Z kuną na strychu

Kładłam się właśnie do łóżka, gdy usłyszałam, że po moim strychu galopuje tabun koni. Nie ukrywam, że trochę się przeraziłam.

Koni nie mam, a i tak strych nie nadawałby się na stajnię. Kto zaszczycił mój dom wizytą? I żeby to jedną! Co wieczór na strychu odbywała się Wielka Pardubicka. Szybko odkryłam, że dzielę dach z rodziną kun domowych. To znaczy samotną matką wychowującą czwórkę pociech. Ojcowie tego gatunku to wolne ptaki. Ich rola ogranicza się do prokreacji. Za to matki mogłyby służyć ludziom za wzór. Długo i z wielkim oddaniem troszczą się o potomstwo. Mają pokłady cierpliwości, bo małe kuny to wyjątkowe urwisy. Rozsadza je energia i stąd nocne hałasy.

Kuna domowa jest zwierzęciem zdecydowanie nocnym. Drapieżnikiem polującym na naszych odwiecznych wrogów – szczury i myszy. Poza tym nie gardzi innymi drobnymi zwierzętami, które nie przekraczają rozmiaru królika. Z braku laku zjada nawet dżdżownice. Dom, w którym zamieszka, może nie obawiać się plagi gryzoni. Niestety to samo dotyczy ptactwa domowego. Wizyta kuny w kurniku wróży pożegnanie z rosołem. Oczywiście dla tych, którzy tak jak kuna jedzą mięso.

W naszym kraju występują dwa gatunki kun. Domowa i leśna. Ta druga unika ludzi. Jest trochę mniejsza, sprawniejsza i ma znacznie bardziej gęste futro. Obie kuny należą do rodziny łasicowatych, a na pierwszy rzut oka różnią się podobną do śliniaka plamą na szyi i piersi. U kuny leśnej jest żółta, a u domowej biała. Nosy też mają inne. U domowej jest różowy, a u leśnej czarny.

Kuna domowa może osiągnąć nawet dwa kilogramy wagi. Jej stopy są prawie pozbawione owłosienia i jak nos różowawe. Brak skutecznej ochrony przed zimnem przyciąga ją do ludzkich osiedli. Na mieszkanie najchętniej wybiera ciepłe strychy. Co ciekawe, jest tak zapobiegliwa, że jednocześnie potrafi być w posiadaniu nawet sześciu domów. Szczególnie przyszłe matki szykują sobie kilka „wyjść awaryjnych". Jeśli stąd mnie przepędzą, to przeprowadzę się gdzie indziej, ale na gotowe.

reklama


Lato to czas kunich wesel. Tylko wtedy samce są zainteresowane płcią przeciwną. Ile trwa ciąża? Wszystko zależy od tego, kiedy odbyło się wesele. Dzieci muszą urodzić się wraz z przybyciem wiosny – w kwietniu lub maju. We wczesnym stadium rozwój ciąży zostaje wstrzymany na tyle, by maluchy przywitało majowe słońce. Tak samo przebiega ciąża kuny leśnej i borsuka.

Kuniątka rodzą się ślepe i zupełnie bezbronne. Jak u większości łasicowatych oczy otwierają się im mniej więcej po miesiącu. Matka karmi małe mlekiem nawet do trzech miesięcy. Potem są już na tyle sprawne, że zaczynają towarzyszyć jej w polowaniu. Kuna jest wytrwałym pedagogiem. Uczy dzieci dotąd, dopóki nie osiągną łowieckiej doskonałości. Stają się dorosłe w wieku dwóch, trzech lat. Mogą już zakładać własne rodziny.

Kuna domowa żyje około dziesięciu lat. Oczywiście jeśli jej na to pozwolimy. Dawno temu człowiek nazwał ją szkodnikiem, bo pustoszyła mu kurniki. Dziś jest pod ochroną gatunkową, a mimo to nie pałamy do niej sympatią. Dlaczego? Może to atawistyczny lęk przed konkurentem do garnka.

Tymczasem kuna domowa jest sprzymierzeńcem człowieka w walce ze szczurami. Zasiedliła miasta i z upodobaniem tropi szczurze kryjówki. Tak naprawdę w niczym nie zagraża człowiekowi. Należy jedynie unikać dzielenia z nią garażu. Nie wiadomo dlaczego sprawia jej radość przegryzanie przewodów hamulcowych. Może to smak płynu hamulcowego tak ją kusi? Tak czy siak, na pewno nie wychodzi na zdrowie ani kunie, ani samochodowi. Na strychu to co innego. Tu nikt nie trzyma samochodu.

Dla mnie towarzystwo kuniej rodziny było zaszczytem i ciekawą przygodą. Do nocnych hałasów można się przyzwyczaić, a po zakończeniu dziecięcych harców posprzątać strych. Zaręczam, że będzie mniej roboty niż po kinderbalu.

Nie ma obaw o domowe instalacje. Kuny nie przegryzają kabli, rur ani drewna. Przypominam, że to drapieżniki, a nie gryzonie. Poza płynem hamulcowym mają jedną słabość. Jajka. Przepadają za nimi i umieją obchodzić się jak z... jajkiem: nie tłukąc, przenoszą w bezpieczne miejsce. Dopiero tam sprytnie rozgniatają skorupkę i dostają się do kalorycznej zawartości. Zdecydowanie wolą surowe. Ugotowane na twardo już nie mają takiego wzięcia.

Bardzo zachęcam do obserwowania kun, tym bardziej że żyją tuż obok nas. Jeśli na państwa strychu, to proszę choć od czasu do czasu poczęstować je jajem.

Dorota Sumińska
doktor weterynarii,
prowadzi popularne programy o zwierzętach.
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 11/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020