Tajemnice jesiennych liści

„W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie…” – nucę piosenkę Agnieszki Osieckiej, idąc jesiennym parkiem. A dookoła feeria barw…

 

Złocista żółć, ognista czerwień i rdzawe brązy. Drzewa rozpoczynają swój kolorowy spektakl zwykle w połowie września. A za wszystkim stoi chemia Natury. Czyli substancje, które nadają liściom barwy. Wiosną i latem króluje wśród nich zieleń od chlorofilu dostarczającego drzewom „pokarm”. To dzięki niemu liście mogą wykorzystać światło słoneczne do wytwarzania substancji odżywczych w procesie fotosyntezy. A gdy dzień staje się coraz krótszy i mają coraz mniej światła, produkcja chlorofilu zaczyna maleć. Drzewo zaczyna rozbijać zielony pigment na składniki odżywcze gromadzone do tej pory w liściach i przenosi je do pnia oraz korzeni jako zapas na zimę. I wtedy, gdy liście stopniowo pozbywają się chlorofilu, pojawiają się inne kolory. Ale to wcale nie znaczy, że drzewa zaczynają je właśnie wytwarzać. Większość jesiennych barw liści jest w nich przez cały czas, już od wczesnego lata. Są jednak niewidoczne, bo dominuje nad nimi właśnie zieleń chlorofilu. Gdy on zanika, swoją szansę dostają żółcienie, pomarańcze i brązy.

żółty jako ostrzeżenie

 

Co ciekawe, ten mechanizm naukowcy odkryli stosunkowo niedawno. Przez wieki przypuszczano, że żółty barwnik powstaje dopiero jesienią. Dziś wiadomo, że odpowiedzialne za niego flawonoidy siedzą tam już od wiosny. Podobnie jak pomarańczowe karotenoidy. Wciąż pozostaje zagadką, jaką rolę odgrywają latem. I po co właściwie drzewa zmieniają wtedy kolor? Istnieje kilka hipotez. Z najnowszą wystąpił w 2000 r. William D. Hamilton, jeden z najwybitniejszych biologów ewolucyjnych XX wieku. Ogłosił, że te jesienne barwy mają odstraszać mszyce i inne roślinożerne owady – poprzez sygnalizowanie obecności szkodliwych dla nich składników. Wtedy bowiem niektóre owady szykują się do składania jaj, więc drzewo chce je przepędzić jak najdalej od siebie. Takie wyjaśnienie wielu naukowcom wydało się jednak naciągane.

po co ta czerwień?

 

Jeszcze bardziej tajemnicza jest czerwień liści. Odpowiedzialne są za nią antocyjany, które nie lubią się z chlorofilem, więc pojawiają się dopiero, gdy drzewa przestają go wytwarzać. Drzewo nawet czeka, aż chlorofil zupełnie się w liściach rozłoży i dopiero wtedy rusza z czerwienią. Dlatego nie znajdzie się czerwono-zielonego liścia, podczas gdy żółto-zielonych jest mnóstwo. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiadomo. Ani po co! Dla drzewa produkcja jakiejkolwiek substancji to przecież wysiłek energetyczny. Po co się męczyć, skoro trzeba się przygotowywać do zimy, a pięknie wybarwione czerwone liście i tak wkrótce opadną? Tu również pojawiło się kilka hipotez. Antocyjany, według jednej z nich, mają zabezpieczać liście przed nadmiarem światła. Jesienią w drzewach zachodzą skomplikowane procesy biochemiczne, które przygotowują je do przetrwania zimy. Między innymi wycofywanie z liści do gałęzi i pnia cennych składników odżywczych, jak cukry, skrobia, sole azotu i fosforu. Jednak przy braku chlorofilu, który chroni przed nadmiernym naświetleniem, proces ten mógłby być zachwiany, gdyż nadmiar światła zbyt szybko niszczyłby tkanki liścia. Dlatego drzewa produkują czerwony barwnik, który działa ochronnie, trochę jak krem z filtrem. Obecnie najwięcej zwolenników ma inna teoria: antocyjany chronią komórki liści przed zamarznięciem, czerwień pojawia się, kiedy jest już najzimniej. Liście narażone są więc na nocne przymrozki i uszkodzenia wynikłe z zamarzającej w ich komórkach wody. Ale wciąż jeszcze nie opadły i nadal są źródłem składników odżywczych. Drzewo wytwarza więc czerwony barwnik ochronny, by zdążyć „wyssać” z liści jak najwięcej. Czy ta teoria okaże się prawdziwa? Czas pokaże. Nadal więc nie wiadomo, po co drzewa zmieniają jesienią kolory. A że w przyrodzie nic nie dzieje się bez przyczyny, mają w tym swój cel. Jednak czy jest nim samoobrona, czy też coś innego, nie ma jak dotąd przekonującej odpowiedzi.

kojący kasztan

 

U progu jesieni zaczynamy tęsknić za latem i narzekać na jesienne smuteczki. Na chandrę zawsze warto mieć w kieszeni błyszczącego, brązowego kasztana. Ludowa mądrość mówi, że jest naturalnym odpromiennikiem i zapobiega bólom stawów. Nie ma co prawda żadnych badań, które by to potwierdzały, ale praktyka uczy, że trzymanie kasztana w dłoni czy bawienie się nim podczas spacerów naprawdę uspokaja.

w jesiennym ogrodzie

 

Wśród kwiatów niekwestionowaną królową jest dalia. Natura nie poskąpiła jej fantazyjnych kształtów, w dodatku występuje w wielu gatunkach i kolorach. Podobnie jak astry i wrzosy najpowszechniej kojarzona z jesienią. Mniej znane, za to równie efektowne są intensywnie różowe kwiaty jeżówki purpurowej, które pojawiają się wprawdzie wczesnym latem, za to kwitną aż do października. Do pierwszych przymrozków będzie też cieszyć oczy piękny fiolet kobei pnącej i biało-czerwone kwiaty fasoli ozdobnej. Jeśli dołożyć do tego pomarańczowo-czerwone kwiaty wiciokrzewu, całą gamę barw kwiatów powojnika, jasnoliliowego zimowita zwanego jesiennym krokusem i niezliczoną liczbę odcieni chryzantem, od kolorów i zapachów można dostać zawrotu głowy. Do późnego października kwitną też efektowne, duże złotożółte kwiaty rudbekii błyskotliwej. Rosną w kępach, co zwłaszcza w pochmurny dzień daje piękny efekt słonecznych plam na trawie. Dopiero od jesieni możemy podziwiać kapustę ozdobną – jedyny gatunek kapusty, który uprawia się w celach dekoracyjnych. Oprócz atrakcyjnych kwiatostanów złożonych z drobnych żółtych kwiatów ma oryginalne, zielonkawo-fioletowo-różowe liście. Jest wyjątkową ozdobą ogrodu od września do grudnia. A to tylko część kwiatów, bylin i krzewów, które niosą nam radość jesienią.

 

Katarzyna Grocholska

fot.: shutterstock

 

 

reklama
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020