Apokalipsa Benedykta XVI

Wiele jest znaków, które mówią, że Joseph Ratzinger nie powinien zostać papieżem…

Wielki piorun uderzył w kopułę Bazyliki św. PiotraTo zły omen – jęknął młody kleryk z Polski, widząc, jak wypuszczonego przez papieża gołębia pokoju zaatakowała rozwścieczona mewa. Pojawiła się nagle i momentalnie przyparła trzy razy mniejszego ptaka do ściany Pałacu Apostolskiego. Na placu św. Piotra z gardeł 3000 wiernych wyrwał się głuchy jęk. Mewa odleciała spłoszona, ale gołąb – zamiast wzbić się wysoko w niebo – przysiadł na parapecie papieskiego okna.

– To przepowiednia zdrady i nieszczęścia – powtarzano po mszy. Był 27 stycznia 2013 roku. Dwa tygodnie później papież ogłosił, że zamierza abdykować, a tego dnia wieczorem piorun uderzył w kopułę Bazyliki św. Piotra.

Astrolodzy w służbie Boga

Niezbadane są wyroki Boskie. By je przejrzeć, przez kilkaset lat papieże zatrudniali astrologów. Stawiali oni horoskopy na różne okazje i odczytywali „prawdziwe” znaczenie niezwykłych zjawisk. Co ciekawe, wróżbici z Polski cieszyli się w Italii takim samym wzięciem jak dziś nasi hydraulicy w Wielkiej Brytanii.

Największą sławę zdobył Marcin Bylica z Olkusza, osobisty astrolog króla węgierskiego Macieja Korwina i polskiego Władysława Jagiellończyka. W napisanym przez siebie „Prognostyku” tłumaczył, jakie znaczenie dla świata mają komety (w zależności od ustawień ich ogonów).

reklama

W 1460 roku wyjechał do Włoch wykładać astronomię na uniwersytecie w Bolonii. Kilka lat później został nadwornym astrologiem kardynała Roderyka Borgii. Polak tak wyćwiczył swojego pryncypała w stawianiu horoskopów, że ten kilka lat później – już jako papież Aleksander VI – sam świetnie wyliczał i tłumaczył najbardziej złożone koneksje ciał niebieskich. Na początku XVI wieku Leon X ustanowił wydział astrologiczny przy założonym przez siebie uniwersytecie papieskim.

Kiedy kilkadziesiąt lat później posąg Madonny w rezydencji w Subiaco zaczął ronić krwawe łzy, Paweł V kazał zawezwać astrologów. Ci odczytali ten znak jako zapowiedź rychłej śmierci papieża. Paweł V wpadł w paranoję. Wszędzie węszył zamachowców. Wyrzucił nawet swojego kucharza, obawiając się, że ten zamierza go otruć. Uspokoili go dopiero rzymscy astrologowie, którzy prześledziwszy układ planet, wykluczyli jakikolwiek zamach na życie papieża.

Największą biegłość w stawianiu horoskopów zdobył Urban VIII. Chełpił się tym, że kiedy wybrano go na papieża, układ gwiazd niemal bliźniaczo przypominał ten, który towarzyszył narodzinom… Jezusa. To astrologiczne „pokrewieństwo” nie przeszkadzało mu więzić Galileusza. Nie ma się też czemu dziwić – gdyby papież zgodził się z astronomem, że Ziemia krąży wokół Słońca, a nie odwrotnie, wiele astrologicznych przepowiedni, w które wierzył, wzięłoby w łeb.

Urban VIII panicznie bał się zaćmień Słońca, bo miały zwiastować jego śmierć. „W 1628 roku papież miał szczęście. Zaćmienie przypadło na dzień Bożego Narodzenia, kiedy błogosławiona moc nowo narodzonego Jezusa triumfowała nad kosmicznym złem. Namiestnik Chrystusa był w tym dniu bezpieczny” – relacjonuje James Reston w biografii Galileusza. Kolejne miało przypaść już w 1630. A że nie wypadało ani w Boże Narodzenie, ani w Wielkanoc, na pomoc wezwano Tommaso Campanellę, który w tym czasie przebywał w kościelnym więzieniu w Neapolu. Gdy oskarżony o herezję dominikanin stawił się przed obliczem papieża, z miejsca zaordynował odprawienie rytuału, mającego ocalić Urbana przed niechybną zgubą.

„Dymy wypełniły pałac na Kwirynale, Willę Barberinich w Castel Gandolfo i papieskie apartamenty w Watykanie. W magicznej komnacie zawieszono biały jedwab i skropiono różanym octem posadzkę. Urban i Campanella przywdziali białe suknie i zamknęli się w ciemnej komnacie, w której palono kadzidło z mirtu i wawrzynu. Rozległa się cicha muzyka, poświęcona dobroczynnym planetom Jowiszowi i Wenus, a prałaci pili, w zgodzie z astrologiczną sztuką, destylowany napój, by rozproszyć złe wpływy Marsa i Saturna. Papież skulił się w kącie, patrząc, jak Campanella tworzy sztuczny świat z kryształów i świec, i przesuwa go w krąg, żeby doprowadzić do pomyślnej konfiguracji planet i gwiazd w horoskopie Urbana” – pisze Reston.

Koty na stos

Tak jak Urban VIII wierzył w astrologię, tak Innocenty VIII (1432-1492) w czary. W 1484 roku wydał bullę papieską „Sumis desiderantes”, piętnując rozwiązłość niemieckich chłopów i mieszczan, którzy współżyli z demonami i dzięki temu nabywali nadprzyrodzone moce. W zapale zwalczania czarów Innocenty VIII wypromował dzieło dominikańskich inkwizytorów Kramera i Sprenglera „Malleus maleficarium” („Młot na czarownice”) jako podręcznik do wykrywania i tępienia diabelskich wszetecznic. Dostało się przy tym nie tylko Bogu ducha winnym kobietom, które do XVIII wieku palono na stosach w całej Europie, ale również kotom.

Przyczyną szaleństwa papieża miał ponoć być koszmar, który nawiedził go pierwszej nocy po objęciu najwyższego urzędu w Kościele. We śnie pozbawiła go życia opętana przez diabła białogłowa z czarnym kotem u boku. Choć całe życie zwalczał czary i czarownice, na łożu śmierci stosował najmroczniejsze rytuały – pił mleko wprost z piersi karmiącej matki i kazał sobie przetaczać krew młodziaków, byle tylko przedłużyć życie…

Źródło: Wróżka nr 4/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019