Prehistoryczny potwór żyje

Przemoczeni do suchej nitki, kuliliśmy się na chybotliwej łodzi. Płynęliśmy po wodach Amazonki przez wiele godzin do odległego o jakieś 110 km celu. Dżungla wspinała się wzdłuż brzegów i tylko czasem rozwierała się przed małymi grupkami drewnianych, osadzonych na palach, chat.

Prehistoryczny potwór żyjeRzeka rozlewała się tu na szerokość do 500 metrów a, jak twierdzili tubylcy, masy jej mętnych wód schodziły na głębokość 40 metrów. Już tutaj, w górnym biegu, mogłyby żyć w Amazonce i na ogromnych przyległych obszarach dżungli, gromady dziwnych zwierząt i nikt nie byłby w stanie ich zauważyć. Tym bardziej, że zasiedlenie tych terenów jest stosunkowo nikłe. Tymczasem tajemniczą bestię w pobliżu Nuevo Tacna obserwowało wielu świadków.

Pierwsze doniesienia agencyjne informowały, że wężowaty potwór wynurzył się z wody na skraju wsi i przewlókł się przez chaszcze w pobliżu placu, na którym szykowano się do rozegrania meczu piłkarskiego. Zwierzę przedzierało się z głębi dżungli w kierunku ślepej odnogi rzeki, odległej około dziesięć minut drogi od wsi. Przerażający rumor, jaki wydawało w trakcie marszu, doleciał uszu setek osób. Ale na własne oczy i ze stosunkowo niewielkiej odległości widziało monstrum "zaledwie" ośmiu rybaków. Niektórych z nich udało mi się odszukać.

Maximo Inuacari regularnie wyprawia się na połów do odnogi rzeki, w pobliżu Nuevo Tacna. Tego dnia, pod wieczór, siedział w swej wydłubanej z jednego kawałka pnia łódce i zbierał się do powrotu do domu. "Nagle usłyszałem jakiś podejrzany hałas - opowiada. - Coś ciężkiego, gigantycznego przewalało się przez dżunglę. Łamały się gałęzie i pękały pnie drzew. Słyszałem przerażającą kotłowaninę dźwięków, ale nic nie widziałem. Potem dżungla jakby się rozwarła - ogromna czarna bela powoli wczołgała się na brzeg, po czym zsunęła się do wody, wywołując potężne falowanie. Ledwo utrzymałem się na powierzchni."

Według notatek peruwiańskiej prasy drugi rybak, Luis Iluma, zeznawał: "Wyglądało to strasznie. Długie, czarne, wężowate cielsko dźwigało na grzbiecie coś w rodzaju olbrzymiej muszli, która w kilku miejscach na obrzeżach była jakby powycinana. Z głowy sterczały macki przypominające trąbę słonia i duże uszy, a paszcza zakończona była tępym ryjem".

Ale Maximo Inuacari podważa tę wypowiedź. "Zmierzchało już i chociaż byliśmy bardzo blisko, nie mogliśmy dostrzec szczegółów. Na pewno zwierzę przypomina węża, ale nie da się stwierdzić czy pełza na brzuchu, czy porusza się na krótkich nogach, jak kajman."
Jednak relacji Luisa Ilumy nie można lekceważyć. Obserwował on zwierzę na tle horyzontu oświetlonego ostatnimi przebłyskami dnia, a zatem mógł rozróżnić więcej szczegółów niż Inuacari, który płynął po drugiej stronie odnogi. Poza tym zeznanie Ilumy pokrywa się z innymi wypowiedziami i opisami znalezisk. On sam, żyjąc w odludnej wiosce, na pewno nigdy o nich nie słyszał.

reklama

Znalezione dowodyZnalezione dowody

Sławny pułkownik Fawcett, na początku stulecia spenetrował znaczne obszary dorzecza Amazonki. Podczas ostatniej wyprawy w 1925 roku tajemniczo zaginął w tych okolicach, ale w jednym z dzienników zanotował: "Indianie uprzedzali mnie przed ogromnym zwierzęciem, które od czasu do czasu spotykają zanurzone do połowy ciała w mokradle. Posiada ono wężowatą szyję i na grzbiecie coś w rodzaju kirysa. Niekiedy natrafiają oni na jego olbrzymie ślady w bagnistej ziemi."

Indianie Mochico zamieszkujący pogranicze brazylijsko-boliwijskie nazywają to zwierzę minhacao. Podobno ma ono trzydzieści metrów długości. W połowie wężowatego korpusu chroni je nieregularny pancerz. Wydatna głowa przechodzi w świński ryj. Monstrum jest tak ciężkie, że potrafi przebić sobie drogę w dżungli, zawrócić bieg rzek i zamienić suche gleby w bagna. Nie wiadomo czy pełza, czy też porusza się za pomocą krótkich nóg. Znalezione ślady skłaniają raczej do przyjęcia wersji o kończynach wyposażonych w pazury. Minhacao widziano na rzekach Paragwaju i Urugwaju. Ostatnia wiadomość o nim nadeszła znad jeziora San Rafael w Boliwii, gdzie pozostawił po sobie ślad w postaci szerokiej na cztery metry strugi.

Oglądając ceramiczne naczynia kultury Mochico w prywatnym muzeum Casinelli w północnoperuwiańskim Trujillo, odkryłem namalowaną podobiznę olbrzymiego gada-ślimaka z muszlą na grzbiecie i mackami na głowie! Zwierzę musiało zatem być znane już przed ponad 1500 laty. W domu czekała na mnie następna szokująca niespodzianka. Przekopując swoje archiwum odkryłem całą serię rysunków Mochico z postaciami tego tajemniczego stworzenia. W 1995 roku otrzymałem te kopie od badacza, dr. Carbrery, ale potraktowałem je jako pospolite ilustracje do opowieści mitologicznych. Dopiero po fizycznym niejako zetknięciu się z potworem zrozumiałem, że nie są one dziełem wyobraźni. Mochico, okazuje się, doskonale znali tego monstrualnego gada.

Atak strasznej mocyAtak strasznej mocy

Drobiazgowa penetracja całego obszaru oraz analiza wypowiedzi naocznych świadków zaowocowały ustaleniem takich oto niepodważalnych faktów. Z nie nazwanego, położonego o dwie i pół godziny drogi od koryta Amazonki, jeziora wynurzyło się z wody tajemnicze, monstrualne stworzenie i stosunkowo prostą, choć z lekka pofałdowaną drogą ruszyło w kierunku lasu. Zostawiło po sobie dziesięciometrowej niemal szerokości ślad, stebnowany powywracanymi drzewami. Niektóre z nich były bardzo wysokie. Wyżłobiony jego ciałem rów liczył pół metra głębokości i lekko wznosił się po bokach ku górze. W miejscu przeprawy brzeg jeziora został zerwany, więc woda wypełniła strugą wydrążony rów.

Sachamama wraca

Dyrektor szkoły w pobliskim Orano, Carlos Quinto i nauczycielka biologii, Nelly Armos - osoby, które od dawna zajmują się zbieraniem informacji o wszystkich podobnych zjawiskach Đ są przekonani, że ponownie dała znać o sobie sachamama. Według starej indiańskiej legendy pod imieniem tym ukrywa się gigantycznych rozmiarów czarny wąż z wielką głową ozdobioną czułkami i z czymś w rodzaju wapniowej skrytki na grzbiecie. Ten peruwiański krewniak minhacao pojawia się niezwykle rzadko.

Jest zdolny przespać w ukryciu pod powierzchnią wody całe wieki, zanim znów zaktywizuje się do życia. Twarda skorupa na grzbiecie utrudnia mu prześlizgiwanie się przez gąszcz dżungli i to nią zapewne zawadza o napotkane drzewa, wywracając je z korzeniami. Zwierzę podobno potrafi "wessać" swe ofiary do paszczy z odległości kilku metrów.

Tubylcze wyobrażenia o nim potwierdził w XIX wieku ksiądz misjonarz de Vernazz, pisząc m.in.: "Spojrzenie na tego potwora może wyprowadzić z równowagi, przerazić i zmusić do podszytego lękiem szacunku nawet najodważniejszych mężczyzn. Nigdy nie szuka ani nie tropi swoich ofiar. Siła jego wdechu jest tak wielka, że wessie nim każdego czworonoga czy ptaka, jaki pojawi się w odległości sześciu do dwunastu metrów - zależnie od swojej wielkości.

Monstrum, które zastrzeliłem ze swego kanoe na rzece Pastaza, miało dwa metry w obwodzie i piętnaście metrów długości, ale miejscowi Indianie zapewniali mnie, że w okolicy żyją dużo większe zwierzęta tego gatunku, osiągające od trzech do czterech metrów w obwodzie i od trzydziestu do czterdziestu metrów długości". Zatem stworzenie, które tak przeraziło mieszkańców Nuevo Tacna, było gigantycznym okazem sachamamy czy też zgoła innym olbrzymim zwierzęciem? Na razie na to pytanie nie ma zadowalającej odpowiedzi. Pewne jest tylko, że potężny ślad w dżungli jest niepodważalnym faktem.


Tekst i zdjęcia
Arnosůt Vasůicůek
Tłum.: Kazimierz Kaszper

Źródło: Wróżka nr 10/1998
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020