Mężczyzna, który widział więcej

W Nowym Jorku zaginęła 4-letnia dziewczynka. Rodzice dziecka umierali z rozpaczy, a policja bezradnie rozkładała ręce. Wszystkie gazety rozpisywały się o dramacie rodziny Kiecorius. I nagle ktoś przypomniał sobie o istnieniu pewnego holenderskiego jasnowidza...

Bezsilna policja uznała, że nawet jeśli Gérard Croizet nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi. I postanowiła sprowadzić go do Stanów. Holenderskie linie lotnicze KLM zgodziły się przewieźć go za darmo. Jeden z pracowników linii natychmiast do niego zatelefonował. – Tak, postaram się pomóc – usłyszał w słuchawce. – Ale najpierw proszę mi przesłać zdjęcie dziewczynki i plan Nowego Jorku.

Trudno było spełnić tę prośbę od razu, w Holandii nie było fotografii małej Edith Kiecorius. Przedstawiciel KLM próbował to wytłumaczyć rozmówcy, lecz odpowiedziała mu cisza. Zaniepokojony zapytał, czy Croizet go nadal słucha. – Tak, tak, proszę się nie rozłączać... coś widzę...

Morderca z tatuażem

Ze słuchawki płynęły urywane zdania: – za plecami mam Statuę Wolności... wysoki budynek... to może nic nie znaczyć, ale na nim wielka pomarańczowa reklama, garaż... zielony skwer... linia kolejowa... tory nad ulicą... jakieś śmieci, dużo wody, jakby rzeka... Po długiej chwili milczenia jasnowidz zaczął wolno mówić: – ...widzę mężczyznę, który prowadzi dziecko... jest niski, ma 55 lat, może więcej... jakieś ciemne plamki na twarzy, może tatuaż... jest ubrany w coś szarego... widzę budynek, też szary... dziecko jest teraz w środku. To wszystko.

Croizet odzyskał równowagę i zaczął mówić spokojnie, całymi zdaniami. Wyjaśnił, że na razie nie poleci do Nowego Jorku. Nigdy w nim nie był i obawia się, że olbrzymie miasto dostarczy mu zbyt wielu wrażeń: – Niestety, nie zdołam się tam skoncentrować.

reklama


Pracownik KLM nagrał rozmowę na taśmie, którą natychmiast przekazano amerykańskiej policji. Był 15 maja 1961 roku. Następnego dnia mimo niedzieli telefon Gérarda Croizeta znów zadzwonił. Zza oceanu przyleciały zdjęcia i ubrania zaginionej dziewczynki. Pracownicy linii lotniczych zaprosili jasnowidza do swojego biura.

– Amerykańska policja twierdzi, że miejsc, które pan opisał, jest tam bardzo wiele – wyjaśniał gospodarz spotkania, rozkładając na stole plan Nowego Jorku. Jasnowidz położył jedną dłoń na mapie, drugą na sukience Edith. – ...ile domów – wyszeptał – jak gęsto... jestem zamknięty... nic nie widzę... – zamilkł na kilka minut – ...tak... ten sam szary budynek... ma cztery piętra... za nim pralnia... są szyldy... pranie na mokro i sucho... dziecko, tak jest dziecko... nie żyje – wyczerpany osunął się na krzesło.

Pracownik KLM natychmiast zatelefonował do Nowego Jorku. Pięć godzin później nadeszła odpowiedź. W garażu wskazanego budynku znaleziono zwłoki Edith Kiecorius. Tydzień później zatrzymano 59-letniego pedofila i mordercę. Miał na sobie szarą marynarkę, na policzkach wytatuowane ciemne kropki.

Nauczyciel zdemaskowany

W Polsce Gérard Croizet jest postacią prawie nieznaną. Ale świat uważał go za najwybitniejszego jasnowidza połowy XX wieku. Wzywano go na pomoc do Ameryki, Australii, Japonii. W ojczystej Holandii policjanci regularnie prosili go o porady. Gazety nazywały Wielkim Croizetem. Nawet sceptycy, którzy nie wierzyli w żadne zjawiska nadprzyrodzone, przyznawali, że według nich nie jest hochsztaplerem ani naciągaczem, lecz porządnym człowiekiem próbującym bezinteresownie pomagać innym.

Swe niezwykłe zdolności odkrył bardzo wcześnie. Miał trudne dzieciństwo, rodzice pracowali w objazdowym teatrzyku i na długie miesiące znikali z domu. O opiekę nad synem prosili przypadkowe osoby. Jeden z takich przybranych ojców przywiązywał go do nogi stołu, inny bił do krwi. Ale zdarzali się też porządni opiekunowie.

W wieku sześciu lat trafił do zegarmistrza. Ten pewnego dnia dał mu linijkę, a mały Gérard nagle zaczął opowiadać jej historię. Mówił, kto dostał nią po łapach, co nią mierzono i rysowano. Wszystko się zgadzało. W szkole zamyślonego, wątłego chłopca uważano za nierozgarniętego i tępego. Do czasu, gdy jeden z nauczycieli nazwał go małym głupkiem.

– Ale za to widzę rzeczy, które dzieją się daleko stąd – odpowiedział Croizet. Nauczyciel popukał się tylko w czoło. Kilka tygodni później wychowawca nie przyszedł do szkoły. Następnego dnia Gérard się zrewanżował. – Wiem, dlaczego wczoraj pana nie było – powiedział przy całej klasie. – Był pan u blondynki w czerwonej sukni. Nauczyciel oblał się pąsem. Mały jasnowidz zlitował się jednak i uratował go przed kompromitacją: – To nic złego, rozmawialiście o ślubie.

Test pustych miejsc

Najtrudniejsze chwile przeżył Croizet w czasie II wojny światowej. Z racji żydowskiego pochodzenia musiał się ukrywać pod fałszywym nazwiskiem. Został nawet aresztowany. Ale lewe dokumenty były tak dobrze podrobione, że Niemcy go wypuścili.

Krótko po zakończeniu wojny pojechał na odczyt profesora Wilhelma Tenhaeffa, psychologa z uniwersytetu w Utrechcie i badacza zjawisk nadnaturalnych. Po wykładzie podszedł do prelegenta i opowiedział o swych zdolnościach. Tak zaczęła się wyjątkowa współpraca naukowca i jasnowidza.

Profesor poddał Croizeta kilku testom, w których wizjoner wypadł znakomicie. Ale prawdziwy egzamin zdał w 1949 roku. Sędzia z miasta 's-Hertogenbosch zapytał wówczas Tenhaeffa, czy któreś z badanych przez niego mediów może pomóc w odnalezieniu zwłok dzieci zamordowanych przez zboczeńca. Zabójca siedział już za kratkami, lecz nie przyznawał się do winy.

Naukowiec umówił się na spotkanie z Croizetem. A ten już w progu oświadczył, że wie, po co został wezwany. Przekazał policji tyle szczegółów dotyczących ponurej sprawy, że odtąd nieustannie zwracano się do niego z prośbami o wskazówki.

Źródło: Wróżka nr 8/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019