Więcej grzeszków nie pamiętam?

Opowiadać mu wszystko jak leci, czy zachować dla siebie tajemnice, sekrety, wstydliwe sprawy z przeszłości? A co, jeśli już przysięgliście sobie miłość aż po grób, a on się o nich dowie?

 

Magiczny moment zawarcia stałego związku – dla niektórych to zaręczyny, dla innych dopiero ślub, a dla wielu już wspólne zamieszkanie – to pakt o prawdomówności, szczerości i uczciwości. Słowem, mówimy sobie odtąd wszystko i zdradzamy wszystkie sekrety. Czy także te z przeszłości? Nie każdy tak uważa. Wiele par przyjmuje zasadę „zamkniętych rozdziałów”. Przyjmują swoje historie z niedopowiedzeniami. Obecna w naszej kulturze formuła „więcej grzeszków nie pamiętam” ratuje od kłopotliwych pytań. I jak w konfesjonale, dostają wzajemne rozgrzeszenie.

nie mam przed tobą tajemnic, po prostu są rzeczy, o które nie pytałeś

 

Ale jeśli to, co czai się za zasłoną milczenia, to nie jest taki drobiazg? Może, gdyby on wiedział, wcale by z tobą nie był? Myślisz, że nie zdecydowałby się na ślub? A skoro jesteś pewna swego, to czemu mu jednak nie powiedziałaś? Gdybyś dziś, ot tak, wyznała mu prawdę, czy nie wystąpiłby o rozwód?

Nawet, jeśli to naprawdę tylko drobiazg – czy wiesz, że często może stać się powodem strasznego nieporozumienia? Jak w rodzinie Joanny, stewardesy… Jej mąż z niepokojem przyglądał się rosnącemu synkowi. Myślał, oglądał zdjęcia, porównywał. W jego rodzinie przynajmniej od czterech pokoleń nie było genu kodującego tę cechę. Joanna, jedynaczka, śliczna jak z obrazka, nie przyszła mu do głowy, jako przyczyna kłopotu. „Jak nic, to nie jest moje dziecko” – rozpaczał w myślach. Radził się kumpli, bał się zrobić dym, bo straciłby możliwość opieki nad ukochanym, choć biologicznie niespokrewnionym (tak uważał) synkiem. W końcu złość i uraza wygrały z wątpliwościami. Przy którejś kłótni wykrzyczał, czego się domyślił. Joannę zatkało.

– Jak możesz mnie tak obrażać. Co ci odbiło?! Oczywiście, że to twój syn!

– Z takim nosem? – wściekał się mąż. – Co ty mi tu wciskasz?!

– O mój Boże... – załamała się Joanna. – A więc o to chodzi…

Płacząc, opowiedziała ukochanemu o wielu latach docinek. Że kiedy zaczęła zarabiać, zdecydowała się na operację swojego koszmarnego nochala. Tak jak robiły to wszystkie jej koleżanki – stewardesy z polskich linii lotniczych. Postanowiła, że nie powie o tym nikomu, kogo pozna po operacji. Zniszczyła swoje zdjęcia, te rodzinne głęboko ukryła w panieńskim domu. Bała się, że gdyby mąż zobaczył, jak wcześniej wyglądała, odkochałby się. O mały włos nie straciła go naprawdę. A on z ulgą śmiał się tak długo, że w końcu zaczął płakać. Tulił w ramionach Joannę i przysięgał, że kochałby ją nawet bez nosa. Ale są tacy, co zostawiali swoje żony, kiedy dowiadywali się, że wcześniej były brzydkie. Panowie czuli się wystrychnięci na dudka, zmanipulowani. Inni – zaczęli gardzić partnerkami, które w swej próżności wydały fortunę – na przykład na sztuczne cycki – żeby ich omamić i zdobyć.

czarna wdowa pozna opiekuńczego pana

 

Jestem wdową, choć nie miałam z tym nic wspólnego – tak zaanonsowała się na portalu matrymonialnym pewna moja przyjaciółka, licząc na poczucie humoru ewentualnych kandydatów do jej, nieoczekiwanie wolnej, ręki. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy panowie, zamiast docenić dowcip, uciekali od niewątpliwie atrakcyjnej Kazimiery. No bo „żarty, żartami, ale jeśli baba faktycznie pecha przynosi, to lepiej się trzymać z daleka. Jeden się przy niej wykończył, to i ja mogę”… Po tygodniach niepowodzeń Kazia zmieniła ustawienie profilu, zostawiła to samo zdjęcie, ale inny opis. Fakt pochowania byłego zachowała dla siebie. Oferty spotkań zaraz się posypały. Od kilku lat Kazia jest w szczęśliwym związku. On wie, że ma przy sobie wdowę. A gdyby nie wiedział? Czy byłoby jak u Dawida?

Dawid, trzeci mąż Wandy, dowiedział się już po ślubie, że dwaj poprzedni nie żyją. Wcześniej, kiedy zalewały ich fale szczęścia, nie było mowy o takich wyznaniach. Wystarczyła mu wiedza, że miała przed nim dwóch mężów. Kilka miesięcy po ślubie Wanda przeżyła epizod depresyjny. Depresja jest chorobą nawracającą. Zwaliło ją z nóg, płakała całymi tygodniami. Zupełnie jak wtedy, kiedy znów zmarł jej mąż. – Znów? Zmarł?! – Dawid był w szoku. – Twoi mężowie umarli??? Ale Wanda w ataku paniki nie opowiedziała od razu całej historii. Odważyła się dopiero później, kiedy już rozpoczęli leczenie farmakologiczne. Okazuje się, że w przeciwieństwie do Kazimiery, której mąż zginął podczas ekstremalnego wyścigu kolarskiego w wypadku, Wanda miała jednak pewien wpływ na swoje wdowieństwo.

Otóż zerwała ze swoim drugim mężem i długo pozostawała z nim w separacji. Kiedy zdecydowała się na rozwód, następnego dnia mąż popełnił samobójstwo. Jakby tego było mało, pierwszy mąż, z którym nie była od pięciu lat, ojciec dwójki jej dzieci, też wtedy zmarł. Wanda musiała radzić sobie z dziećmi, bez żadnego wsparcia. W dzień pracowała, w nocy ogarniała ją panika – a co, jeśli straci środki do życia? Co, jeżeli dzieci zachorują? Skąd brać siłę, jeśli nikt jej nie kocha? Dawida poznała na warsztatach medytacji, które miały ją wyciszyć. To było jak kroplówka, jak transfuzja endorfin. Oświadczył się trzy miesiące po pierwszej randce. Nie miała czasu na mroczne historie z przeszłości. Trzeba było organizować ślub. Przecież nie mogła zrujnować wszystkiego, opowiadając, że w jednym roku umarło dwóch facetów, którzy z nią byli…

Po piorunującej wiadomości Dawid nie odszedł. Niby nic się nie zmieniło. Ale jego własne problemy zaczęły odzywać się coraz głośniej. Nerwica, bezsenność… Boi się, ma wielki żal. Czuje się oszukany, zignorowany, wykorzystany. Tak, jakby był kochany miłością gorszego gatunku. Bo nie opartą na szczerości. Zapada na zdrowiu. Jak to się skończy? Oby nie czarną woalką.

zawsze mów chłopakowi, że jest twoim drugim

 

To jedna z wielu mądrości życiowych, jakie wpajał mi tata. Ta akurat na niewiele się przydała, bo wyszłam za mąż za swojego drugiego, ale znam wiele takich historii, w których strategia „nie więcej niż można zliczyć na palcach jednej ręki” sprawdzała się bardzo dobrze. No, bo jak tu spojrzeć w twarz jakiemuś facetowi po tym, kiedy miało się bliskie spotkania z całym oddziałem „pomyłek życiowych” i „chwilowych zauroczeń”? Czy powinnam każdemu kolejnemu ukochanemu opowiadać ze szczegółami wszystko, co robiłam z poprzednimi? Wiele par woli budować swój związek na fundamencie: „Spoglądamy w przyszłość, nie w przeszłość”.

Tylko co, jeśli przeszłość powróci? Jak w książce „Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego, której bohaterka po dokonanej aborcji nie mogła już nigdy mieć dzieci? Nie, nie powiedziała, nie spróbowała wyjaśnić, odeszła… Resztę historii poznajcie sami. Książka jest wyborna. A teraz tylko spróbujmy pobawić się w grę wyobraźni. Czy powiedziałybyście facetowi o aborcji? Czy doradziłybyście to koleżance, która miałaby taką mroczną kartę w swojej historii?

– Byłam dzieciakiem – tłumaczyła Monika. – Nie zabezpieczyłam się. Kilka lat później, znów to samo. I kolejnych kilka lat później, kiedy pękła prezerwatywa. Monika, o ironio, studiowała pedagogikę wczesnoszkolną. Kiedy działy się rzeczy, o jakich opowiada, nie była gotowa na własne dziecko. Aleks był gotowy od początku, wszedł w związek z myślą o tym, że znalazł przyszłą matkę swojego syna albo córki. Szybko wzięli ślub, byli w końcu tuż przed czterdziestką. Nie mieli czasu na sprawdzanie się. – Nie chciałam go zawieść. Nie miałam już nic wspólnego z dziewczyną, jaką byłam kilkanaście lat wcześniej. Chciałam mieć rodzinę. Co zyskałabym, prosząc Olka o rozgrzeszenie?

Nie powiedziała mu. Kochali się bez zabezpieczenia przez rok, ale nic się nie wydarzyło. Monika zaczęła się niepokoić. Przyjemność powoli zaczęła się przeradzać w „starania o dziecko”. Mimo to wciąż milczała. Olek zaproponował, żeby obydwoje się przebadali. Badania były osobne, ale terapia wspólna. Monika wiedziała, że musi się przyznać. Zrobiła kolację, kupiła wino. Tonąc we łzach, wyznała swoje grzechy. O dziwo, Aleks ani nie krzyczał, ani nie spakował swoich rzeczy. Chyba było mu wszystko jedno – czyż jedna aborcja nie jest tak samo straszna jak trzy? Był bardzo rozczarowany, że powiedziała nie z własnej woli, tylko kiedy zmusiła ją do tego sytuacja. Chyba byłoby jej łatwiej, gdyby się wściekał. Kilka miesięcy później tulili się do siebie i całowali nad testem ciążowym, na którym dumnie prężyły się dwie kreski. Monika nie wie, jak potoczyłoby się jej życie, gdyby jednak nie zaszła w ciążę… Na wszelki wypadek obydwoje nie wracają do tego tematu.

czy zgodzisz się wziąć ze mną kredyt hipoteczny?

 

Klaudia wyszła ponownie za mąż mając 51 lat. Całe lata koncentrowała się na walce z piramidą długów, w które wpadli z byłym mężem w okolicach trzydziestki. Ich małżeństwa dawno już nie było, ale wciąż ich coś łączyło. Jak wiele z nas zapewne wie, można rozwieść się z facetem, można nawet uzyskać zaświadczenie, że małżeństwo kościelne nie było ważne (ukrywanie istotnych spraw przed ślubem kościelnym grozi jego unieważnieniem), ale jeśli bank połączy was jednym kredytem – nie ma mowy, żebyście pozbyli się tej wspólnoty. I co z tego, że ona spłaciła swoją część? Jej eks, niebieski ptak, miał ważniejsze wydatki: alimenty na dwójkę dzieci, każde z inną kochanką, kolejne kredyty, które co najwyżej można było skonsolidować. Stracili wspólne mieszkanie, komornik „usiadł” na dochodach Klaudii.

I nagle, jak grom z jasnego nieba, uderzyła w nią ta miłość. Janusz dość szybko zauważył, że nigdy nie posługuje się kartą płatniczą. Kiedyś nawet wspomniała mu, że umówiła się z pracodawcą, żeby wypłacał jej pensję w gotówce. Dzisiaj, kiedy przelewy są normą, to powinno wzbudzić jego niepokój. Ale nie wzbudziło, bo rodzice wpoili mu, że mężczyzna jest finansowo odpowiedzialny za kobietę. Nie zaglądał jej do portfela i hojnie podchodził do wszystkich spotkań, przekąsek i wyjazdów.

Nie powiedziała mu, jakie ma długi. Nie wspomniała też, że były mąż wciąż powiększa ich rozmiary, dzielnie pracując co miesiąc na to, żeby narastały im odsetki od odsetek. O tym, że jego świeżo upieczona małżonka widnieje w Centralnym Rejestrze Dłużników, Janusz dowiedział się w najgorszym z możliwych momencie – podczas negocjacji nad ważnym dla jego firmy kontraktem. Miał niewielką sieć sklepów obuwniczych. Niestety, tuż przed wspólnym wejściem na rynek główny kontrahent wycofał się z umowy. Informacja o tym, że rodzina Janusza nie spłaca swoich zobowiązań poszła w świat. W ciągu kilku miesięcy facet był bliski bankructwa.

– Gdybyś powiedziała mi przed ślubem, moglibyśmy ustanowić rozdzielność majątkową, wziąć kredyt, spłacić poprzedni dług. Ale nie miałem o niczym pojęcia, więc stałem się jeszcze bardziej niewiarygodny w biznesie. Skoro nie wiem, jak mają się finanse w moim domu, jak miałbym zarządzać sprzedażą dużej sieci? – załamuje się Janusz. Czy uda mu się znów postawić na nogi swój obuwniczy biznes? Trudno powiedzieć. Dla Klaudii ta sytuacja jest nie do zniesienia. Ma ogromne poczucie winy, a jednocześnie wie, że to nie jej wina.

– Co miałam robić, zrezygnować z najpiękniejszej relacji, jaka przydarzyła mi się w życiu? – płacze, kiedy o tym opowiada. – Z powodu pieniędzy? Klaudia nauczona tym doświadczeniem twierdzi, że pary nie powinny mieć przed sobą tajemnic.

facet to najlepszy powiernik. Nikomu nie powtórzy, bo i tak nie słucha

 

Kobiety boją się mówić prawdę przed ślubem. Tajemnice, kłopoty, małe i większe przewinienia, odbierają im punkty w seksualnej grze. Zupełnie inaczej jest z facetami. Bo my przecież uwielbiamy „bad boys” – tych złych, za którymi ciągną się mroczne sprawki. Im więcej tajemnic, tym bardziej koleś wydaje nam się atrakcyjny. Wyobrażacie sobie faceta, który zachwyca się, kiedy kobitka mówi mu, że miała przed nim trzydziestu partnerów? Niemożliwe.

A teraz odwróćmy sytuację. Miał trzydzieści kobiet? Ale to właśnie mnie wybrał na żonę – jestem więcej warta niż one wszystkie razem wzięte – pomyśli większość z nas. I będzie się starała udowadniać to delikwentowi przez resztę życia. A jeśli pan Piotruś ma problemy z przeszłości – finansowe, z prawem albo towarzyskie – natychmiast włączy się nam instynkt opiekuńczy i pofruniemy go ratować. Tak to już jest. I tu, uważajcie, optymistyczna puenta. Skoro facetom bardziej wypada mieć coś za uszami, ba, wręcz jest to atut w grze miłosnej, możemy spać spokojnie. Mężowie, narzeczeni, stali kochankowie raczej powiedzieli już nam wszystko, co mogłoby podnieść ich atrakcyjność w naszych oczach. Skoro już się z tobą ożenił, żadne trupy raczej z jego szafy nie wypadną.

A jak to jest z nami? Część dziewczyn swoje dawne sprawki upycha w garderobie, w najgłębszej szufladzie i spryskuje perfumą. Inne przynoszą łopatę i proszą męża, żeby wspólnie z nimi wykopał grób i uczynił znak krzyża nad pełną błędów i wypaczeń przeszłością. Wydaje się, że to drugie rozwiązanie jest lepsze. Ale… są mężowie, którzy potrafią wykorzystać nasze sekrety przeciwko nam. I to w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Usprawiedliwić na przykład naszymi dawnymi miłościami swoją świeżutką zdradę. I odejść pod pretekstem, że „jednak nie mogli przepracować naszego wyznania”. Zatem – mówić, czy zachować ciszę nad tą trumną? Decyduj sama.

 

Karolina Duszczyk

 

 

reklama
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020