Naciągnięta na miłość

Prezenty przyjmie, jeśli go ładnie poprosisz. I podziękujesz, że mogłaś mu zafundować to,
co najlepsze. Zwykły naciągacz? To dlaczego mu uległaś… Nie ty pierwsza! Jak to jest, że mądre kobiety, a nie idiotki, otwierają przed takimi drzwi, łóżko i portfel.

 

Najpierw wzniesie cię do chmur. Doceni wszystko, co potrafisz. A w tym, czego nie potrafisz, dostrzeże potencjał. Zachęci cię do samorozwoju. Nie będzie się mógł na ciebie napatrzeć. Rozmowy przedłuży, aż wyładuje się bateria w telefonie. Jeśli brakowało ci czułości w poprzednim związku, będzie się kochać z tobą godzinami. Jeśli miałaś męża seksoholika, po dżentelmeńsku potrzyma cię za dłoń i zapyta o zgodę na krok do łóżka. A jeżeli potrzebowałaś twardziela, zacznie szybko decydować o wszystkim, co robicie i wreszcie zwolni cię z odpowiedzialności za życie. Przy nim poczujesz się kobietą, jaką zawsze chciałaś być. Poczujesz wibracje, energię do życia, nazwiesz ją miłością.

bombardowanie miłością

On będzie ci się jawił jak spełnienie marzeń. Zachłyśniesz się nim i… sobą przy nim. Znajomi zasypią cię pytaniami, co się dzieje, że tak dobrze wyglądasz. A ty wyjaśnisz, że śmiejesz się teraz częściej niż kiedykolwiek. Szczęście namaluje na twoich policzkach rumieńce i odejmie ci co najmniej dziesięć lat. A on? Ach, jak ci się będzie podobał. I nigdy go dość! Nie w tym rzecz, że obezwładni cię jego uroda i „gadka”. Bo przede wszystkim jest intrygujący. Gdzieś wokół niego będą się kryły tajemnice i sprawy, w których może spróbujesz mu pomóc. Poczujesz się potrzebna. Zaczniesz myśleć, że ten wspaniały człowiek nie zasługuje na problemy. I – skoro on okazał się wybawieniem dla ciebie (z marazmu, z szarości, z bycia za mało kochaną) to i ty postanowisz zrobić coś z tą częścią jego życia, które chowa w cieniu.

Ktoś taki zasługuje na więcej

Powoli zacznie odsłaniać siebie. A raczej dramatyczne okoliczności, w których, ale raczej mimo których, stał się wspaniałym człowiekiem. Zobaczysz na przykład, że żyje w kiepskich warunkach, może z mamą – starszą, schorowaną, uzależnioną od alkoholu. I zechcesz im ulżyć. No bo jakże to – taki ktoś ma podłogę z PCV? Rdzewiejącą wannę? Ta kobieta nie zasługuje na lepsze mebelki, tylko dlatego, że jej syn jest artystą, a nie szczurem z korporacji? Tak, pojawiłaś się w ich życiu nie bez powodu. Staniesz się wybawieniem od trosk. Ale, ale. Nie tak łatwo! Inteligentny Lowelas nie pozwoli, żebyś jednorazowo poprawiła mu byt i… nie będzie za to wdzięczny. Przecież to by dla niego oznaczało konieczne zadośćuczynienie, na przykład ślub z tobą. A tego nie chce. Nie chce też spłacać długów. Ani prosić o pomoc. Owszem, patrzy na ciebie jak na zasób. I wie, że zasoby należy wykorzystywać systematycznie, przez długi czas. Nie weźmie nic jednorazowo i wprost. Spowoduje za to, że to ty będziesz wdzięczna, że mogłaś mu zrobić w domu remont za kilka tysięcy złotych. Przekona cię, że zrobił ci grzeczność. Jak? Ano tak….

demony, czyli pierwsze nieporozumienia

Najpierw rozegra się kilka małych dramatów. On pokaże ci, że może mieć każdą. Zapewne ma w swoim portfolio kilka dostępnych na skinienie „eks”. Jak przekonasz się na koniec, jego byłe kochanki nigdy nie obwiniają tego typa o rozpad związku i nie tracą nadziei na jego powrót. Mimo że zostały wykorzystane i wzgardzone. Może też rozegrać to inaczej – na przemian odchodząc i wracając. Pokazując ci, że chciałby się rozstać, bo nie dogadujecie się najlepiej, ale… nie umie oprzeć się miłości do ciebie! Och, czy każda z nas nie chciałaby tego usłyszeć? Więc tulisz go jak skarb, tego chłopca rozrywanego emocjami, tę ofiarę miłości do ciebie. I pławisz się w jego słowach. I chcesz mu nieba przychylić. I zakochujesz się, odpływasz w tę „miłość”. A wtedy – Pan Poeta wdraża w życie swoją kolejną zasadę: „Przypieprzyć – odpuścić – przypieprzyć – odpuścić”. Czas przypieprzyć! Przy najbliższej kłótni dzieje się coś dziwnego. Z człowieka, którego znasz i kochasz, wychodzi potwór. Jakby sam diabeł ujawnił się, strzykając jadem. Dowiadujesz się, że nie jesteś go warta. „Spójrz na siebie”. Patrzysz. I widzisz kogoś dużo bardziej żałosnego niż kobieta, którą byłaś, zanim go poznałaś. A nie wiem, czy pamiętasz, że już wtedy nie czułaś się ze sobą najlepiej. Wiedział, kogo wybiera. I do czego będzie się odwoływał. Potrzebowałaś dowartościowania, miałaś kompleksy. Czym one jednak były, w porównaniu z tym, jak on cię teraz przedstawia…

pora na zaniżanie twojej samooceny

Jesteś być może matką. I masz nawet więcej niż jedno dziecko z poprzedniego związku. Grunt, że nie jesteś najmłodsza. Twoje ciało – no cóż, dziś na pęczki jest chętnych, młodych ciał niezniszczonych porodami. I wąskich, jeśli wiesz, co mam na myśli… Patrzysz na siebie i nie widzisz samodzielnej, utrzymującej siebie kobiety, ale samotną matkę, która chciała „usidlić kawalera”. Młodszego od siebie, gładkiego, dobrze ubranego. Ty, dobrze po trzydziestce, czterdziestce, może pięćdziesiątce. Ty? Serio? Co ty sobie myślałaś? Nie rozumiesz, że powinnaś się cieszyć, że ktoś cię w ogóle bzyka i nie jest to sapiący dziad z oponą od traktora wokół swego brzucha? A dzieci – twój największy atut… Każda samica potrafi rodzić. Jaki to powód do dumy? Przecież on nie będzie wychowywał cudzych dzieci! Mają dobrego ojca? No tak, i jeszcze chcesz związku, gdzie trzeba uzależniać swoje plany od zachcianek tatusia. Dostosowywać się do grafiku opieki nad dziećmi. On, kawaler, nie musi iść na takie kompromisy!! Słyszysz to i zapadasz się w sobie. Jesteś zdruzgotana. Tak, całą sobą wierzysz „ukochanemu”. Wreszcie przejrzałaś na oczy, widzisz, jak nieatrakcyjna jest oferta życia z tobą. Twoje dawne kompleksy uderzają w ciebie ze zdwojoną siłą. Wtedy, kiedy znasz już swoje miejsce, on „odpuszcza”. Na moment wszystko wraca do normy. Jest cudownie, po takiej awanturze seks smakuje jak ambrozja. Wkładasz całą siebie w okazanie mu uczucia. I dochodzisz do wniosku, że to „alter ego”, to wynik jego kłopotów w dzieciństwie. Albo choroby matki. Wrednej byłej dziewczyny, która go zdradziła. Albo niepowodzeń w pracy. Współczujesz. Nie rozumiesz, że to, co kochasz, to tylko kostium, maska, która na chwilę właśnie opadła. Wracasz do bezpiecznych uczuć, jakie żywisz do tej wykreowanej postaci. Ale aktor, który jest tak wiarygodny w swojej roli, wie, za co mu płacą. I właśnie sięga po gażę…

a teraz skok na kasę, twoją kasę

Mimochodem wspomni o kiepskich warunkach życia. Poskrzypi starym oknem, wzdychając, że chciałby mieć pieniądze na jego wymianę. Rzuci w kąt stary komputer, na którym po raz kolejny zawiesił się plik z jego niewydaną książką. Znów skasował się cały rozdział – rzecz nie do odtworzenia, bo pisana w natchnieniu. Upije się z rozpaczy i bezradności. Więc sięgniesz po oszczędności – i zamówisz ekipę remontową, zarządzisz wymianę okien, pobiegniesz do znajomego, żeby pomógł ci wybrać najlepszy sprzęt i oprogramowanie. Brzmi znajomo? A może nie? Może było tak, że po raz kolejny stanęliście w polu jego zdezelowanym autem? I postanowiłaś, że dość tego, bo on nie zasługuje na to, podczas gdy byle dresiarz pierdzi w skórzaną tapicerkę swojego audi. Więc wzięłaś na siebie kredyt pod kupno samochodu na jego nazwisko. Kiedyś ci odda… A może było tak, że w końcu zabrałaś go w tę podróż, o jakiej marzył całe życie. W wysokie góry, nad błękitne morze, na antypody albo w wyśniony rejs? A może wystarczyło parę dobrych garniturów, w których wreszcie mógł równać się z tymi „dupkami”, co to im udało się zrobić karierę w korpo, dzięki „plecom” i „konformizmowi”. Nie? To może przynajmniej wynajęłaś galerię na wernisaż jego fotografii? Cokolwiek to nie było, cokolwiek nie będzie – jeśli nie masz jeszcze takich doświadczeń – ważne, że on nie prosi. To była, jest i będzie zawsze twoja decyzja. On będzie się wzbraniał, złościł. Powie ci, że nie chce litości, nie potrzebuje jałmużny i nie pozwala, żebyś „obcinała mu jaja” i kupowała go sobie. Będziesz go przekonywała, że dajesz mu to wszystko, bo tak chcesz. Że nic w zamian nie oczekujesz. On wtedy powie, że jesteś egoistką, bo – uważaj! – chcesz poczuć się dobrze z tym, że robisz mu taki prezent. Chcesz jego kosztem się dowartościować. A jak on ma się czuć? Gdyby go było stać, sam by sobie to kupił, opłacił. Słuchasz tego i znów robi ci się go szkoda. I znowu, o zgrozo, masz poczucie winy. Tłumaczysz więc, że ten wyjazd to dla ciebie. Ten remont – bo chcesz z nim przebywać w lepszych wnętrzach. Ta galeria – bo jesteś dumna z jego fotografii i chciałaś spróbować swoich sił jako organizatorka ważnego wydarzenia kulturalnego. Skoro już ustaliliście, że prezenty dla niego to w rzeczywistości sposób na poprawienie twojej samooceny, on „pozwala” ci zapłacić. Pomagasz. Odmawiasz sobie własnych niezwiązanych z nim przyjemności, spłacasz raty. On, owszem, chętnie jeździ nowym autem, rowerem czy co mu tam kupiłaś. Pięknie prezentuje się w drogich butach. Bryluje na wernisażu, a w Alpach fantastycznie wykonuje narciarskie ewolucje. Im lepiej wygląda i się czuje, tym bardziej ty uświadamiasz sobie swoje niedostatki. Grube uda? Twarz, co to ją grawitacja już nieco ściągnęła z piedestału? Umysł, który – zajęty wychowaniem dzieci – rozkwitał inaczej niż u wolnego strzelca, eksperta doskonalącego się w swojej dziedzinie.

koniec złudzeń jest już blisko

Czy potrzebujesz wiedzieć, co będzie dalej? Przecież to wiesz. Fundowanie kolejnych „stypendiów”, zobowiązania, do których spłaty on się nie poczuwa. I twoje przekonanie, że włożyłaś tak wiele – uczuć, czasu, środków – więc to musi być prawdziwa miłość. Będziesz w tę miłość brnąć, dopóki nie dotrze do ciebie, że Lowelas swój największy talent, talent do naciągania kobiet, wykorzystuje już między innymi udami. No dobrze, trzymajmy poziom – w innym łożu. Są kobiety, które nie otrząsnęły się nawet wtedy. Wielokrotnie zdradzane, w końcu odsunięte od tego, na czym im najbardziej zależało – od jego bliskości. Wciąż przekonane, że Lovelas był miłością ich życia. Płaczą w celibacie i czekają, aż on wróci. Udało mu się tak bardzo zaniżyć im samoocenę, że te piękne, mądre, wartościowe dziewczyny nawet nie próbują zmienić swojego życia. Nie dają sobie szansy na znalezienie dobrego, uczciwego faceta. Kto by je przecież chciał – stare, nudne, niedoskonałe, z licznym przychówkiem? Lowelasowi – w to graj! One są dla niego jak trofeum. Kolejny skalp zawieszony u siodła, pokryty strupami z krwi ofiary. Wódz wojuje dalej. I może faktycznie wróci – za kilka, kilkanaście lat. Kiedy zapragnie nowego zasilenia. Zaproponuje pojednanie, wyszepcze, że kochał tylko ją. A ona uwierzy, otworzy przed nim drzwi i portfel. Nie idiotka. Mądra kobieta. Empatyczna, dobra. Taka jak my.

Cichy koniec uwodziciela

Jego życie i miłosne podboje stały się kanwą do stworzenia serialu „Tulipan”, którego bohater rozkochuje kolejne kobiety, uwodzi i… pozostawia bez grosza. Takie było właśnie życie zmarłego niedawno w wieku niespełna 63 lat uwodziciela- -przestępcy Jerzego Kalibabki. Ten syn rybaka i funkcjonariusza ORMO od 1977 roku „polował” na turystki spędzające wakacje w Międzyzdrojach i w Szczecinie – a później już w całej Polsce. Aresztowany w 1980 roku uciekł z więzienia w brawurowy sposób. Ukrywał się przez 2 lata u kolejnych kochanek, w końcu jednak Milicja Obywatelska znów zapięła mu na rękach kajdanki. Oskarżono go m.in. o kradzieże, wyłudzenia, uwodzenie nieletnich, gwałty – w sumie 103 przestępstwa. Liczba pokrzywdzonych przez niego osób (głównie kobiet) dobiła do 200, ale sam szacował, że przez jego łóżko przewinęło się ok. 2 tys. pań, co zaowocowało pojawieniem się na świecie 48 jego dzieci. Po wyjściu z więzienia (do którego workami przynoszono mu listy miłosne) wrócił nad morze, związał się z nastolatką i otworzył kawiarnię. Tantiemy za pracę konsultanta przy kręconym w 1986 roku serialu „Tulipan” pozwoliły mu spłacić milion złotych nałożonej na niego grzywny. Zmarł 13 marca br. w Dziwnowie.

Karolina Duszczyk

fot.: pap, SHUTTERSTOCK

reklama
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020