Pięć kul dla cudzołożnika

Zbrodnia to niesłychanaDobrze, na Boga, zabij się, tylko poczekaj, aż wyjdę. To ostatnie słowa ministra Pierre'a Chevaliera do żony. Ona jednak, zamiast strzelić do siebie, wypaliła do męża. Ministrem był tylko jeden dzień.


Cała historia zaczęła się tak, jak zwykle zaczynają się podobne zdarzenia. Od spotkania dwojga młodych ludzi. Yvonne Rousseau miała 24 lata. Skromna, nieśmiała pielęgniarka w szpitalu w Orleanie nie była ani piękna, ani zbyt atrakcyjna. Musiało jednak w niej być coś, co zawróciło w głowie 26-letniemu studentowi medycyny Pierre'owi Chevalierowi. Niektórzy piszą o zwierzęcej namiętności, która połączyła tę parę. W każdym razie nie minął tydzień i młodzi zamieszkali razem.

Namiętne początki

W roku 1937 o związkach partnerskich prawie nikt nie słyszał, więc Yvonne i Pierre wzięli ślub cywilny. Szybko, bez zapraszania gości i wielkiego wesela. Liczyło się tylko namiętne uczucie. Pierre pochodził z jednej z najlepszych rodzin Orleanu i taki pospieszny ślub z pochodzącą ze wsi pielęgniareczką nie ucieszył najbliższych. Ale w końcu wszystko ułożyło się dobrze i już wkrótce na świat przyszedł syn Mathieu.

Chevalier ukończył studia i stanął przed wyborem dalszej drogi życiowej. Mógł zostać lekarzem w Orleanie lub gdzieś indziej, np. na wsi, co podobno rozważał, i nie wiadomo, jak by się potoczyła ta historia, gdyby w losy dwojga ludzi nie wmieszała się historia przez duże H.

Wybuchła wojna, Pierre wstąpił do wojskowej służby medycznej i ratował rannych żołnierzy pod ogniem kul. A po klęsce Francji, jako jeden z niewielu, przyłączył się do „Wolnych Francuzów", ruchu oporu przeciw okupacji niemieckiej skupionego wokół generała Charles'a de Gaulle'a.

Pierre szybko został szefem Resistance w Orleanie i okolicach. Brał udział w akcjach zbrojnych i aktach sabotażu. Był niezwykle odważny, miał zdolności przywódcze, więc po wyzwoleniu został wybrany na burmistrza Orleanu. Zamiast pacjentami zajął się więc odbudową i organizacją powojennego życia miasta. Przystojny, elokwentny, opromieniony sławą wojennego bohatera, robił błyskawiczną karierę. A jakiś czas później został wybrany do Zgromadzenia Narodowego.

reklama


Jego kariera polityczna była pasmem wielkich sukcesów, gorzej działo się w życiu rodzinnym. Yvonne urodziła jeszcze jednego syna, ale powoli traciła uczucia Pierre'a. Niezręczna i nieporadna, w dodatku niezbyt ładna, nie pasowała do towarzystwa, w którym brylował teraz jej mąż. Starała się jak mogła sprostać roli żony osoby publicznej. Kupowała eleganckie fatałaszki, czytała książki i miesięczniki poświęcone sztuce i literaturze, ale wszystko na próżno. Była ciągle wiejską prostą dziewczyną, niezbyt wykształconą i nieśmiałą.

Kochała bardzo męża, ale ten oddalał się od niej. Kiedy mały Mathieu zachorował, do sypialni małżeńskiej przeniesiono dziecięce łóżeczko, a Pierre się wyprowadził. I nigdy już nie wrócił, mimo próśb i nalegań żony. Co raz więcej czasu spędzał w mieszkaniu w Paryżu, tłumacząc się pracami w Zgromadzeniu Narodowym i obowiązkami publicznymi. Yvonne została w Orleanie, zajmowała się dziećmi i jedynie sporadycznie pokazywała się publicznie. Po 12 latach wspólnego życia mąż zaczął ją traktować z przerażającym okrucieństwem, o które rozbijały się jej starania uratowania małżeństwa. Yvonne płakała, nie mogła spać, normalnie funkcjonować. Brała środki uspokajające i nasenne. Zaczęła myśleć o samobójstwie.

On ma kochankę

Kobieca intuicja podpowiadała jej, że za tym wszystkim jest jakaś kobieta, jakiś romans. Te przeczucia potwierdził anonim, który informował, że mąż ma kochankę. Przeszukała rzeczy Pierre'a i znalazła list miłosny: „Bez ciebie moje życie pozbawione byłoby piękna i sensu" i podpis ,,Jeanne". Yvonne doszła do wniosku, że jego autorką musi być ich sąsiadka – Jeanne Perrau. Niezdarnie próbowała zdobyć próbkę jej pisma, a w końcu zdecydowała się na szczerą rozmowę.

Jeanne jednak kategorycznie zaprzeczyła, by coś łączyło ją z Pierre'em. Podobnie jak i Pierre, który na dodatek ostro złajał żonę i kazał jej pilnować własnego nosa. Ale Yvonne nie potrafiła. Obserwowała męża i Jeanne, widziała, jak flirtują na przyjęciach i już nie miała wątpliwości. Jeanne była młodsza od niej, przystojna, wysoka i rudowłosa. Ubierała się ekstrawagancko, potrafiła zabawnie i inteligentnie prowadzić rozmowę, błyszczała w salonach Orleanu. Jednym słowem miała wszystko to, czego brakowało Yvonne. Miała też męża, bogatego przedsiębiorcę, właściciela największego Domu Towarowego w Orleanie, który przymykał oczy na romanse pięknej, o 15 lat młodszej żony, i troje dzieci.

Kiedy Yvonne na jednym z przyjęć chciała się przytulić do męża, ten brutalnie ją odepchnął. A wieczorem, w domu, kiedy błagała go, by wrócił do małżeńskiego łoża, on powiedział, że nie będzie się z nią kochał i nie sądzi, by był nawet w stanie to zrobić. Budzi w nim jedynie odrazę, przynosi mu wstyd i chce się z nią jak najszybciej rozwieść. Jeśli ona chce z kimś sypiać, niech poszuka sobie jakiegoś kochanka. On z nią sypiać nie będzie i chce rozwodu.

Kompletnie załamana pojechała wraz dziećmi nad morze. Paliła setki papierosów. Brała na przemian środki nasenne, uspokajające i pobudzające. Wypijała hektolitry kawy. Nie spała, wychudła i sczerniała. Napisała do Pierre'a list, pełen miłości i oddania. Znów prosiła, by nie rozbijał ich małżeństwa, wyznawała miłość, obiecywała się poprawić jako żona. Mąż nawet nie odpowiedział na ten list.

Po powrocie do domu próbowała popełnić samobójstwo. Zażyła truciznę. Ledwie ją odratowano. A Pierre, nieczuły na wszelkie próby zbliżenia, odpowiadał zimną pogardą.

Źródło: Wróżka nr 6/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019