Poród - źródło demonów duszy

Stanisław Grof, amerykański psychiatra czeskiego pochodzenia, należy do grona skandalistów, którzy raz na jakiś czas wpędzają "grzecznych" uczonych w konsternację i kompleksy. Świat nauki do dziś podejrzliwie odnosi się do jego odkryć, gdyż zostały one dokonane przy użyciu środków halucynogennych.

Poród - źródło demonów duszyNie sam Grof je zażywał; dawał je swoim pacjentom, i to nie po to, by zafundować im darmowego "tripa", lecz by w zmienionym stanie świadomości mogli dotrzeć do jej najgłębszych pokładów, wiążących się z momentem narodzin. Niemniej jednak etykietka "skandalicznej i nienaukowej" metody przylgnęła do niego raz na zawsze.

Uczony rozpoczął swoją działalność w hipisowskich czasach, gdy narkotyki były nieomal w codziennym użyciu. Trudno się zatem dziwić, że podjął próbę wykorzystania ich do swoich badań. Sięgnął po LSD. Ale zamiast wysyłać swoich pacjentów do "nieba", kazał im przeżywać na nowo całkowicie realny i bynajmniej nie niebiański moment własnych narodzin. Wyniki były wstrząsające.

Okazało się, że ludzkie doznania związane z przyjściem na świat są tak silne, iż odciskają się na całym późniejszym życiu. W tym doświadczeniu tkwi źródło naszych metafizycznych odczuć, wizji, koncepcji intelektualnych, ale i perwersji, zboczeń, chorób psychicznych, skłonności zbrodniczych.

Mogą się one potem realizować indywidualnie bądź zbiorowo, w formie wojen, "polowań na czarownice", prześladowania mniejszości narodowych i zakładania obozów koncentracyjnych. Teoria Grofa jest w Polsce mało znana. Co prawda, ukazało się kilka jego książek, ale w niewielkich nakładach. Trudno więc liczyć, że wśród Czytelników znajdzie się wielu znawców tej problematyki.

Od macicy do wolności


Według Grofa, poród można podzielić na cztery fazy, z których każda odpowiada za pewien specyficzny krąg uczuć i wyobrażeń, a zarazem związana jest z innym żywiołem. Faza wodna: to czas radosnego, bezpiecznego pływania w wodach płodowych, które zapewniają wszystko, co małemu organizmowi jest potrzebne do życia - symbolizuje uczucie ciepła, sytości i bezpieczeństwa. To odpowiednik późniejszych wyobrażeń o raju.

Faza ziemska: to brutalny przeskok z raju na samo dno piekła. Płód przestaje się już mieścić w macicy, jej ścianki napierają z każdej strony, powodując klaustrofobiczne uczucie ściskania, duszenia się. Kanał rodny jeszcze się nie otworzył, a więc wydaje się, że nie ma wyjścia z tej koszmarnej sytuacji. Wcześniejsze poczucie błogości ustępuje miejsca przerażeniu i rozpaczy. W tym momencie rodzą się późniejsze ludzkie wyobrażenia o groźnym podziemnym świecie, piekle, a także skłonność do tego, by tworzyć je już na Ziemi...

reklama

Faza ognista: pojawia się wreszcie "światełko w tunelu" - drogi rodne zaczynają się otwierać i noworodek z całą siłą przepycha się w stronę upragnionego światła. To długa, trudna, pełna niebezpieczeństw podróż, okres walki, zmagania z bólem i niewygodą, wzmożonej aktywności. Jest źródłem bohaterskich legend, z których większość mówi przecież o walce, pokonywaniu przeciwnika (lub potwora), o dalekiej niebezpiecznej podróży, której celem jest zdobycie księżniczki lub jakiegoś magicznego przedmiotu.

Faza powietrzna: noworodek łapie pierwszy oddech. To niesłychana ulga po trudach porodu. Pierwszy jego krzyk to zarazem pierwsza pieśń triumfu. Powraca błogość, ale już na wyższym poziomie: mały człowiek przeniknął przecież granicę dwóch światów i podświadomie zaczyna przeczuwać możliwość zbawienia czy oświecenia - odnalezienia się na wyższym poziomie, w innym wymiarze istnienia.

Wszyscy jesteśmy zafiksowani


Wszyscy - bez wyjątku - pacjenci Grofa przeżywali wizje związane z wymienionymi fazami porodu (to chyba oczywiste, zważywszy, że proces ten przebiega podobnie u wszystkich ludzi). Co ciekawe jednak, każdej z nich towarzyszył pewien spójny zestaw obrazów, podobny u wszystkich osób poddanych eksperymentowi. Czy jest to dostateczny dowód na to, iż nie były one wytworem środka halucynogennego (wiadomo, że na każdego działa on inaczej), ale wizualnym wyrazem autentycznych doznań? Ogromna liczba wspólnych, powtarzających się elementów przemawia na korzyść teorii Grofa i nie pozwala zbyć jej mianem "narkotycznych bredni". W myśl tej teorii, niektórzy z nas, z różnych powodów, mają tendencję do "zafiksowania się" na jednej z tych faz. Dzieci-kwiaty, ze swoim słynnym hasłem "Paradise now!", to niewątpliwy przykład utknięcia w fazie wodnej.

Obrazy Gigera i niektóre filmy, takie jak choćby "Milczenie owiec", odsyłają nas wprost do fazy drugiej, "ziemsko-piekielnej" (przypomnijmy, że jedna z ofiar mordercy była trzymana w głębokiej studni). Amerykańska pop-kultura, ze swoim ciągłym niedosytem mocnych wrażeń, fascynacją seksem i przemocą, to z kolei kapitalny przykład fazy trzeciej, "heroicznej". W odniesieniu do czwartej trudno już mówić o utknięciu czy zafiksowaniu, jako że jest ona jak najbardziej prawidłowa, zgodna z ogólnym kierunkiem rozwoju.

W niej mieści się cała nasza "normalność", zgoda na świat taki, jakim on jest, potrzeba rozwoju świadomości. Ten krótki szkic teorii Grofa nie daje oczywiście pojęcia o całym jej bogactwie i złożoności. Kto chce wiedzieć więcej, musi sięgnąć do jego książek. Psychiatra jako pierwszy "złapał za rękę" nasze demony, zdołał uchwycić je w chwili, gdy się rodzą w naszej świadomości. Dał nam wgląd w najgłębsze i najbardziej przerażające obszary umysłu, skonfrontował ze zjawiskami irracjonalnymi i niewytłumaczalnymi na gruncie "zwykłej" psychologii. Jednak wiele pytań nadal zostaje bez odpowiedzi. Przede wszystkim: d l a c z e g o dany człowiek utknął w tej czy innej fazie narodzin, czemu zamknął się w określonym kręgu uczuć i wyobrażeń?

Niemcy - naród żywiołu Ziemi


Jeszcze trudniejsze pytania rodzą się wtedy, gdy zauważamy, że cały naród czy kultura zdradza cechy takiego zafiksowania. Trudno w końcu przypuścić, by wszyscy czy choćby większość ludzi na danym obszarze miała te same problemy przy narodzinach. Są jednak narody wyraźnie związane z jedną z grofowskich faz. Modelowym wręcz przykładem jest kultura niemiecka, poczynając od Nibelungów, a kończąc na śmierci Hitlera w berlińskim bunkrze. Zdominował ją żywioł Ziemi...

Nie ma chyba w Europie drugiego narodu, który by z taką pasją budował podziemne fortyfikacje. Bunkry w Kętrzynie i w okolicach Międzyrzecza do dziś budzą metafizyczną nieomal grozę. Zupełnie jakby jakaś potężna, irracjonalna siła zmuszała budowniczych do wgryzania się w głąb Ziemi i tworzenia tam labiryntów rodem z sennego koszmaru. Siła Nibelungów... Ziemia to masa, ciężar. Ten ciężar widać i czuć w niemieckiej architekturze, uzbrojeniu, a także - choć w mniej dosłowny sposób - w wytworach ducha. Niemiecka literatura, filozofia, muzyka są "ciężkie", zarówno w formie, jak i w wadze przekazywanych treści. Niemiecką sztukę cechuje powaga i monumentalizm. Ten naród wydał Bacha, Beethovena i Wagnera, ale już Mozart musiał urodzić się w Austrii, by napisać swój "Czarodziejski flet".

Żywioł Ziemi wiąże się z drugą fazą narodzin; jest to faza ściskania, miażdżenia, duszenia się. I Niemcy są narodem, któremu ciągle jest "za ciasno" (mimo że średnia gęstość zaludnienia nigdy nie przekraczała tam średniej europejskiej). Hitler swoją propagandą trafiał nieomylnie w ten narodowy kompleks, posługując się "porodową frazeologią" duszenia się, ucisku, konieczności "odrodzenia niemieckiego ducha", wytyczenia korytarza, parcia na wschód...

Grof w ostatnim rozdziale książki "Poza mózg" daje doskonałą analizę hitleryzmu i innych totalitarnych systemów. Ale nawet on nie daje odpowiedzi na pytanie, czemu jedne narody łatwiej niż inne przyjmują obłędną "porodową" propagandę. Ani jak to się dzieje, że całe kultury podlegają zjawiskom, na pozór zakorzenionym tylko w fizjologii narodzin pojedynczych jednostek.

Jakiż mechanizm przekłada jedne zjawiska na drugie, pozwalając przeniknąć całą kulturę temu, co wydaje się być wyłączną właściwością pojedynczych osobników? Te pytania muszą niepokoić, zwłaszcza w chwili, gdy lawinowo mnożą się odkrycia dawnych zbrodni, popełnianych przez jedne narody na innych. My, Polacy, też nie mamy chyba aż tak czystych rąk, jak nam się do tej pory wydawało. Nadszedł moment, by obiektywnie i wnikliwie przyjrzeć się tym strasznym zjawiskom - ich przyczyny wydają się leżeć głębiej niż tylko w polityce czy wypaczającej umysły propagandzie.


Krystyna Kwiatkowska

Źródło: Wróżka nr 7/2002
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020