Ognie Kupały

Otulona złotymi kwiatami dziewanna wyglądała jak słowiańska dziewoja wystrojona odświętnie na Kupalnockę.

Ognie KupałyTę urokliwą, miodem pachnącą roślinę znali dobrze Słowianie. Zakwitała akurat w okolicy sobótkowych ogni, nic więc dziwnego, że otaczała ją tajemnicza aura tej jednej jedynej nocy, kiedy absolutnie bezkarnie u młodych i starych szalały zmysły. A dziewanna przypominała złotowłosą pannę. Zalotną, wolną, dziką i niezależną, na której cześć zresztą dostała imię „divizna” (słowo to spokrewnione jest z devą, oznaczającą w języku naszych przodków boginię). Wywyższała się nad inne rośliny i zioła, bo dorastała do dwóch metrów. Jak prawdziwa bogini. Lśniła z daleka nie tylko swymi kwiatami. Wysokie płonące pochodnie z suszonych dziewann, które noszono w czasie obrzędów Kupalnocki, musiały robić duże wrażenie. Na wsiach mówią więc na nią do dziś gorzykwiat lub gorzygrot.

Dziewczyny zbierały jej kwiaty, gotowały z nich wywary i myły włosy. Być może to jej właśnie zawdzięczały swe słynne słowiańskie pszeniczne warkocze, bo płukanki rozjaśniały sploty i nadawały im złocisty blask, a skórze – zdrowy wygląd i niezwykłą miękkość. Nie zapominali o niej też starsi. Kąpiele w tym zielu łagodziły reumatyzm, oparzenia, stany zapalne i chrypkę.W medycynie ludowej do dziś jest znanym i często zalecanym lekiem przeciwkaszlowym (parzy się suszone płatki kwiatów i dosładza miodem). Okładami łagodzi się oparzenia, stłuczenia oraz nerwobóle. Całkiem niedawno okazało się też, że zawarte w kwiatach składniki niszczą wirus opryszczki.

To wszystko jednak nic w porównaniu z jej magiczną mocą. Jako że dziewanna była dorodna, strzelista i silna, wierzono, że nie boi się niczego, nawet demonów, które napastowały ludność za dnia i w nocy. „W żadnej bowiem nacji tak wiele czarów, czarownic i czarowników nie masz, jak u nas w Polszcze” – pisał wydawca kalendarzy Stanisław z Łazów Duńczewski w 1759 roku. Dziewanna oddalała więc czary, „wymowność dawa, język wolny czyni ku wymowności...”, „i tam, gdzie rad siadasz, pokrop ta wodką, a będą przy tobie dobrzy duchowie ku potwierdzeniu ciebie...”. Nic więc dziwnego, że pod koszulami, oprócz woreczków z wszelakim innym zielskiem, noszono też diviznę.

Rośnie dziko na piaskach, nieużytkach, przy drogach. Świetnie udaje się w ogrodzie, nie ma specjalnych wymagań, lubi tylko słońce. Im lepszą jednak damy jej ziemię, tym bardziej rozrośnie się i wybuja. Kwiaty rozwijają się stopniowo, od czerwca do września, więc jeśli zależy nam na tym, by je ususzyć, zbiory urządzamy codziennie, gdy tylko słońce osuszy rosę. Wyskubujemy żółte płatki delikatnie, układamy w koszykach i suszymy w cieniu, rozłożone cienką warstwą. Zaparzoną z nich herbatkę można popijać z dodatkiem tymianku lub malwy – na kaszel.

reklama

Przepisy dla zdrowia i urodyPrzepisy dla zdrowia i urody

Miodek z dziewanny
Zbieramy świeże korony kwiatowe, układamy warstwami w słoju, przesypując każdą cukrem. Stawiamy na kilka dni w słońcu na parapecie. Gdy puszczą sok – zlewamy go i przecedzamy przez gazę. Pomaga przy bólach gardła i kłopotach z trawieniem.

Napar
Łyżkę stołową kwiatów dziewanny zalewamy szklanką wrzątku, gotujemy i dokładnie odcedzamy. Pijemy 2–3 razy dziennie po pół szklanki. Dobry do płukania gardła przy chrypce i anginie.

Kwiaty
Można przykładać na zadrapania, otarcia, stłuczenia. Przyspieszają gojenie i dezynfekują.

Płukanka do włosów
8 łyżek stołowych kwiatów dziewanny zalej dwiema szklankami zimnej wody, gotuj pół godziny. Wystudź, odcedź, płucz włosy, żeby nabrały złocistego odcienia i puszystości (lub nasącz gazik i przykładaj na stłuczenia). Można też dodać do kąpieli – uspokaja i łagodzi bóle reumatyczne.


Joanna Halena

Źródło: Wróżka nr 6/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019