Na przekór wszystkim

Wdawała się w miłosne trójkąty, choć seks napawał ją obrzydzeniem. Bezkompromisowa i ekscentryczna. Maria Komornicka, pisarka i poetka, żyła 73 lata, z czego większość... jako mężczyzna.


Zakasowała szalonymi wybrykami swoich przyjaciół – dekadentów, buntowników i gardzących konwenansami wywrotowców z czasów Młodej Polski. Patrzyła na ludzkość z intelektualnego szczytu niedostępnego dla „tępej masy". I wcale nie podobało się jej to, co widzi. „(...) skąd się wziął ten genialny gnom w spódnicy, ta żywa puszka Pandory (...) paradoksalna mieszanka buty i naiwności życiowej, zgrzytliwości i słodyczy niewymownej" – pytał pisarz i krytyk Cezary Jellenta, jeden z kochanków Marii i jej „bratnich umysłów".

Nie on jeden przecierał oczy ze zdziwienia. Komornicka była kobietą-paradoksem, zbitką sprzeczności. Literaci i czytelnicy uznawali ją za genialną wizjonerkę. A rodzina do spółki z „przyzwoitym społeczeństwem" za niebezpieczną wariatkę. Z pozoru twarda jak skała, wpadała w depresję z powodu byle niepowodzenia.

Jak każdy oryginał, drogo płaciła za swoje „wybryki". Była zamykana w zakładach dla umysłowo chorych, upokarzana i obwiniana o najgorsze świństwa, ze spowodowaniem śmierci ojca włącznie. Ojca, który od najmłodszych lat wspierał swoje „cudowne dziecko". Dbał, by uzdolniona córka odbierała najlepsze wykształcenie. I sponsorował pierwsze wydania jej młodzieńczych opowiadań.

Niestety, Augustyn Komornicki miał też swoją ciemną stronę. Był domowym tyranem, despotą terroryzującym rodzinę i chętnie sięgającym po pas. Podobno zdarzyło mu się „srodze poturbować" dwuletnią (!) Marię, gdy pewnej nocy obudziła go swoim płaczem. Matka Marii, niezwykle piękna, ale mało uczuciowa, nie sprzeciwiała się metodom małżonka. Była damą z dobrego domu, wychowaną w szacunku dla konwenansów. A niepokorny charakter córki napawał ją szczerym przerażeniem.

Zawód miłosny i pierwszy skandal

To, że Maria zostanie pisarką, było wiadomo już od jej wczesnego dzieciństwa. Jako siedmiolatka prowadziła oficjalną kronikę rodziny, pisywała opowiadania i pamiętniki. Zadebiutowała w wieku zaledwie 16 lat – tekstem „Z życia nędzarza" w „Gazecie Warszawskiej". Potem był tom opowiadań (wydany przez dumnego ojca) i warszawscy literaci zwariowali na punkcie tej niezwykle inteligentnej, pewnej siebie, niepokornej dziewczyny.

reklama


Ale Maria miała wtedy co innego w głowie. Pierwszy zawód miłosny sprawił, że zafundowała rodzinie także pierwszy z licznych skandali. Odrzucona przez ukochanego, panna Komornicka uznała, że życie nie ma jej już nic do zaoferowania. I pewnego wieczoru wyszła z domu z mocnym postanowieniem... utopienia się w Wiśle.

Nad rzekę jednak nie dotarła, bo po drodze zwinął ją patrol policji. W tamtych czasach kobieta samotnie szwendająca się nocą po mieście była automatycznie brana za prostytutkę. Na nic zdały się tłumaczenia i krzyki. Nieszczęsną Marię aresztowano i odstawiono do cyrkułu, gdzie poddano ją, jak wszystkie córy Koryntu, upokarzającym „oględzinom". Dla panienki z bogatego domu był to szok, który zaowocował trwałym urazem. Od tamtej pory Maria brzydziła się seksem, wstydziła się swojej kobiecości, a perspektywa zajścia w ciążę śmiertelnie ją przerażała.

Dwóch kochanków naraz

Nie przeszkadzało jej to jednak w owijaniu sobie dookoła palca kolejnych literatów. Despotyczny tatuś omal nie eksplodował, kiedy dowiedział się o podwójnym romansie córki. A huczała już o nim cała Warszawa. Intelektualna przyjaźń Marii ze sporo starszymi od niej Cezarym Jellentą i Wacławem Nałkowskim szybko zamieniła się w coś znacznie bardziej „nieprzyzwoitego".

Co ciekawe, tatusia Komornickiego rozjuszyło to, że Jellenta był „żydem i socjalistą", a nie że Nałkowski był żonaty. Aby zakończyć ten swoisty trójkąt, wymógł na córce wyjazd na studia do Cambridge. I sprowokował kolejny skandal. Maria bowiem, zniesmaczona „miernotą intelektualną angielskiej młodzieży" oraz „karygodną postawą (Anglików) wobec kobiet", wróciła do Warszawy, po zaledwie pół roku. Wbrew woli ojca i bez jego wiedzy. Na dodatek zamieszkała u Nałkowskiego, razem z jego żoną i córkami.

Fala zgorszenia przelała się przez stolicę i błyskawicznie dotarła na ulicę Wspólną, gdzie rezydował klan Komornickich. Gdy niedługo potem Augustyn Komornicki zmarł na zawał, rodzina nie miała większych problemów ze znalezieniem winnego. Bracia głośno domagali się pominięcia Marii przy podziale ojcowskiego majątku, ogłaszając wszem i wobec, że swoimi szaleństwami dobiła szanownego tatusia. Maria do końca życia nie wyzbyła się wyrzutów sumienia oraz piętna „ojcobójczyni". A jednak śmierć kochanego despoty sprawiła, że młoda literatka wreszcie poczuła się wolna.

Związek z furiatem

Teraz już nikt nie był w stanie kategorycznie jej czegoś zakazać ani do niczego zmusić. Maria pisała coraz więcej i coraz śmielej. Przesiadywała w kawiarniach, dyskutując z kolegami o literaturze i wprawiając w ekstazę co bardziej „wyzwolonych" panów.

Jeden z nich zakochał się w niej na zabój. Jan Lemański, poeta i popularny satyryk, który pod wpływem „antyfilisterskich" przemów Marii rzucił pracę urzędnika, dosłownie zbombardował swoją wybrankę miłością. Nie miał pieniędzy na jedzenie, ale na codzienne bukiety dla Marii – owszem. Każdy jej tekst obwoływał arcydziełem. Wystawał nocami pod oknami Komornickich, wypatrując choćby cienia ukochanej. Słał listy i wiersze, najpokorniej prosił o rękę. Wreszcie dopiął swego, a rodzina Komornickich odetchnęła z ulgą.

Wyglądało na to, że Maria wreszcie się ustatkuje. Nieszczęśni, nie mieli pojęcia, że Lemański jest jeszcze gorszym furiatem od ich krewniaczki. Pierwszy popis dał już w trakcie podróży poślubnej. Targany zazdrością... ostrzelał z pistoletu Marię i jej domniemanego kochanka, czyli kuzyna, z którym poszła na niedzielny spacer. Lemańskiego zabrano do aresztu, a ranną w obie ręce Marię do szpitala. Kuzynowi nic się nie stało.

Źródło: Wróżka nr 1/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020