowane w szkodliwe substancje, nawet najpotężniejsi producenci będą musieli się ugiąć i zmienić ofertę. Warto się nad tym zastanowić. Bo inaczej już wkrótce obudzimy się z ręką w... plastiku!

 

Ewa Pluta

 

reklama
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020