Podaruj bliskim emocje w prezencie!

Teraz w prezencie daje się przeżycia. To, co poczujesz, czego dotkniesz, posmakujesz – zostanie w głowie i w sercu.

Emocje w prezencie: kolacja w ciemności

 

Dorota ciągle nie może otrząsnąć się z emocji. W jej życiu było już 38 urodzinowych wieczorów, ale żaden taki jak ten w ubiegłym tygodniu.

– Już miesiąc wcześniej mój mąż był bardzo tajemniczy – opowiada. – Pytałam go, czy zaprosimy na wieczór moich rodziców i teściów, ale postawił sprawę jasno: żadnych gości, wychodzimy. Gdzie? Tego mi nie chciał powiedzieć.

Dorota mówi, że kiedy już byli w drzwiach, czuła się jak bohaterka thrillera „Oczy szeroko zamknięte”. Janusz zawiązał mi oczy jedwabną chustką i sprowadził po schodach.

– Miałam tylko nadzieję, że to nie będzie wieczór ze swingersami – śmieje się. – To była kolacja w ciemności. Gdyby mi to ktoś opowiadał, pewnie by mnie nie ruszyło. Bo co to wielkiego – jeść na ślepo? Dziś tak nie powiem. Kompletna ciemność zmienia wszystko. – Janusz rozwiązał mi chustkę dopiero wtedy, gdy byliśmy już w restauracji – ciągnie opowieść Dorota. – Zeszliśmy gdzieś w dół. A potem zapadła kolejna ciemność. Tylko kelnerzy wszystko widzieli, bo obsługiwali nas w noktowizorach. Wybrałam danie wegetariańskie, nie miałam jednak pojęcia, co będę jadła, to też część tajemnicy. Kiedy mi je przynieśli, rozpoznałam zaledwie trzy składniki: paprykę, fetę i oliwki. Podobno składało się z kilkunastu.

Dorota była zaskoczona swoją słabą umiejętnością kuchennej analizy. Nie miała pojęcia, że wzrok podpowiada nam aż w 90 procentach, jeśli nie ćwiczymy pozostałych zmysłów.

– Od tamtego wieczoru stałam się uważniejsza. Teraz często zamykam oczy, kiedy wącham torebki z przyprawami, staram się rozpoznać coś tylko językiem. Jem dłużej, delektuję się potrawą. Janusz ma to samo.

reklama

Kolacja w ciemności to flagowy produkt firmy, która postanowiła emocje pakować w pudełka i sprzedawać w internecie jako prezenty, których łatwo nie można zapomnieć. I są to zarówno podarunki „smakowe”, jak i te, które wyzwalają adrenalinę, na przykład jazda ferrari ulicami miasta lub na torze wyścigowym, skoki na bungee, loty w tunelu aerodynamicznym, skoki ze spadochronem wraz z instruktorem, ale też zwiedzanie studia filmowego pod Londynem, gdzie kręcono zdjęcia do „Harry’ego Pottera”. Pełen wachlarz emocji.

 

Podaruj bliskim emocje w prezencie: rozwal, co chcesz

 

I pomyśleć, że kiedyś szczytem gwiazdkowych marzeń były perfumy Pani Walewska, wideo, playstation lub garnki Zeptera. Potem przyszedł czas na personifikowanie przedmiotów: biżuterii, szalików, torebek. To już krok do przodu w prezentach krojonych na miarę. Ale teraz lista możliwości jest tak bogata, że nawet ci, którzy mają już wszystko, mogą dostać coś, czego jeszcze nigdy nie… czuli.

– A ja wciąż mam przed oczami świąteczny sweter z jelonkiem, który Mark Darcy, wieczny narzeczony Bridget Jones, dostał od swojej matki – śmieje się Kamila, która już od końca września myśli o oryginalnych prezentach dla rodziny.

Kiedyś stawała na głowie, żeby wszystkim kupić coś solidnego, trwałego. Ale czy taki prezent naprawdę się liczy, gdy nie bierzemy pod uwagę prawdziwych potrzeb obdarowywanego?

– Tamten sweter to dla mnie symbol wszystkich nietrafionych podarków, za które miło dziękujemy, ale w rzeczywistości zgrzytamy zębami ze złości. Tych idiotycznych figurek i pluszaków, które albo przechodzą z rąk do rąk, albo dyskretnie próbujemy oddać do sklepu – ciągnie. – Teraz myślę inaczej. Obserwuję najbliższych i zastanawiam się, o czym naprawdę marzą, co chcieliby przeżyć, czego doświadczyć. I wiesz, co kupiłam? Dla siebie i męża kurs gotowania kuchni włoskiej, bo kilka razy powtórzył, że zazdrości Włochom tych umiejętności, a i ja tę kuchnię uwielbiam. Dla synów i dzieci siostry: grę terenową typu „escape room”. Wiesz, co to takiego? Trzeba wydostać się z zamkniętego pokoju, ale można to zrobić tylko wtedy, gdy się odszuka wskazówki i rozwiąże wszystkie zagadki. Oni kochają labirynty, tajemnice, więc to prezent idealny dla nich. Już czuję dreszcz emocji!

Ten dreszcz dla każdego będzie inny. Małgosia chwilę się wahała, zanim kupiła dla swojego nerwowego męża… pobyt w Pokoju Furii.

– Wchodzisz do zamkniętego pokoju, zakładasz kombinezon, specjalne okulary i… niszczysz – opowiada.

– Masz do dyspozycji kij bejsbolowy, łom, młotek. I walisz w co popadnie. Darek mi opowiadał, że na początku był zaskoczony i wkurzył się na mnie, że kupiłam mu taki głupi prezent. Ale potem dał się wciągnąć. Rozwalił wszystko: maszynę do pisania, regał, jakiś sprzęt elektroniczny. Walił tak, aż wszystko posiekał w drobny mak. Wyrzucił z siebie cały gniew, złość, uspokoił się.

– Ten prezent wcale nie jest głupi – komentuje psycholog Jacek Rakowski. – Pozwala bezpiecznie pozbyć się nagromadzonej złości, a uwolnienie jej daje ulgę na dłuższy czas. To, co dzieje się z nami, kiedy ją tłumimy, jest znacznie bardziej niebezpieczne niż rozwalenie kilku sprzętów.

 

Na ten temat

Warsztaty stolarki i zabawa w manufakturze słodyczy

 
Ale emocje mają wiele twarzy. Niekoniecznie musimy skakać na bungee, jeździć czołgiem, wspinać się po skałkach, strzelać, latać balonem, driftować, żeby poczuć radość, spełnienie i dostać zastrzyk energii.

– Mnie wystarczył kurs ceramiki – zwierza się Agnieszka.

– Ten moment, w którym brałam do rąk glinę, był jak kontakt z sercem wszechświata. Tak, wiem, brzmi banalnie, ale tak właśnie czułam. Kawałek gliny, który trzymałam, miał za chwilę stać się talerzem na owoce. Czy to nie ekscytujące? To było jak medytacja, byłam tam kompletnie wyłączona, świat mnie nie obchodził, liczyło się tylko to, co tu i teraz.

Podobne odczucia miała Iwona, której mąż kupił w prezencie warsztaty stolarki dla kobiet.

– Odkąd zobaczyłam w telewizji, jak Dorota Szelągowska robi własnoręcznie meble, maluje je i ozdabia, nie mogłam przestać myśleć o heblu. I żeby sobie nim przejechać po drewnie – rozmarza się. – Ale gdzie niby to miałam robić? W naszych dwóch pokojach w bloku?

Mąż Iwony na szczęście nie poszedł na łatwiznę i nie kupił jej po drodze z pracy ciepłych kapci albo srebrnego łańcuszka, tylko zadał sobie odrobinę trudu i znalazł w internecie zajęcia ze stolarki. W dodatku całkiem blisko ich domu, na warszawskim Mokotowie.

– To było niezwykłe uczucie – wspomina Iwona. – Zrobiłam dwie półki ze wspornikami, zheblowałam, pomalowałam i sama je przykręciłam do ściany, bo przy okazji warsztatów nauczyłam się też posługiwać wiertarką – podsumowuje, szczęśliwa jak nigdy.

Żeby dać prezent od serca, trzeba szeroko otworzyć oczy i nastawić uszu. Czasem masaż czekoladą będzie trwałym wspomnieniem. Czasem sesja fotograficzna albo zabawa w manufakturze słodyczy. Gdy trafimy w punkt, możemy sobie pogratulować: zdaliśmy egzamin z miłości i uważności. Bo czyż nie taka powinna być intencja przy wzajemnym obdarowywaniu się?


Teskt: Natalia Ross
Fot. Shutterstock

Źródło: Wróżka, nr 12/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019