Koniec świata już nastąpił

Leżysz na plaży, czytając wiadomości ze świata. Ciągle te same strachy: zanieczyszczenie planety, kometa, terroryzm. A żar leje się z nieba. Jakby większy niż zazwyczaj. No właśnie… Do zagłady ludzkości nie trzeba globalnej wojny ani meteorytu. Wystarczy nasze Słońce nad głową.

 

Syberyjskie lato jest krótkie, ale gorące i suche. Pod koniec sierpnia ubiegłego roku fala upałów w pobliżu miasta Jakuck rozmroziła ziemię na tyle głęboko, że odsłoniła ciało padłego kilka tysięcy lat temu renifera. Od końca epoki lodowcowej leżał w niej jak w zamrażarce – zagrzebany w wiecznej zmarzlinie pokrywającej 25 proc. półkuli północnej. Tyle, że na skutek ocieplenia klimatu ta zmarzlina się roztapia…

Kiedy więc niedługo później w okolicy pojawiła się tajemnicza epidemia i zaczęła zabijać tysięczne stada już całkiem współczesnych reniferów, mieszkańców ogarnął niepokój. I szybko przerodził się w panikę, kiedy choroba przeszła na ludzi. Bóle brzucha, temperatura i dreszcze, biegunka, wymioty, krwotoki, czarne krosty. Takie objawy pojawiły się u 72 osób. Ściągnięci na gwałt lekarze i mikrobiolodzy ze zdumieniem orzekli, że to symptomy śmiertelnie niebezpiecznej choroby o nazwie wąglik (Bacillus anthracis). Natychmiast podjęto leczenie i epidemię udało się opanować – zmarł jeden 12-letni chłopiec. T

ylko skąd pojawił się wąglik w tym rejonie? Przecież to choroba praktycznie na Syberii nieznana! Po nitce do kłębka badacze doszli, że praźródłem zakażenia był przedwieczny renifer, który tysiące lat temu został zainfekowany. Póki był zamarznięty na kość, nie stanowił zagrożenia. Ale gdy się ocieplił, zakaził glebę, na której wyrosła trawa zjadana przez jego współczesnych pobratymców. A na nich z kolei polowali miejscowi myśliwi.

1 plaga – wieczna zmarzlina

 

Po tym doświadczeniu, wielu naukowców (wśród nich jakucki biolog – Borys Kershengolts) zaczęło zadawać sobie pytanie: co jeszcze czai się w wiecznej zmarzlinie? Wiadomo, że przetrwalniki bakterii, wirusy i grzyby potrafią przetrzymać nawet niezwykle długą hibernację, a po rozmrożeniu – zaatakować. Najstarszym mikroorganizmem, jaki uczonym udało się przywrócić do życia po wyciągnięciu spod lodowca, była licząca 8 mln lat bakteria! Nie stanowiła wprawdzie zagrożenia dla ludzi, ale przecież w ostatnich tysiącleciach ludzkość była masakrowana przez nieco już zapomniane, a w swoim czasie odpowiedzialne za śmierć setek milionów osób choroby, takie jak dżuma dymienicza, „czarna śmierć” (też odmiana dżumy) czy czarna ospa. Co stanie się, gdy w którymś z rozmrażanych co roku ciał prehistorycznych ludzi i zwierząt odżyją te mikroby? Czy jesteśmy dziś przygotowani na pandemię wąglika, którego śmiertelność sięga 80 proc. lub czarnej ospy zabijającej 95 proc. zakażonych?

Makabryczne epidemie to jednak wcale nie największy kłopot związany z wieczną zmarzliną. Jeszcze większym problemem są zmagazynowane w tej sięgającej kilkadziesiąt metrów w głąb warstwie ziemi (liczącej łącznie ok. 4 mln kilometrów sześciennych gleby) gazy cieplarniane – dwutlenek węgla i mający aż 30 razy więcej od niego energii metan. Z badania przeprowadzonego w 2014 roku, a opublikowanego przez czasopismo „Nature Climate Change” wynika, że do roku 2040 roztopieniu ulegnie aż 40 proc. wiecznej zmarzliny, a do 2100 roku uwolnionych do atmosfery zostanie 120 gigaton dwutlenku węgla, prowadząc do dalszego ocieplania klimatu. To, co się dzieje, już teraz widać gołym okiem na Syberii, Alasce i w północnej Kanadzie (a więc w rejonie zamieszkanym przez 35 mln ludzi). Roztapiająca się ziemia sprawia, że wykrzywiają się tam tory kolejowe, pękają autostrady, zapadają całe budynki. To jednak tylko preludium do katastrofy, jaka się zdarzy, gdy na skutek ocieplenia, lawinowo zaczną rozpadać się polarne czapy lodowe.

2 plaga – roztopiony lód

 

Trudno pozostać obojętnym, patrząc na chudego jak szkielet białego niedźwiedzia. Tradycyjne łowiska tych zwierząt kurczą się coraz szybciej wraz z pokrywą lodową. Zmagazynowana w lodowcach woda spływa do oceanu, sprawiając, że jego globalny poziom podnosi się, podtapiając nadmorskie miasta. Większym jednak problemem niż znikające pod wodą plaże i porty jest dla ludzkości wzrost ciężaru, z jakim oceany naciskają na skorupę ziemi. Woda przecież waży i to niemało. Przeniesienie masy spoczywających na biegunach lodowców pod inne szerokości geograficzne nieuchronnie doprowadzi nas do apokaliptycznych trzęsień skorupy ziemskiej (wyjątkowo cienkiej zwłaszcza na dnie Pacyfiku, gdzie już i tak ciągle wybuchają wulkany). „To zjawisko wywoła ogromny wzrost aktywności wulkanicznej, trzęsienia ziemi, osuwiska podwodne, a w rezultacie wzbudzi fale tsunami, jakich dotąd jeszcze nie oglądaliśmy” – mówi jeden z naukowców w University College London. Proces ten już się rozpoczął, o czym świadczy nagły wzrost w ostatnich latach aktywności sejsmicznej na Alasce i Grenlandii.

3 plaga – upośledzenie mózgu

 

Dwutlenek węgla, którego do końca stulecia ma być w atmosferze już blisko 0,1 proc. (w tej chwili – 0,04 proc.) to dla człowieka gaz toksyczny. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Harvarda potwierdziły, że jego nadmiar upośledza funkcje poznawcze mózgu odpowiedzialne za rozumienie i przetwarzanie informacji, planowanie i tworzenie strategii oraz adekwatną reakcję na sytuacje kryzysowe. Nie ma więc wątpliwości, że wraz z gromadzeniem się tego gazu w powietrzu staniemy się nie tylko zwyczajnie głupsi, ale i dużo bardziej nerwowi. Agresywni, pozbawieni możliwości przewidywania skutków swoich działań… Do czego więc nas to doprowadzi?

4 plaga – wielki głód

 

Zboża stanowią większą część ziemskich upraw. Pszenica, jęczmień, kukurydza, ryż w czasie ostatnich 10 tys. lat wyewoluowały, z pomocą ludzi, ze zwykłych traw w podstawę naszego pożywienia. Nowoczesne rolnictwo, nawozy sztuczne i pestycydy bardzo zwiększyły wysokość plonów, które do 1990 roku rosły w tempie niemal geometrycznym. Tyle tylko, że – co sprawdzili w roku 2017 Australijczycy – postęp w tej dziedzinie się zatrzymał. Dlaczego? Odpowiedzią jest dobrze nam znana śpiewka – zmiany klimatu, a w tym wypadku susza, na którą rozpieszczone przez człowieka zboża są szczególnie wrażliwe. Ubiegłoroczne szacunki przeprowadzone przez organizację Celsius wykazały, że wysokość plonów nie tylko już więcej nie wzrośnie, ale szybko zacznie spadać. W samych Stanach Zjednoczonych, do 2040 roku, produkcja kukurydzy spadnie o jedną piątą. A ludzi przecież wciąż przybywa…

5 plaga – pragnienie

 

Patrząc na Ziemię z kosmosu, widzimy głównie wodę. Oceany pokrywają aż trzy czwarte jej powierzchni. Problem w tym, że jest ona słona, a więc nie ugasi pragnienia. Słodka, zdatna do picia, stanowi zaledwie 3 proc. wszystkich jej zasobów, a z tego 2 proc. jest uwięzione w (topniejących!) lodowcach. W upalny dzień możemy więc (jako ludzkość) skorzystać zaledwie z 1 proc. wody dostępnej na świecie. To mało, ale do niedawna zupełnie nam wystarczało. Tyle tylko, że i ta jedna setna szybko się kurczy – zabiera nam ją susza wywołana ociepleniem klimatu, spływa do morza wraz z gwałtownymi burzami nękającymi coraz częściej Ziemię i… ustawia się do niej coraz dłuższa kolejka. Bo ludzi nie tylko przybywa (w 2050 roku ma nas być już 9 mld), ale i chcą żyć na coraz wyższym poziomie. Podlewać pola golfowe, myć samochody, a także hodować smakowite jedzenie. Czy wiesz, że do wytworzenia kilograma wołowiny potrzeba 15 tys. litrów wody, drobiu – 4 tys. litrów, kawy potrzebnej do zaparzenia jednej filiżanki – 140 litrów (dane WWF). Jedno spłukanie wodą ubikacji pochłania ponad 5 litrów! Na jak długo nam jej wystarczy?

6 plaga – uduszenie

 

Skąd bierze się tlen? To proste! Produkują go rośliny. Lasy, pola uprawne, nawet przydomowy trawnik. Okazuje się jednak, że aż ponad dwie trzecie ziemskiego tlenu wytwarza unoszący się w ziemskich morzach fitoplankton. Ta ogromna masa mikroorganizmów odpowiada też najprawdopodobniej za tworzenie się nad wodami chmur. A chmury to deszcz – wiadomo. To w czym problem? Ano w tym, że fitoplankton potrzebuje do życia światła, substancji odżywczych i rozpuszczonego w wodzie dwutlenku węgla. A ten ostatni, wraz z ogrzewaniem się oceanów, jest coraz szybciej wydalany do atmosfery. Wkrótce może więc dojść do paradoksalnej sytuacji – podczas gdy powietrze będzie nas truło nadmiarem dwutlenku węgla, w wodzie będzie tego gazu za mało, żeby podtrzymać proces fotosyntezy i wytwarzania tlenu. Taka sytuacja oznaczałaby jedno – ludzkość nie miałaby już czym oddychać.

 

Zbigniew Zborowski

 

reklama
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020