Przyjaźń: słodko i gorzko

Przyjaźń zmienia się razem z nami i upływającym czasem. Bywa najważniejsza albo ukryta gdzieś w cieniu, za rodziną, pracą. Warto o nią dbać jak o coś bardzo cennego. Bez niej życie nie ma pełnego smaku!

Potrzebujemy przyjaźni i drugiego człowieka jak powietrza. Brzmi patetycznie? Może i tak, ale bez niej się nie da! Już w dzieciństwie szukamy jej instynktownie. Danka, koleżanka redakcyjna, wolała chłopaków z sąsiedztwa, wychowała się z nimi. Do dziś mówi o nich: moje bratnie dusze. Ich siostry ją nudziły, bo chciały się bawić ciągle lalkami. A ona wolała buszowanie z chłopakami po sadach czy grę z nimi w dwa ognie. Przyjaciółki pojawiły się w szkole, a ta najbardziej serdeczna Ela – w liceum. Zwierzały się sobie z pierwszych miłości, pierwszych pocałunków. Przyrzekały, że zawsze będą razem, aż śmierć ich nie rozłączy. I że jeśli jedna będzie miała syna, a druga córkę, to te ich dzieci pobiorą się, gdy dorosną. Coś jednak poszło nie tak, bo gdzieś po drodze czasu ta przyjaźń się zawieruszyła. Że jest to smutne? Nie jest. Życie pisze różne scenariusze.

Mama Danki ma 89 lat, jej przyjaciółka Alina – 93. Alina w ucieczce przed grupami UPA dotarła do Rzeszowa i tu poznała mamę Danki. I rozkwitła przyjaźń, która trwa do dzisiaj. Nie zawsze usłana różami, bo przypadłości losowe czasem je rozdzielały.

One też przyrzekły sobie, że ich dzieci się pobiorą. I chociaż Janek – starszy o dwa lata od Danki, najpierw serdeczny przyjaciel – oświadczył się jej, nie chciała go za męża. – Był jak brat, więc nie wyobrażałam sobie jakiś intymnych relacji. Nadal jest moim przyjacielem, w potrzebie niezastąpionym. Danka woli przyjaźń z facetami. – Kobiety nie mają przyjaciółek – powtarza za Scarlett O`Hara z „Przeminęło z wiatrem”. Bo ta najserdeczniejsza, ze szkolnej ławki, wspomniana Ela, usiłowała jej odbić chłopaka. I to wtedy, kiedy był już jej mężem. Potem Danka wyjechała do Warszawy i ich drogi się rozeszły. Tu poznała świetną dziewczynę, mężatkę w tym samym wieku, z sąsiedniej klatki. Zaprzyjaźniły się. Wspólne wypady za miasto, częste domówki, wieczorne pogaduchy przy winku, szczere zwierzenia, porozumienie dusz, pomoc w kłopotach… I Dance do głowy nie przyszło, że przez 10 lat sąsiadeczka ją wykorzystywała, manipulowała nią i intrygowała za jej plecami. Wszystko wyszło na jaw i to wcale nie przez faceta, tylko przez nową pracę Danki, w której zaczęła robić karierę. Już nie była na każde zawołanie, bo nie miała czasu na babskie wieczory. I nagle wezwał ją szef – ktoś mu doniósł, że Danka ma kontakty z opozycją, a były to lata 80. Był jej życzliwy, więc tak od słowa do słowa wyszło na to, że o jej najskrytszych sekretach zawiadomiła kogo trzeba… jej najbliższa sąsiadka. Danka nie mogła się z tym pogodzić. Minęło prawie 30 lat, a ją nadal to boli. Wtedy sobie przyrzekła, że już nigdy nie da się wciągnąć w przyjaźń z kobietą. – Tutaj też należy przestrzegać zasady ograniczonego zaufania, jak w ruchu drogowym – przekonuje. – Nawet kiedy masz pierwszeństwo, zwolnij. A z kobietami wchodź w związki na zasadzie „dobra znajoma”. Po takiej wszystkiego możesz się spodziewać, ale nie będziesz cierpieć.

Jeśli jednak masz przyjaciółkę, czujesz się lepiej. Tak pokazują badania naukowe. Spotykanie się z nią choć dwa razy w tygodniu poprawia stan zdrowia psychicznego. Kobiety tak bardzo utożsamiają się z przyjaciółką, że stają się fizycznie do siebie podobne.

Nie potrzeba zresztą badań, żeby wiedzieć, że przyjaciółkom synchronizują się miesiączki. Każda z nas doświadczyła tego cudu. Ile jednak prób musi przejść przyjaźń, żeby po latach znów była oczywista. Gdzie się podziała tamta pełna fantazji, szalona i roześmiana dziewczyna, z którą wyczyniałyśmy głupoty i randkowałyśmy jak szalone - pytam siebie co i raz? Rozmawiam z Judytą, z którą przyjaźnię się od podstawówki, co tydzień. Kiedy mówię, że jestem szczęśliwa – czuję, że sprawiam jej przykrość. Opowiadam więc o problemach. I jeśli faktycznie dzieje się źle, słucha mnie z uwagą. Ale wiem, że niewiele ją to obchodzi. Tylko czeka, aż będzie mogła wtrącić: miałam tak samo… I zacząć swoją litanię. Czasem muszę wysłuchać kolejnej, niekończącej się opowieści o małżeństwie, w którym jedno kocha za bardzo, a drugie za mało. Wie, że powinna odejść od Edwarda albo go zaakceptować. Ale ona pomarudzi i od razu czuje się lepiej. Potem znów dzwoni i szlocha, że obudził ją „po to” rano, choć ona woli wieczorem. Tak, zrobił „to” szybko, bo śpieszył się do pracy, a ona potrzebuje dłuższej gry wstępnej. Gdyby ją czasem przytulał, płacił na dom, gdyby nie zdradzał i nie zajmował się wyłącznie swoimi pasjami, byłby przecież tym samym Edziem, którego poznała 23 lata temu. Tak, tylko od tego czasu on przebiegł z setkę maratonów, a ją narodziny syna zmieniły w kluchę, wiecznie narzekającą na choroby. Moja najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa. Czy wciąż najlepsza?

No cóż, różne są oblicza przyjaźni, ale takiej czy siakiej, kobiety jej potrzebują.

I uważają, że żaden facet jej nie zniszczy. A przede wszystkim, że jest „na zawsze”. Ale co to znaczy, jeśli przyjaciółki muszą się wpasować w twój grafik, a ty w ich. Dzisiaj to się z reguły nie udaje. Zamiast długich rozmów telefonicznych można wysłać mema, udostępnić zdjęcie, zalajkować post kumpeli. W ten sposób dajemy sobie do zrozumienia, że wciąż się lubimy, że w razie czego - przyjedziemy. I zaczyna nas łączyć „kiedyś”. Ale nie to „kiedyś” z dzieciństwa czy młodości, które miało być na zawsze, ale „kiedyś” w bliżej nieokreślonej przyszłości. Bo kiedyś się musimy spotkać, gdzieś razem wyjechać, razem się upić…? Ale chcemy tego tylko wtedy, kiedy rozmawiamy. Z zakończeniem połączenia umierają chęci.

Na Facebooku miewamy po kilkadziesiąt koleżanek. Jeżeli jedna powie coś nie tak, sprawi przykrość, coś wypomni – można zrezygnować z niej bez żalu i poszukać akceptacji u innej. Zawsze znajdziesz kogoś, kto doklei do twojej notki uśmiech, serduszko albo skierowany w górę kciuk.

Po co spotkania, po co rozmowa, po co wspólna droga, wyznaczanie celu. Jest natychmiastowa satysfakcja i znów można się zająć sobą, zarabianiem, wspinaniem się po szczeblach własnych celów. Licealna przyjaźń Ewy z Kamilą trwała, dopóki nie pojawili się w ich życiu faceci. Najpierw Ewa zazdrościła Kamili, bo to ona pierwsza z kimś „chodziła”. A potem, kiedy już obie uprawiały seks, wkurzało ją, gdy otwarcie mówiła, z którym chłopakiem się dziś bzykała. W pierwszej pracy robiła to nawet z kilkoma naraz. I Ewa powiedziała to swojemu chłopakowi. A on uznał, że Kama już nie jest dla niej właściwym towarzystwem, więc Ewa bez żalu wycofała się z „przyjaźni na całe życie”. Jego opinia wydała się ważniejsza. Nie chciała, żeby myślał, że jest tak rozwiązła, no i poczuła się… lepsza. A kiedy obydwie wyszły za mąż, ich przyjaźń rozeszła się po kościach. Może górę wzięły emocje związane z facetami, a może w podróży do dorosłego życia obie dziewczyny miały wspólny przedział tylko na kilka lat…

Tak to już jest w dorosłym życiu, kiedy stajemy się częścią kobieco-męskiego duetu: priorytety mamy pod dachem własnego domu lub w zasięgu własnych ramion.

I niezależnie jak bardzo chciałybyśmy wierzyć w przyjaźń do grobowej deski, zawsze staniemy po stronie swojego faceta, swojej córki, interesu finansowego… I przyjaciółkę odsuniemy na dalszy plan – trochę jak koło ratunkowe, a trochę jak wyrzut sumienia. Bo tak naprawdę w trudnych chwilach są z nami nasi partnerzy i dzieci.

Podróż przez życie jest możliwa dzięki pojazdowi „rodzina”. Wspólnie z mężem, dziećmi, rodzicami i rodzeństwem codziennie dolewamy paliwa, serwisujemy i dbamy o to auto. A przyjaźń? Jest najlepszym ubezpieczeniem na czas wypadku.

Gdyby jednak przyjaciele wiecznie siedzieli nam w przyczepce, podróż wcale nie byłaby lepsza, a nasze życie nie posuwałoby się we właściwym kierunku. Kiedy wygrywamy wyścig - świętujemy razem. Kiedy jest wypadek – razem płaczemy nad stratami. Ale potem każdy sam szuka blacharza i lakiernika. Kiedy razem z moją przyrodnią siostrą Kasią trzymałyśmy się za ręce podczas kolejnej „ucieczki z domu”, obiecywałam sobie, że zawsze będziemy razem. Mama traktowała nas niesprawiedliwe, co tylko wzmacniało moje postanowienie. Nikt nas nie rozdzieli, nie skłóci. Będę się nią zawsze opiekować – mówiłam sobie. Ona również podobnie myślała. Więzi osłabły, kiedy wyszłam za mąż. Miałam już małe dziecko, kiedy Kasia rozstała się po pięciu latach ze swoim pierwszym chłopcem. Nie było mnie wtedy przy niej. Nie miałam czasu, nie uważałam, że to równie ważne, jak potrzeby mojego dziecka. I moja siostra to rozumie - opowiada Sonia.

Sama powiedziała ostatnio „pas” swojej przyjaciółce od 30 lat, Annie. Sprawdziły się w najtrudniejszych sytuacjach. Na przykład, kiedy Anna tego samego roku wzięła ślub i pochowała męża. Kasi udało się wyperswadować jej zrobienie sobie pożegnalnego dziecka – Anna chciała mieć na świecie choć cząstkę traconego ukochanego. Kiedy zmarł, Kasia zostawiła swoje trzytygodniowe niemowlę z mężem i pojechała 400 km, żeby utulić rozpaczającą przyjaciółkę.

Od tamtych dni minęło sześć lat. Dziś Anna jest żoną poznanego przez internet mężczyzny. Mają dwoje dzieci, chcą mieć czworo. To znaczy on chce, Anna utraciła możliwość (a chyba i zdolność) samodzielnego myślenia i odczuwania. Młodą wdowę wypatrzył bowiem w internecie narcyz, który dobrze wiedział, jakiej ofiary mu potrzeba. Słabej, poranionej, z bagażem nieszczęść, złamanej przez życie. Najpierw bombardował miłością, potem zaczął systematycznie odcinać od przyjaciół. Odcięcie Kasi zostawił na koniec, bo okazało się najtrudniejsze. Trzeba było porządnego prania mózgu. W końcu udało mu się przekonać Annę, że Kasia ma poglądy, które „uwłaczają inteligencji, poczuciu przyzwoitości i kodeksowi moralnemu”. Tak kombinował, żeby Anna sama zdecydowała, że nie ma dla Kasi… czasu. I odsunęły się od siebie. Kasia to widziała, ale nic nie mogła zmienić. Dla Anny ojciec jej dzieci stał się wyrocznią. Czy Kasia nadal żałuje tej przyjaźni? Tak, odpowiada bez wahania. Ale czy rzuciłaby wszystko, gdyby Anna – pytam Kasi, kiedy rozmawiamy o babskiej przyjaźni – znów potrzebowała ratunku? Kasia nie odpowiada…

Przyjaźń nie musi być idealna. Takiej nie ma. Nawet taka nieidealna jest bezcenna. Więc daj z siebie tyle, ile możesz. Czyli – ile chcesz.

Bo kiedy zaczynają się roszczenia – chęci się kończą. Powinności są w małżeństwie, związku, macierzyństwie. Przyjaźń ma być dobrowolna… Kobiece przyjaźnie opierają się przede wszystkim na emocjach i zwierzeniach. Bo gdy mówimy komuś o wszystkim najważniejszym, co dzieje się w naszym życiu, czujemy się z nim najbliżej. Dlatego warto zrobić „bilans kwartalny” i zdecydować, w czyim towarzystwie czujemy się najlepiej, komu nie tylko lubimy coś „dawać”, ale od kogo wiele „dostajemy”. Całej reszcie pozwólmy zniknąć. Bo zawsze mamy prawo zakończyć wieloletnią przyjaźń, a przynajmniej ostudzić ją, zmienić w znajomość, jeśli zawiodła nasze oczekiwania, jeśli czujemy się zranione i opuszczone? Każdy musi sam sobie na to odpowiedzieć.

tekst: Karolina Duszczyk

reklama
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020