Z żaby w księżniczkę

W bajce brzydkie kaczątko zamienia się w pięknego łabędzia, a ropucha, ucałowana przez dziewczynę, w seksownego księcia. W życiu też tak się zdarza!!! I ty możesz przeżyć taką cudowną metamorfozę!

Z żaby w księżniczkęTrudno uwierzyć, że ta piękna, zmysłowa, delikatna blondynka w popielatych, eleganckich ciuchach oraz mocno otyła, na oko starszawa i nieciekawa pani w niemodnej garsonce, z włosami upiętymi w kok i grzywką na Alfa, to ta sama osoba!!! Wszyscy oniemieli, gdy Anna Kalata pokazała sie w świątecznym programie „Dzień dobry TVN”. Jej cudowna przemiana zapiera dech w piersiach nie tylko tym, którzy pamiętają ją sprzed trzech lat.

Twarda baba z Samoobrony
Pani Anna to klasyczny Byk (ur. 10 maja 1964) i jak wszyscy urodzeni w tym znaku żadnej pracy się nie boi. A jeśli wyznaczy sobie jakiś cel, dąży do niego konsekwentnie. Już na początku lat 90. prowadziła własną hurtownię. Na rynku radziła sobie świetnie, ale wciąż było jej mało. Jej ambicją zawsze była kariera polityczna. Najpierw próbowała zostać posłanką pod skrzydłami SLD. Wtedy nie wyszło, ale Anny Kalaty to nie zraziło.

Nie zraziło jej nawet to, że – o czym mało kto dziś pamięta – kiedy trafiła do Samoobrony i jako „twarda baba” znów próbowała zostać posłanką, po raz drugi przepadła w wyborach. Do Sejmu dostała się dopiero za trzecim razem. Dzięki Andrzejowi Lepperowi w maju 2006 roku została ministrem pracy i polityki społecznej. Wielkich sukcesów na tym stanowisku nie odniosła. Uważano powszechnie, że jest jednym z najgorszych i najmniej sympatycznych członków rządu.

No i co tu kryć, wyśmiewano się także z jej nieatrakcyjnego wyglądu i niemodnych ubrań. Wtedy udawała, że jej to nie przeszkadza albo sama nie wierzyła, że może się zmienić. A może myślała o tym, ale wciąż miała na głowie ważniejsze rzeczy? Bo jej polityczna droga nie była łatwa. Po czterech miesiącach ministrowania, gdy usunięto z rządu przewodniczącego Samooobrony, także i ona podała się honorowo do dymisji, która nie została przyjęta. Anna Kalata była więc ministrem jeszcze przez kolejnych kilka miesięcy.

reklama

Zanim jednak odeszła ze stanowiska, zdążyła jeszcze wyprocesować od PZU milionowe odszkodowanie dla swojej rodziny. 10 lat wcześniej jej mąż i dzieci mieli wypadek samochodowy i od tamtego czasu procesowali się z ubezpieczycielem. Nic nie pomagało, dopiero, gdy Anna Kalata poparła w ważnym głosowaniu ówczesnego prezesa PZU Jaromira Netzla i praktycznie umożliwiła mu utrzymanie stanowiska, doszło do ugody zakończonej wypłatą wysokiego odszkodowania. Po tym wszystkim Anna Kalata została wiceszefową Indyjsko-Polskiej Izby Gospodarczej. Większość roku spędza w Indiach. To właśnie tam przemieniła się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia.

Jak twierdzi – to dzięki jodze, medytacjom i innemu odżywianiu z naburmuszonej „twardej baby” zmieniła się w niezwykle atrakcyjną, sympatyczną, kontaktową i stale uśmiechniętą kobietę, której niejedna gwiazda mogłaby pozazdrościć wyglądu. Nic dziwnego, że dziś często musi wyjmować wizytówkę, żeby sejmowi koledzy rozpoznali w niej tamtą puszystą Ankę, bo ubyło jej nie tylko kilkanaście kilogramów, ale i lat.

Okazje, szanse, możliwości...
Co ją tak zmieniło? Czy tylko nowa praca, nowe miejsce zamieszkania i nowi znajomi? Czy było może coś jeszcze – coś, co przewróciło jej życie do góry nogami? Przede wszystkim wydaje się, że wszystkie ważne zmiany w jej życiu zaszły w ciągu bardzo krótkiego czasu. Dzieci wyfrunęły z gniazda, jakiś czas potem pani Anna dowiedziała się, że ma zostać babcią. Trafiła się okazja egzotycznego wyjazdu do Indii, a wraz z nią możliwości nawiązania nowych inspirujących kontaktów i zawarcia zaskakujących znajomości... Wiadomo, że to pewien tajemniczy mężczyzna namówił ją do zagrania w bollywoodzkim filmie, a ona tym namowom uległa... Czy ten mężczyzna odegrał w jej życiu rolę księcia, który pocałował żabę i uruchomił całą lawinę bajkowych zdarzeń? O tym pani Anna nie chce mówić. Tak czy inaczej dziś w wieku 46 lat wygląda na rówieśniczkę swojej córki!
 
Działaj – nie czekaj na cudDziałaj – nie czekaj na cud
Ty się akurat ostatnio nie zakochałaś, nie masz jeszcze 40 lat albo dawno je skończyłaś, ale też czujesz, że przyszła pora, by coś ze sobą zrobić? Patrzysz w lustro i widzisz grubą babę w dużym swetrze. Zastanawiasz się, gdzie się podziała tamta dziewczyna – młoda, ładna, szczęśliwa. Przekonana, że wszystko jest jeszcze możliwe. Od lat na pierwszym miejscu są przecież dom, dzieci i mąż... Praca też cię pochłania, choć to, co robisz, dalekie jest od tego, co chciałabyś robić...

Nie czekaj na cud, bo on jest w tobie. Masz jedno życie. Siebie. To, czego chcesz, jest w twoim zasięgu. Może nie od razu, ale zrób coś, żeby to zdobyć. Na początek tyle, ile możesz dziś, teraz. Do zmiany nie musisz mieć za oknami palm, wszystkich kolorów tęczy, którymi mienią się Indie. Czasem wystarczy kilka ruchów, które wepchną twoje życie na nowe tory, dadzą szansę. Przemiana to proces. Trzeba go tylko rozpocząć!

Wszelkie zmiany wyglądu warto zacząć od zmiany sposobu myślenia o sobie.
Jestem, jaka jestem i taką mam się lubić. Kanonami piękna nie ma się co aż tak przejmować. Kiedy odpowiemy sobie na pytanie, kim jesteśmy, znajdziemy dla siebie odpowiedni styl – mówi Aleksandra Lubczańska, która na swojej stronie internetowej www.lusty.pl doradza paniom, w jaki sposób powinny wydobyć własną urodę.

Tego samego zdania są słynne Angielki Trinny Woodall i Susannah Constantine, które po serii programów poświęconych metamorfozom bez skalpela i botoksu wydały „Kobiecą księgę sylwetek”. Pokazują w niej wzory kobiecych kształtów, wyliczając: kręgiel, kielich, klepsydra, rożek, wiolonczela, jabłko, kolumna, dzwon, wazon, cegła, lizak, gruszka. Jeśli odnajdziemy tam siebie, będziemy wiedziały, jakie fasony ubrań nam służą.

Innym, też ważnym stylistą, który każdej kobiecie mówi: „Jesteś piękna, zobacz to”, jest Gok Wan, znany brytyjski stylista i prowadzący programu „How to Look Good Naked” (Jak dobrze wyglądać nago). W swoich programach przekonuje nas, że piękno to umiejętność prezentowania siebie. Wie, że jeśli dumnie nosisz swoją wadę, to inni uznają, że to zaleta i mogą nawet chcieć cię naśladować. Jako reprezentant innej orientacji seksualnej nie potrafił początkowo uwierzyć w to, że kobiety mogą siebie aż tak nie lubić...

– Najpierw jesteśmy nastolatkami i mamy kompleksy, potem dorosłymi pannami i wydaje nam się, że czegoś nam brakuje, potem wydaje nam się, że jesteśmy już stare, a wreszcie, że już w ogóle nie warto nic zmieniać. Szkoda życia na bycie brzydką! To jest problem, który jest tylko w naszych głowach – apeluje Aleksandra Lubczańska.

1. Trenuj silną wolę – zyskasz kontrolę nad ciałem
Zastanów się, czy aby na pewno jesz z głodu, czy ciastka, czekolada nie rekompensują ci czegoś, nie koją lęków, z którymi nie chcesz się zmierzyć. Słodycze uszczęśliwiają na chwilę, nie karmisz nimi swojego ciała, bo nie dajesz u niczego wartościowego. Gdy tyjesz, wydaje ci się, że jedzenie staje się twoim wrogiem, zamiast być sprzymierzeńcem. Wpadasz w skrajność, obsesyjnie liczysz kalorie i wydaje ci się, że kilogramów przybywa nawet od picia wody. Tymczasem twój organizm, który karmisz nieregularnie, uczy się, że musi odłożyć na zapas, szczególnie wtedy, gdy nie jesz śniadania. Dwa obfite posiłki dziennie, przeplatane licznymi chipsami i słodkimi batonami, nie pomogą ci zrzucić zbędnych kilogramów.

Nie wierz w to, że pomogą jakieś diety cud – takich nie ma. Jedz mniej, a częściej – nawet pięć razy dziennie. Jeśli nie możesz żyć bez wysokokalorycznych przysmaków, jedz je czasem, ale tylko do godziny 16, czyli do momentu, kiedy twoje spalanie wciąż pracuje na najwyższych obrotach. Kiedy poczujesz, że przesadziłaś z jedzeniem, zrób sobie trzydniową kurację – w tym czasie nie jedz w ogóle produktów zawierających węglowodany – chleba, ziemniaków, ryżu makaronów, kasz… Każda z nas jest inna, każda ma inną przemianę materii. Zdrowe odżywianie nie ma nic wspólnego z katorżniczą dietą, na przykład 1000 kalorii dziennie. Jeśli schudniesz za szybko, organizm nie zgodzi się na to i będzie dążył do starego porządku. Wtedy właśnie utyjesz „z niczego”. Zmień nawyki żywieniowe, zapomnij o dietach.

2. Uwierz w siebie – uwierzą w ciebie inni
To, że nie potrafimy o siebie zadbać i własne potrzeby stawiamy na końcu, świadczy o tym, że nie zostałyśmy tego nauczone. Odpowiedz sobie na pytanie: „Czego ja chcę”, a nie „Co muszę zrobić, żeby spodobać się innym”. To klucz do szczęścia. Nie liczymy się same ze sobą, oczekujemy tego od bliskich. Musimy nauczyć siebie innych. Czasem trzeba powiedzieć: „Nie”. Nie jesteśmy od spełniania zachcianek naszych dzieci i mężów. Wypalona i zmęczona matka i żona nie jest ani autorytetem, ani dobrą partnerką. A zrezygnowana singielka nie przyciągnie mężczyzny z dobrą energią.

Jeśli odnajdziemy poczucie własnej wartości, bo poczujemy się dobrze w swoim ciele, wyprostujemy plecy, zaczniemy rozwiązywać swoje problemy. Ciało wiele o człowieku mówi. Inaczej patrzy się na osobę sprężystą, wyprostowaną, idącą pewnym krokiem, nieprzygarbioną. Budzi ona szacunek i respekt. Gdy zyskasz już poczucie kontroli nad własnym ciałem i z przyjemnością popatrzysz na siebie w lustrze, uwierzysz, że możesz osiągnąć to, co chcesz. Pomyślisz wtedy o innych zmianach. Poszukasz lepszej pracy, odważysz się wyjść ze związku, który już dawno nie daje ci poczucia bliskości albo zawalczysz o małżeństwo, które wydawało ci się nie do uratowania..

3. Nie piękniej dla innych, zrób to dla siebie
I pamiętaj: nie dla NIEGO, tylko dla SIEBIE warto wymienić te stare swetry na nowe bluzki. A także o tym, że w tym dbaniu o siebie nie warto się zatracać. Te „cuda” są dla nas, nie my dla nich. Nie warto być niewolnikiem fryzury czy makijażu, które trzeba robić godzinę przed wyjściem. Nie galopuj, nie próbuj wyglądać jak modelka, którą widzisz na okładce. Nie daj się zwieść reklamom, które obiecują ci usunięcie zmarszczek w trzy dni, a cellulitu w tydzień. Takich cudów nie ma. Te cuda reklamują dziewczyny w wieku twojej córki, a ich wizerunek poprawiał sztab stylistów i… komputer. Dopasuj swoje piękno do wieku, w jakim jesteś, a unikniesz stresu. Dbanie o siebie to coś więcej niż utrata kilogramów i modne ciuchy. To też sposób pozytywnego myślenia o własnym życiu. A na to każdą z nas stać.

Źródło: Wróżka nr 6/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019