Cudowny weekend

Czasem miewam głupawe pomysły. Niedawno jeden taki omal nie rozwalił moich dwóch starych przyjaźni... 

Od lat spotykam się z dwiema dziewczynami, które kiedyś były równie jak ja szalone, a dziś wciąż wiedzą, że fajnie jest czasem wyjść gdzieś razem na drinka i babskie pogaduchy. I świetnie się bawić. 

Przez kilkadziesiąt lat w sumie zaliczyłyśmy całkiem niezłą liczbę narzeczonych, pięciu mężów, mamy czworo dzieci, sześć psów i jednego kota. Jest o czym gadać i co wspominać. Wydawało się, że po tych wszystkich życiowych dramatach i uniesieniach, którymi się dzieliłyśmy, mamy dla siebie nieskończenie wiele wyrozumiałości, bo wiemy, jak skomplikowane jest nasze życie. Aż tu nagle...

Pogoda taka piękna, przyszło mi więc do głowy, by się wybrać gdzieś razem na weekend. Wynajmiemy domek w górach i przez trzy noce i pięć dni pooddychamy wspólnie z naszymi panami na łonie przyrody. Nasi mężczyźni nieraz widywali się na różnych przyjątkach, więc się znają, wydają się z grubsza w porządku, a my nie musimy odbierać czasu własnej rodzinie, by się spotkać w przyjacielskim gronie. Idealnie, prawda?

Tymczasem okazało się, że w połączeniu z mężami jesteśmy zupełnie inne niż solo.

Monika zawsze wydawała się niezwykle samodzielna i niezależna. Jednak w ten cholerny weekend okazała się koszmarną kurą domową. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy rzucała się przed wszystkimi do sałatek i na grilla, by nałożyć na talerz swojemu dziubusiowi, drzemiącemu nad gazetą, najlepsze kąski, bo „ma kłopoty z wątrobą i nie może jeść nic tłustego".

reklama


Rano obudziła mnie bez pardonu, gdyż nie mogła opanować ekspresu w kuchni, a jej ślubny musi się w łóżku napić kawusi. Żeby jakoś wytłumaczyć zachowanie swego nadętego męża, który przez cały weekend oderwał wzrok od gazet i komputera na jakieś 20 minut, była wobec nas wszystkich przesadnie opiekuńcza i martwiła się o co popadnie, wykrzykując w przerwach: – Och, czyż to nie cudowny weekend?

Kinga natychmiast – pewnie dla zachowania równowagi w przyrodzie – zaczęła burczeć, pokrzykiwać na swojego Bogu ducha winnego ślubnego i w efekcie biedak się obraził jeszcze pierwszego wieczora. A potem już siedział naburmuszony i poprawiał sobie humor degustacją kolejnych win, nie dopuszczając do powrotu trzeźwości.

Mój mąż oświadczył, że obaj faceci, których tu bez sensu przyciągnęłam, to kompletne dupki, ale i tak im współczuje, bo on by z takimi pokręconymi babami jak te moje przyjaciółeczki nawet kwadransa nie wytrzymał.

Pierwszy wieczór zakończył się wielką klapą. Nazajutrz było jeszcze gorzej. Trzeciego dnia przy śniadaniu stało się jasne, że najlepiej zrobimy, ewakuując się z miejsca klęski, zanim będzie za późno.

Pogoda jednak była tak cudowna, że ktoś wpadł na pomysł, by teraz każdy spędził czas na swoją nutę, a spotkamy się wieczorem w miejscowym barze „Pod misiem", by oblać jutrzejszy wyjazd do domu. I tak się stało. 

Cały dzień wałęsaliśmy się z mężem po górkach, winszując sobie nawzajem, że jesteśmy właśnie ze sobą, bo jak widać, nie każdy ma takie szczęście jak my. Wieczorem zasiedliśmy przy wspólnym stole. Rozłąka wyraźnie na dobre nam wyszła. Wszystkie trzy pary wyglądały na rozluźnione i szczęśliwe, na dodatek nasi faceci okazali się kibicami tej samej drużyny i mieli w miarę zbieżne poglądy polityczne. 

Z trudem, bo z trudem, ale jakoś dotrwaliśmy do końca cudownego weekendu. Trochę za późno, ale pojęłam w końcu, że dorośli faceci to nie dzieci, które wystarczy wypuścić na podwórko, by się razem radośnie bawiły. Że gdy odłączymy się od mężów, nie czujemy się odpowiedzialne za to, co się z nimi dzieje, i możemy bez przeszkód zająć się sobą i naszą przyjaźnią.

Przyjaciółka wcale nie musi udawać, że lubi twojego ukochanego, i nie powinna czuć się zraniona, gdy widzi, że ty nie przepadasz za jej mężczyzną ani za tym, jak sobie ze sobą radzicie.

To był jej wybór i zaakceptuj to, do cholery, bo sama potrzebujesz mieć obok kogoś, kto ci powie, że masz prawo mieć to, co ty lubisz. Na tym polega przyjaźń i udane bycie z kimś. No więc, dziewczyny, plotkujcie sobie ile wlezie o facetach i bądźcie, z kim wam dobrze. 

Teresa Jaskierny 
fot. shutterstock 

Źródło: Wróżka nr 6/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020