Twój mózg Cię oszukuje!

Wierzysz, że to, co widzisz, istnieje naprawdę. Błąd! W realu niemal nic nie jest takie, jak to postrzegasz. Widzisz to, co twój mózg chce widzieć.­

 

To był jeden z najsłynniejszych, ale i najprostszych eksperymentów psychologicznych w historii. Wystarczyło sześcioro wolontariuszy i piłka do koszykówki, a jego obserwatorzy dostali zadanie: policzyć, ile podań wymienią między sobą gracze w białych koszulkach. Więc to robią. Nagle wśród zawodników pojawia się wysoka postać w stroju goryla. Przemyka między nimi, podskakuje, macha ramionami, wali się pięściami w tors, po czym powolnym krokiem opuszcza boisko. Po chwili mecz się kończy, a uczestnicy dostają pytanie: „Ile razy biali mieli piłkę?”. Wszyscy odpowiadają prawidłowo – 15. „A kto widział goryla?”. Tym razem obserwatorzy są zdumieni: jakiego goryla?

Ten eksperyment, znany jako „efekt niewidzialnego goryla”, amerykańscy psycholodzy Christopher Chabris i Daniel Simons przeprowadzili w 1999 r. Ale jego zaskakujący wynik do dziś stanowi przedmiot badań naukowców. Ujawnił się w nim bowiem ciekawy mechanizm działania ludzkiego mózgu, nazwany „ślepotą z braku uwagi”. Jest to błąd percepcji (rejestracji), polegający na tym, że kiedy człowiek skupia się na jakimś szczególnym obszarze lub trudnym zadaniu, jego umysł eliminuje wszystko, co by mu w tym przeszkadzało. Nie zauważa rzeczy, które pojawiają się niespodziewanie, nawet jeśli są dobrze widoczne i w miejscu, na które właśnie patrzy. Jak choćby wspomniany goryl na boisku do koszykówki.

Eksperyment Chabrisa i Simonsa miał pokazać, jak selektywna jest ludzka uwaga oraz jak łatwo jest wpaść w pułapkę zastawioną przez własny mózg. Podczas wielokrotnych powtórzeń w kolejnych latach jego wynik był taki sam. Filmik z grupką graczy i gorylem obaj badacze wyświetlali w wielu miejscach na świecie i różnym grupom badanych, także naukowcom na uniwersytetach. Zawsze z podobnym efektem: miażdżąca większość obserwatorów goryla nie widziała. Najbardziej wstrząsający efekt zaobserwowano w Londynie, gdzie film ten pokazano członkom towarzystwa naukowego Royal Society – goryla nie zauważył ani jeden z nich! Organizujący pokaz angielski psycholog, prof. Richard Wiseman, został nawet posądzony o podmienienie filmu!

niespodziewanego nie widać

 

Eksperyment z 1999 r. stał się wkrótce tak sławny, że nawet ci, którzy oglądali filmik po raz pierwszy, wiedzieli, że pomiędzy graczami pojawi się goryl. I rzeczywiście go widzieli. A jednak „ślepota z braku uwagi” nadal miała się świetnie. Wykazał to nowy film Daniela Simonsa, przygotowany 11 lat po pierwszym, z małą modyfikacją. Tym razem badacz chciał sprawdzić, czy wiedząc o małpie, ochotnicy staną się wyczuleni również na inne zmiany. Nie byli. Wprawdzie widzieli już goryla, ale nie zauważali, że podczas wymiany piłek przez zawodników wisząca w tle kotara zmieniła kolor z czerwonego na złoty. W dodatku jeden z graczy w trakcie meczu wyszedł z kadru. Tego też większość nie zauważyła. „Świadomość wcale nie zwiększa spostrzegawczości” – podsumował Simons.

Ciekawy efekt uzyskał dr Trafton Drew, neurobiolog z University of Utah. Zmodyfikował oryginalny eksperyment na potrzeby lekarzy radiologów. Na zdjęciu rentgenowskim płuc w górnej części jednego z płatów umieścił figurkę goryla, a następnie poprosił radiologów z Harvard Medical School, by przeanalizowali zdjęcia. Goryla w płucach nie dostrzegło aż 83 proc. badanych! Naukowcy uważają, że nikt nie może mieć zaufania do własnych zmysłów. Jeśli sądzimy, że nasze oczy, a później umysł pozwalają nam odbierać świat takim, jaki jest, bardzo się mylimy. W rzeczywistości nic nie jest takie, jak to postrzegamy, bo mózg jest podatny na rozmaite pułapki, zakłócenia i iluzje. I potrafi błędnie interpretować docierające do niego informacje. Częściowo dzieje się tak dlatego, że w swojej ocenie świata nie polega on wyłącznie na bodźcach wysyłanych przez zmysły, lecz też na własnej „bazie danych”. Czyli zdobytej wcześniej wiedzy, która z czasem przeradza się we wzorce, stereotypy i schematy. A w tych nie ma goryli spacerujących między graczami w koszykówkę, a tym bardziej tkwiących w ludzkich płucach. Te obrazy nie pasują do tego, co mózg „wie” – więc je ignoruje.

oblicze kosmity na Marsie

 

Ale mózg potrafi oszukiwać także w odwrotny sposób. Nie tylko odpowiada za to, że nie widzimy wielkiego goryla, ale też każe nam widzieć rzeczy, których nie ma. Pareidolia, czyli dopatrywanie się znajomych kształtów w przypadkowych wzorach, jak układy chmur, skał, śniegu, zacieki na szybach i murach, to zjawisko, którego doświadczył zapewne każdy. Wystarczy przez kilka minut wpatrywać się w obłoki na niebie, by dostrzec jakiś znany nam kształt – twarz człowieka, sylwetkę zwierzęcia, niektórzy dopatrują się nawet liter tworzących konkretne słowa. W rzeczywistości niczego takiego tam nie ma. To mózg podkręca obraz, tak by pasował do czegoś, co jest mu znane. Badacze uważają, że to właśnie zjawisko pareidolii odpowiada za „objawienia religijne” czy UFO.

Takie złudzenia mają ludzie na wszystkich kontynentach. W listopadzie 2012 r. przez kilka tygodni setki katolików przybywały pod mury szpitala Sime Darby w Kuala Lumpur w Malezji, gdzie ogłoszono cudowne objawienie Matki Boskiej. Widoczny na pękniętej szybie wizerunek przypominał postać w sukni, w której natychmiast rozpoznano Maryję.

W Polsce najsłynniejsza Matka Boska na szybie pojawiła się w listopadzie 1997 r. na Śląsku w Zabrzu-Kończycach. W kuchennym oknie swojej sąsiadki dostrzegł ją górnik Huber Pielka. Przez kolejne tygodnie do okna pielgrzymowali ludzie z całego kraju. Jednak katowicka kuria nie uznała objawień, tłumacząc, że to zwykły zaciek na szybie. Zjawisko pareidolii występuje też w kosmosie. Wszyscy znamy tzw. marsjańską twarz, w którą ułożyła się gra świateł na marsjańskim wzgórzu. Słynny jest „marsjański szczur”. W 2012 r. NASA opublikowała zdjęcie, na którym między skałami Czerwonej Planety widać coś na kształt przemykającego gryzonia. Na pareidolii da się nawet zarobić. W 2017 r. mieszkanka Florydy pokazała światu kromkę chleba, na której dopatrzyła się wizerunku Matki Boskiej. Kanapka sprzedała się na aukcji internetowej za kilka tysięcy dolarów. Nieco wcześniej, w 2012 r., za równie słoną cenę w aukcji na eBayu sprzedano zamrożone kawałki kurczaka, w których kształcie wielu dostrzegało wizerunek pierwszego prezydenta USA Jerzego Waszyngtona.

Skąd się bierze to zjawisko? Wyjaśniają to nowe badania nad mózgiem. Okazuje się, że to nie złudzenia wzrokowe, ale procesy zachodzące w korze przedczołowej mózgu, co da się zmierzyć za pomocą współczesnej aparatury. Naukowcy przypuszczają, że jest to stary mechanizm neurobiologiczny, który ewolucja zakodowała nam w mózgach, żebyśmy mogli szybko rozpoznawać kształty zwiastujące niebezpieczeństwo. Dzięki temu jako gatunek mieliśmy szansę na przetrwanie. Jeżeli oczy dostrzegały coś, co zaledwie przypominało kształt drapieżnika lub wroga, mózg dorabiał szczegóły, by człowiek od razu ratował się ucieczką. Podczas badań za pomocą rezonansu magnetycznego oglądano mózgi osób, którym pokazywano wizerunki dzikiego kota, a w grupie kontrolnej – jedynie kształty, które mogły się kojarzyć z drapieżnikiem. W obu grupach reagowała jednak ta sama część mózgu i w dokładnie taki sam sposób.

omamy zamiast niczego

 

Połóż się w ciszy i ciemności, zamknij oczy i postaraj o niczym nie myśleć. Odczekaj dłuższą chwilę. Co czujesz? Pojawił się nieistniejący w rzeczywistości zapach? A może kolorowe obrazy? Albo dźwięki? Kiedy zmysły odbierają dużo mniej niż zwykle bodźców, mózg tworzy omamy i halucynacje. Potwierdza to badanie rezonansem magnetycznym – w stanie „zawieszenia” intensywnie pracują ośrodki odpowiedzialne za interpretację sygnałów głosowych i wizualnych. To zjawisko jest dobrze znane neurologom i okulistom. Około 10 proc. osób niewidomych doświadcza omamów wzrokowych; mają złożone halucynacje dotyczące różnych przedmiotów, ludzkich twarzy i sylwetek, zwierząt, krajobrazów czy wzorów geometrycznych, które wyglądają absolutnie realnie. Neurolodzy przypuszczają, że być może ośrodek wzrokowy w mózgu, przyzwyczajony do odbierania obrazów z oka, po utracie wzroku próbuje tworzyć własne obrazy. Z kolei u osób, które utraciły słuch, zdarzają się halucynacje dźwiękowe.

czyja to twarz?

 

Przeciwieństwem pareidolii jest, w pewnym sensie, prozopagnozja, czyli ślepota twarzy. Osoby nią dotknięte mają kłopoty z rozpoznawaniem twarzy znajomych i wcześniej widzianych osób. Nawet członków rodziny, czasem samych siebie. Nie mają one żadnych problemów ze wzrokiem. Dla ludzi dotkniętych tym zaburzeniem codzienność jest pełna pułapek. Żyją tak, jakby każdego dnia widzieli wszystkich, także najbliższych, po raz pierwszy. Muszą więc wypracować specjalny kod rozpoznawczy – po sylwetce, chodzie, ubraniu czy brzmieniu głosu. Jak dotąd nauka nie ma lekarstwa na to schorzenie. To wciąż jedna z zagadek mózgu, nad którymi pracują naukowcy.

 

Korzystałam m.in. z: Christopher Chabris i Daniel Simons „Niewidzialny goryl. Dlaczego intuicja nas zwodzi?”

tekst: Ewa Dera

 

reklama
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020